Reklama

Rowerowy ekspert: Sorry, to są żenujące pomysły. Tu wszystko jest zrobione źle.

Po wizytacji rowerowej infrastruktury w centrum Jaworzna, rowerowy ekspert, prezes organizacji "Miasta dla rowerów" Marcin Hyła nie pozostawił suchej nitki na naszych jaworznickich wizjonerach. Przykro czytać takie opinię od ekspertów. Wygląda na to, że nasi urzędnicy zawalili wiele spraw.

- Sorry, to są żenujące pomysły. Tu wszystko jest zrobione źle. - napisał w relacji Marcin Hyła.

Cytujemy poniżej opis rowerowej wycieczki z profilu Marcina Hyła.

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=3647835991910607&set=a.3647835615243978

 

Przy galerii handlowej Galena w centrum Jaworzna przy pl. Górników zza nowych krzaków wyłania się kształt nietypowy.


 

Fachowo nazywają to dachem membranowym podobno.


 


Zwał jak zwał, kopuła kryje parking rowerowy. Korzysta dziś jak widać dwóch rowerzystów, ja będę trzeci. Środa 15.07.2020 (dzień roboczy), około 10 rano, ponad 25 stopni Celsjusza, bez opadów, słonecznie.


 


Według planów (patrz następne zdjęcie) tu miało parkować 319 rowerów. Faktycznie liczba miejsc na rowery jest chyba mniejsza. Parkują dwa rowery i teraz mój trzeci.


 


Taki projekt wyguglałem kiedyś robiąc research w sprawie Jaworzna (tak, ja robiłem research a nie polegałem na propagandzie tut. urzędu). Tu na projekcie jest 319 miejsc, ale układ stojaków w rzeczywistości jest inny.

 

Ślady wskazują, że jest tu driftowane. To nie jest funkcja parkingu rowerowego. Bikepark to nie to samo co parking rowerowy (i odwrotnie też).

Ale obiektywnie - puchy. Jaworzno ma dęty pijar, na który dają złapać się pozbawieni wiedzy i krytycyzmu aktywiści i część mediaworkerów, w rzeczywistości to jest paździerz. Zero wiedzy, zero umiejętności i gigantomania w przepalaniu kasy. Środa, dzień roboczy, 15 dzień lipca, piękna pogoda, stoją dwa rowery ewidentnie pracowników tego ośrodka, oddanego do użytku jakieś pół roku temu (w 2019 roku). Co nie pykło?

 

Obiekt jest pilnie monitorowany


 


Jest też ewidentnie przyjazny zwierzętom, a dokładnie - gołębiom.

 


Gołębie mają gdzie siedzieć i skąd prowadzić swoje akcje. Ale pustki straszne. Moim zdaniem nie bez powodu. Tu zabrakło elementarza. W zimie tu jest urządzane lodowisko i zdaje się to będzie jedyna funkcja do której to się nadaje (chociaż hala piwna też by miała sens, to pl. Górników w końcu).


 


Stojaki są u-kształtne. Czyli ktoś coś czytał w podręcznikach. Niestety, chciał się wyróżnić i zrobić "lepiej". Efekt - jak zwykle, kiedy dyletant zabiera się za poważną robotę a przeczyta tylko pierwszą stronę podręcznika i "już wszystko wie".

 



Kształtowniki z których zespawany jest stojak mają wymiary które nie pozwalają swobodnie manewrować podstawowym ("referencyjnym") zapięciem typu u-lock o wymiarach wewnętrznych 10 x 20 cm. W konsekwencji nie można spiąć stojaka, ramy i przedniego koła. Rower da się zapiąć ("na warszawskiego kuriera", tylko za ramę) ale będzie się przewracał. To oczywiście w Jaworznie science fiction, bo jak widać tu nie ma rowerów prawie w ogóle. W miastach rowerowych przewracające się w stojakach rowery to problem (ale kulturowy, bo użytkownicy zlewają albo nie potrafią, infrastruktura jak ktoś umie i chce to umożliwia - infrastruktura ma właśnie umożliwiać, tu uniemożliwia i to jest problem).

