Z dramatopisarzem Mrożkiem jest jak z motyką na słońce, przynajmniej dla niektórych reżyserów, niejeden się na nim wyłożył. Sztuki Sławomira Mrożka uchodzą za dowcipne i inteligentnie skonstruowane, ale trudne w realizacji. Nie bacząc na te opinie Danuta Noszczyńska i teatr Amarant zaproponowali rzadko grywaną sztukę Mrozka „Wielebni”.
Akcja sztuki dzieje się w protestanckiej parafii na prowincji w Nowej Anglii. Tamtejsza rada parafialna oczekuje na nowego proboszcza, pojawiają się dwaj - pan Bloom, przechrzczony Żyd i urodziwa pani Burton. Wyboru ma dokonać ludowy komitet wolnej, niezawisłej i samorządnej parafii. W sztuce, jak to u Mrożka, pojawia się cała menażeria oryginałów i dziwaków: przewodnicząca rady parafialnej - niezaprzeczalna mistrzyni świata w grzechu ciężkim, Cziko - satanista, podkładający małe bomby, małżeństwo dawnych hipisów, dwie inne pary równych ekscentryków oraz ciotka Róża. Autor kpi z całej współczesnej kultury, z jej uprzedzeń i zabobonów.
Sztukę Mrożek, nie może być inaczej, nasycił zabawnymi strofkami, jak choćby opinią p. Burton o mężczyznach: nasze wady i wasze wady są rożne, a nasze zalety... mają więcej zalet, niż wasze.
Jako że tekst dowcipny aktorzy grali z prawdziwym radosnym zaangażowaniem, popisując się zupełnie udanymi kreacjami. Był jeden debiut sceniczny, w roli satanisty Cziko po raz pierwszy na scenie pojawił się pan Daniel.
Akcja sztuki zmierzała do zaskakująco makabrycznego zakończenia. Cziko wysadza kościół,
a członkowie rady parafialnej okazują się być prawdziwymi zwolennikami tortur natury... seksualnej. No i masz babo placek, cały Mrożek.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze