Rozegrany w minioną sobotę w Ciężkowicach mecz 7. kolejki chrzanowskiej klasy B mógł zakończyć się zarówno wysoką wygraną Ciężkowianki, jak i niespodziewanym triumfem Jutrzenki.
A wszystko dzięki wyjątkowej nieskuteczności w tym dniu ciężkowickich zawodników. Goście- którzy w poprzedniej kolejce prowadzili z wiceliderem Polonią Luszowice już 3-0, by ostatecznie ulec rywalom 4-5- nastawili się na defensywę. Jednak z rzadka wyprowadzane kontry były niesłychanie groźne, a w dodatku okazały się skuteczne.
Z kolei ciężkowiczanie mimo dominacji na boisku razili pod bramką Michalskiego brakiem precyzji. W 29. minucie zdobyli co prawda prowadzenie, gdy Dawid Pstraś wyszedł zwycięsko z sytuacji sam na sam z golkiperem gości, ale mimo kolejnych okazji nie potrafili podwyższyć wyniku. W dodatku w 30. minucie Mroczek, a w 58. minucie Mateusz Radomski- ostoje ciężkowickiej defensywy- byli zmuszeni opuścić plac gry wskutek kontuzji.
Tymczasem dwie minuty po przerwie po rzucie rożnym i celnym trafieniu Łukasza Ornackiego goście niespodziewanie wyrównali. Mimo kolejnych sytuacji bramka dla ciężkowickiego lidera nie padła, a groźna kontra przyjezdnych zakończyła się niepotrzebnym faulem jednego z defensorów Ciężkowianki. Goście udowodnili, iż stałe fragmenty gry mają opanowane doskonale. Mirosław Kuska przymierzył z rzutu wolnego egzekwowanego z około 18 metrów i Figas niepokonany w trzech kolejnych spotkaniach musiał uznać wyższość pomocnika Jutrzenki.
Końcówka spotkania to prawdziwy horror i momentami zbyt chaotyczne ataki miejscowych, które skutecznie likwidowała defensywa Jutrzenki dyrygowana przez Michalskiego. Na szczęście w drugiej minucie doliczonego czasu gry o swoim instynkcie strzeleckim przypomniał sobie przewodzący w klasyfikacji strzelców Marcin Koziarz, który opanował kolejne dośrodkowanie w pole karne, mimo faulu zdołał minąć golkipera gości i z niemal zerowego kąta wpakował futbolówkę do siatki.
Niestety, na wygraną zabrakło już czasu. Niemniej jednak szczęśliwy remis z którego bardziej byli zadowoleni przyjezdni powinien w świetle tego co działo się w końcówce spotkania usatysfakcjonować trenera Andrzeja Majkę. Tym bardziej, iż młodzi ciężkowiccy piłkarze tak na dobrą sprawę mieli nie wystartować wskutek perturbacji o których pisano przed sezonem w ogóle w rozgrywkach seniorskich.
A grają i czynią to z niezłym skutkiem. Już za tydzień w sobotę 12 października nadarza się okazja do rehabilitacji, gdyż do Ciężkowic zawita rezerwa Wolanki Wola Filipowska. Początek spotkania o godzinie 15.00. A jeśli zawodnicy z Ciężkowic wezmą przykład ze swojego szkoleniowca Andrzeja Majki, który przed laty był snajperem wyborowym, o wynik możemy być spokojni.