 


Optymalnie stojak powinien być z rury o średnicy max 6-7 cm. Rura jest rura - ta sama średnica w dowolnym kierunku. Niby proste i oczywiste, ale najwyraźniej nie dla każdego. Kombinowanie z innymi przekrojami daje efekt gorszy a zapewne dużo droższy. Sensu w tym nie ma.


 


To nie był dobry pomysł. Tutejsi obrońcy zaraz zlecą się opowiadać że to żaden problem. Jak nikt nie jeździ rowerem to owszem - problemu nie ma. Ale chyba założeniem - oprócz pijarowych bajek - było że ktoś jednak na rower wsiądzie? A rozwiązania powinny być projektowane pod docelowe, optymalne użytkowanie. A nie pod widzimisię projektanta, rozumiane jako brak wyobraźni przestrzennej. Po to są standardy, żeby je studiować i próbować wdrażać samemu, a nie żeby "wiedzieć lepiej" (pomijam pseudostandardy, popularne ostatnio np. na Śląsku który jest najbardziej zacofanym rowerowo regionem Polski, a obserwując podejmowane tu działania pozostanie takim jeszcze długo - może poza Dąbrową Górniczą czy Rybnikiem).


 


Ponura jest ta pustka, przypominam: dzień roboczy, godzina 10 rano, centrum przesiadkowe, piękna pogoda, półtora roku po oddaniu "Velostrady" i ponad pół roku po oddaniu tego centrum przesiadkowego.


 


Pusto. Słyszałem, że Jaworzno przy tych swoich programach inwestycyjnych zdało się na "ekspertów z Katowic". Efekty też mają jak w Katowicach. Jeśli wiedzę czerpie się z regionów, które sukcesu nie odniosły, a wręcz są trzydzieści lat za najbardziej zaawansowanymi polskimi miastami to ryzyko porażki jest bardzo wysokie.


 


Pawilon w głębi to toalety i informacja (?), nie wiem czy prysznice też są (znając tut. bombastykę nie wykluczam). Tu ma być też zaplecze elektrycznego roweru publicznego. Oczywiście Jaworzno oprócz pustej Velostrady i pustego parkingu na 300 rowerów planuje jeszcze 200 elektrycznych rowerów publicznych ("i wtedy to już na pewno będzie działać")



Na razie jest jak jest i długo tak pozostanie. A powód jest banalny: roweryzacja wymaga wiedzy, umiejętności i doświadczenia. I podpatrywania zarówno najlepszych, jak i tych, którzy popełniali błędy. Tu wiedza była na poziomie forum SkyscraperCity i ruchów miejskich z Łodzi czy Wrocławia. Wiem, bo tut. eksperci mnie przekonywali, że "wszystko wiedzą". W rezultacie wszystko trzeba będzie zrobić jeszcze raz. O ile będzie wola i ochota.



Jeden z powodów dla których centrum parkingowe zionie pustką to hmm: dowiązanie do rzeczywistości. To zdaje się jedyny (!) formalny "wjazd" na ten parking. Ale ten detal blaknie jak przyjrzeć się tzw. całokształtowi. Zapraszam na wycieczkę dookoła.



Niby parking jest zlokalizowany na końcu "velostrady" (o niej trzy zdjęcia dalej) ale nie jest z nią niczym połączony, przeestetyzowane rozwiązanie jest dysfunkcyjne i kompletnie nieczytelne, z mnóstwem dyskwalifikujących błędów. Ot, taki "experimental urbanism" czyli dyletanctwo ubrane w ideololo i obsadzone drzewkami.



Można napisać na opakowaniu że to jest "przystanek rowerowy Jaworzno" ale jak nie prowadzi do niego żadna droga dla rowerów, a dostęp jest sprzeczny z wszystkimi zasadami projektowania i infrastruktury rowerowej i węzłów przesiadkowych to efekt musi być jak na poprzednich zdjęciach. To nie jest tak, że np. po wakacjach (i pandemii) do Jaworzna wrócą studenci i będzie ruch rowerowy. W Jaworznie nie ma zdaje się studentów.



Sto metrów dalej pod galerią handlową jest 16 stojaków na 32 rowery. Stoi sześć rowerów. Notabene zdjęcie ilustruje żelazną zasadę: możliwie blisko drzwi wejściowych. Dalsze stojaki nie bez powodu puste. Ten parking jest między "velostradą" a centrum przesiadkowym i parkingiem rowerowym. Jak ktoś się śpieszy na autobus, to rower zostawi tutaj, w głębi kadru.



Centrum przesiadkowe. Po lewej chyba (brak oznakowania!) droga dla rowerów (albo rowerów i pieszych), poza kadrem galeria handlowa z parkingem rowerowym na poprzednim zdjęciu, w oddali zaczyna się "velostrada".



Dostęp z "velostrady" jest taki. Miejscowi wyjaśniali, że to teren prywatny itp. - są w Polsce doświadczenia jak to robić na terenie prywatnym, mądrzej. Plus dodatni - zaraz za zawijasami mamy wolne stojaki. Prywatne.



Perony węzła przesiadkowego. Ul. Grunwaldzka, pl. Górników. Parking rowerowy jest - jadąc "velostradą" od os. Stałego - za tym węzłem. Planistyczny błąd. Elementarz węzłów: rowerem ma być łatwiej, szybciej, prościej.

Dostęp za plecami "peronów węzła przesiadkowego" jest. Jak pisałem - nieoznakowany.



Nieoznakowany dostęp kończy się całkowitą nieczytelnością. Warto by ze stoperem zmierzyć czas dojazdu i dojścia przy założeniu że dojechaliśmy tu rowerem i jedziemy zaparkować zgodnie z (ewidentnym) zamysłem projektowym. Tu raczej drogi dla rowerów nie ma. Jest za to przejazd dla rowerzystów.



Przejazd jest średnio szczęśliwy. Formalnie cacy (obowiązuje zasada prawej ręki - obecny stan prawny i brak podporządkowania znakami drogowymi).



Przejazd jest zlokalizowany bezmyślnie, bez jakiegokolwiek powiązania z istniejącymi celami i źródłami podróży. Konsekwencje oczywiste, jak w kadrze.



Pan pojechał nie wiadomo czym (brak oznakowania, droga dla rowerów - NIEOZNAKOWANA jest poprzecznie w prawo za kadrem).



Natomiast jak z przejazdu kierowani ciekawością albo wiedzą nie wynikającą np. z oznakowania skręcimy w lewo, to trafimy na taką oto dostępność do parkingu rowerowego.

 



Jak ktoś zawita tutaj rowerem cargo albo z dwukołową przyczepką to będzie trochę się mocował z tym pomysłowym "wejściem na parking".

 



Parking dla samochodów jest. Wejście (a powinien być wjazd!) na parking rowerowy jest za pierwszym po lewej samochodem. Żelazna zasada lokalizacji parkingów rowerowych: możliwie blisko celu podróży, z łatwym dostępem. Łatwym czyli krótszym niż samochodem, bez kolizji z samochodami, z parkowaniem roweru "po drodze" na peron, żeby skracać drogę w metrach i minutach. Tu wszystko jest na odwrót. Ale Jaworzno wszystko robi na odwrót, źle. Stąd między innymi zerowe wykorzystanie tego cudacznego rozwiązania.

 



Formalny (drogą dla rowerów) dostęp jest po północnej stronie ul. Grunwaldzkiej. Z conajmniej trzykrotnym przekroczeniem ulic, nieprawidłowo rozwiązanymi przejazdami dla rowerzystów.

 



Przejazd przez ulicę 2x2. Istniejący od lat, tylko kostka bauma wymieniona na asfalt. A wypadałoby jeszcze ustalić znakami pierwszeństwo na tym przejeździe, bo przepisy to wymuszające obowiązują od 2011 roku.

 



Za to po drugiej stronie ul. Grunwaldzkiej parking podziemny. Pełen samochodów. Parking podziemny w centrum (o ile Jaworzno ma centrum) to pomysł na promocję ruchu samochodowego.



Pomysł na "węzeł integracyjny" (na zdjęciu) z wielopoziomowym parkingiem samochodowym w centrum Jaworzna (zdjęcie z zielonego dachu tego przybytku) to trochę pomysł z cyklu "experimental urbanism" ("a jezioro damy tu" i jeszcze obsadzimy drzewkami żeby ruchy miejskie podskoczyły z radości). Sorry, to są żenujące pomysły. Tu wszystko jest zrobione źle.



Z ciekawości pojechałem jeszcze raz zobaczyć oddaną dwa lata temu do użytku "Velostradę" - nieudolną kopię zielonogórskiej "Zielonej Strzały". Pustki.



Nieudolność projektowa (wyżywałem się na tych rozwiązaniach parę lat temu) stanowi problem dla wrotkarzy - pani trzyma się ściany bo tu jest wściekle stromo.



Typowe użytkowanie "Velostrady". A można było zrobić chodnik dwa razy szerszy i po drugiej stronie. No ale do tego trzeba mieć wiedzę i umiejętności. Położenie chodnika po przeciwnej stronie by rozwiązało problemy ze skrajnią (mają takie!) i w tunelu i przy barierkach białoczerwonych. No ale mieli dużo kasy i zero wiedzy.



Taki obrazek dwa lata po oddaniu do użytku to trochę jednak hmm. Nie że rowerzystów nie ma w ogóle, ale można było zrobić skromniej, nieporównywalnie lepiej, uniknąć karygodnych i niemożliwych do naprawienia błędów. A tymczasem Jaworzno wali kolejne babole - patrz następne zdjęcia



Na skrzyżowaniu ul. Grunwaldzkiej i 11 Listopada powstaje kolejne rondo rzekomo "holenderskie". Upór w popełnianiu błędów przez tut. "ekspertów" zaczyna być irytujący.



Geometria może i poprawna, ale sensu nie ma. Holandia to program 5 wymogów CROW. Jeśli rower ma do pokonania dłuższą drogę niż samochód (tu przy jeździe na wprost i w lewo ma) i ma dłuższy czas zatrzymania to jest niedobrze. W dodatku mnoży się zbędne punkty kolizji. Bezmyślne małpowanie obrazków bez doczytania zasad opisanych w podręcznikach to proszenie się o problemy. Przy niemal zerowym w Jaworznie ruchu rowerowym zapewne problemu nie będzie - ale powstanie kolejna dekoracja teatralna, którą niedoświadczone ruchy miejskie mogą próbować kopiować.



Możemy się rajcować prawidłowym (podkreślam: PRAWIDŁOWYM) oddzieleniem drogi dla rowerów krawężnikiem najazdowym, "wybaczającym", o skosie 15 czy 30 stopni, ale ponawiam pytanie o sens. Bo sensu tu nie ma.



Sensu nie ma, bo opuszczając rondo rowerzysta włącza się do ruchu. Musi ustąpić pierwszeństwa samochodom opuszczającym rondo. Takie rozwiązanie byłoby do dyskusji, gdyby tu droga dla rowerów przechodziła w pas ruchu dla rowerów, chroniony na wylocie konstrukcyjnie. Ale nie jest. Tego się tak nie robi. Rowerzysta ma gorzej: dłuższą drogę do pokonania, więcej punktów kolizji niż jezdnią i na koniec jak głupi musi stanąć i obrócić głowę o 170 stopni do tyłu. Jak ma kaptur w deszczu na głowie to też. O rondach holenderskich miałem okazję dyskutować z tut. "ekspertami" (anonimowymi i nie). Szkoda czasu. Od lat powtarzam, że największym problemem w Polsce jest brak wiedzy, doświadczenia i umiejętności. Wywaliła się na tym Łódź, Szczecin, Wrocław (nie o rondach piszę, ale o sensie, postulatach i zamyśle strategicznym) - teraz koncertowo wywala się Jaworzno.



Na małym rondzie z jednym pasem ruchu optymalne jest prowadzenie ruchu rowerowego jezdnią, środkiem pasa ruchu (dla podkreślenia art. 16 ust. 7 ustawy Prawo o Ruchu Drogowym w osi jezdni obwiedni i wlotów można umieścić znaki P-27 "kierunek i tor ruchu roweru"). Odstępstwa mogą być uzasadnione np. przebiegiem drogi dla rowerów. Tu na wlotach nie ma nic, co uzasadniałoby separację ruchu rowerowego na rondzie, wręcz pogarsza to sytuację. Katastrofa na pseudoholenderskim rondzie na skrzyżowaniu braci Guttmanów i Krakowskiej nic państwa tu nie nauczyła.



Geometrii ronda nie sprawdzałem, ale jest mocno "kopnięte" (tylko oś ul. Grunwaldzkiej idzie prosto, 11 Listopada jest zwichrowana o 45 stopni!) i z przestrzeganiem art. 27 ust. 1a ustawy Prawo o Ruchu Drogowym w tym miejscu może być duży problem. Tu rowerzysta formalnie jedzie na wprost (dookoła ronda) i ma pierwszeństwo przed skręcającym w drogę poprzeczną (opuszczającym rondo). Przy nieprawidłowej geometrii są z tym straszne problemy.



A kilkanaście metrów dalej to rowerzysta włącza się do ruchu i kierujący samochodem ma pierwszeństwo. Jeśli w Jaworznie kiedyś pojawi się większy ruch rowerowy, to będzie z tym straszny problem.



Wytarte ślady na rondzie wskazują, że z tym "skręcaniem w drogę poprzeczną" to tutaj znowu nie wyszło. Jaworzno wbrew budowanej legendzie nigdy nie miało większych problemów z bezpieczeństwem ruchu, "wizja zero" to ściema - w Warszawie czy Dąbrowie Górniczej liczba ciężkich wypadków w latach 2007-2019 spadła nieporównywalnie bardziej, natomiast popełniane przez Jaworzno szkolne błędy w kształtowaniu rozwiązań infrastrukturalnych mogą być poważną przeszkodą dla rozwoju ruchu rowerowego.



Żeby jakąś pozytywną pointę w tej opowieści dać, to 1) pominąłem rowerową żenadę na dworcu Jaworzno-Szczakowa, ale to PKP/PLK, 2) Ul. Insurekcji Kościuszkowskiej w Jaworznie stała się asfaltową drogą dla rowerów i wylotem w kierunku Krakowa. I całą trasę Jaworzno - Kraków machnąłem rowerem co jeszcze dwa - trzy lata temu było dużo trudniejsze, bo rower trzeba było przez błoto pchać.



trasa z Jaworzna do Krakowa jest +/- w takim standardzie, choć po stronie Śląska trzeba jechać w normalnym ruchu drogowym. Tu Tenczyński Park Krajobrazowy. Szuterek ale na razie znośny (widać miejscami erozję ale był ewidetnie odnawiany/ratowany)



Kiedy na trasie między miastami mijasz kilkanaście razy więcej rowerzystów niż przez dwie godziny w centrum stutysięcznego miasta to jest to jednak sygnał, że roweryzacja w Polsce jest mocno nierówna. I hasła że "rowerem to rekreacyjnie" mają swoje uzasadnienie - w niektórych częściach Polski tak po prostu jest.



I na koniec uwaga okrutna, wiele osób może poczuć się urażonych ale głaskać się nie będziemy, bo nie o samopoczucie czyjeś chodzi: trudna sztuka projektowania infrastruktury rowerowej najlepiej wychodzi kiedy patrzymy się na miasta rowerowe. Albo przynajmniej zmierzające ku roweryzacji. I szukamy zasad, podstaw projektowania, a nie obrazków. Na dzielni w Krakowie widziałem na 300 metrach więcej zaparkowanych rowerów na ulicy niż w całym Jaworznie. I te rowery nie wzięły się stąd, że stojaki stoją. Te stojaki się wzięły stąd, że były potrzebne i była wiedza gdzie i jak je lokalizować.



Powszechne premiowanie ruchu rowerowego, nieoczywiste dla laika za to oparte o zasady opisane w podręcznikach powodują, że ruch rowerowy rośnie bo rowerem jest 1) bliżej, 2) łatwiej, 3) szybciej i w rezultacie oczywiściej. Jaworzno nie zrobiło rowerem ani bliżej, ani łatwiej, ani szybciej. To "szybciej" i "bliżej" się liczy w metrach i minutach, można weryfikować już na projekcie ("z mapy"). I przykładając tę prostą miarę widać, które miasta gdzie będą w 2025 czy 2030 roku. Howgh.

KONIEC

[poll id="47"]
Poprosiliśmy o komentarz jaworznickie środowisko rowerowe:

Komentarz od "Zrównoważona Mobilność w Jaworznie".


"Rzeczywiście coś nie pykło. Ale nie dlatego, że zabrakło "wiedzy, umiejętności, doświadczenia" w kwestii szczegółów technicznych stojaków czy ergonomiczności wejścia/wjazdu do parkingu rowerowego. I nie z powodu "gigantomanii" (choć pojawiają się też zarzuty, że chodnik przy velostradzie powinien być 2 razy szerszy - w rzeczywistości bardzo rzadko zdarza się, że piesi się na nim nie mieszczą). Po prostu stało się to, co się stać musiało - dopóki nie będzie spójnej sieci rowerowej łączącej cele podróży i nie będą doprowadzone do centrum trasy rowerowe (z kierunku innego niż Os. Stałe, bo akurat w tamtą stronę jedzie zdecydowana większość autobusów międzymiastowych), to ten parking będzie służył głównie jako lodowisko w zimie. A stało się tak również dlatego, że były unijne dofinansowania na centra przesiadkowe i rowery publiczne, a trasy rowerowe tylko jako dodatek do tego. Niestety, działająca ówcześnie ogólnopolska sieć organizacji rowerowych nie dopilnowała, by w RPO 2014-20 znalazły się odpowiednie zapisy. Czyżby zabrakło jej wiedzy, umiejętności i doświadczenia? Ale przynajmniej razem ze Śląska Koalicja Rowerowa dołożymy starań, by w nadchodzącej perspektywie unijnej nie powtórzono tego błędu przynajmniej w woj. śląskim. Konsultacje RPO już wkrótce i weźmiemy w nich udział.

P.S. Autor fotorelacji ma dużo racji odnośnie np. błędów popełnionych przy projektowaniu infrastruktury w rejonie parkingu rowerowego - pisaliśmy o tym wcześniej i dopilnujemy, by się to nie powtórzyło. Natomiast w kwestii rond... no cóż, wyszłoby na to, że Holendrom też brakuje "wiedzy, umiejętności, doświadczenia" i produkują same rowerowe katastrofy. W każdym razie "trudna sztuka projektowania infrastruktury rowerowej najlepiej wychodzi kiedy patrzymy się na miasta rowerowe". I tego się trzymajmy!"

[vc_facebook]

Sprawa jest bardzo przykra, jeśli nowe inwestycje rowerowe faktycznie są kolejnymi bublami w mieście, to powstanie pytanie, czy ktoś za to poniesie konsekwencję?

 
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama