Reklama

Wszyscy patrzą na scenę. Paweł Jędrusik pokazuje to, co dzieje się obok: Polska lokalna jest bardzo fotogeniczna

- Uważam, że w fotografii warto szukać czegoś nowego, pokazać coś, czego inni nie widzą albo nie doceniają – mówi Paweł Jędrusik, który od ponad 20 lat fotografuje m.in. Jaworzno, ale najciekawszych kadrów nie szuka na scenie. Interesuje go to, co dzieje się obok, czyli tuż przed wydarzeniem, chwilę po nim, w codziennych gestach i momentach, które inni często pomijają. O fotografii, Jaworznie, cierpliwości i sztuce patrzenia rozmawiamy przy okazji jego wystawy prezentowanej w Muzeum Miasta Jaworzna.

Integralną częścią artykułu jest nagrana rozmowa.

Spotykamy się przy okazji twojej wystawy, która jest prezentowana w jaworznickim muzeum. Można ją oglądać do 17 maja. Są na niej fotografie wykonane w Jaworznie w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Jak rozpoznajesz ten moment, że trzeba odwrócić się od głównej sceny wydarzeń i spojrzeć do tyłu? Czy tam dzieje się naprawdę coś bardziej interesującego?

Jeżeli odbywa się jakieś wydarzenie, niezależnie od tego, czy jest ono małe czy duże, pojawiam się tam dużo wcześniej. Wtedy robię zdjęcia. Natomiast gdy ten główny nurt wydarzenia się rozpoczyna, to po prostu odkładam aparat. Dla mnie najciekawsze są sceny, które odbywają się tuż przed albo tuż po i to z kilku powodów. Po pierwsze, jeżeli mamy do czynienia na przykład ze świętami kościelnymi, które wręcz uwielbiam fotografować, bo są niezwykle fotogeniczne, to nie ma jeszcze tej atmosfery spięcia, powagi, skupienia. Ludzie są rozluźnieni. Wiedzą, że główna część uroczystości zacznie się dopiero za chwilę, więc jeszcze można porozmawiać, stanąć gdzieś z boku. Dlatego dla mnie to są najciekawsze momenty. Gdy wszystko się kończy, ludzie są zmęczeni i myślą już o powrocie do domu, nie zwracają uwagi na kogoś, kto fotografuje.

Reklama

Od zawsze patrzyłeś właśnie na to, co dzieje się przed i po, czy to przyszło z czasem, w trakcie fotografowania?

Być może trochę zniechęciło mnie to, że podczas dużych wydarzeń bardzo często jest wielu fotografów. Często stoją wręcz w jednej linii obok siebie. W pewnym momencie dotarło do mnie, że w zasadzie wszyscy mają bardzo podobne zdjęcia. Może nie powiem, że identyczne, ale niewiele się różniące. Uważam, że w fotografii warto szukać czegoś nowego. Pokazać coś, czego inni nie widzą albo nie doceniają.

Reklama

Czy było jakieś konkretne doświadczenie, po którym to zauważyłeś?

Zanim zacząłem fotografować takie zakulisowe momenty, zajmowałem się w dużej mierze fotografią sportową. Każdy, kto był na meczu piłkarskim, widział siedzących za bramką fotoreporterów z teleobiektywami. Oglądałem fotografie i zastanawiałem się, czy to moje zdjęcie, czy nie moje, bo pamiętałem, że zrobiłem niemal takie samo. To był przyczynek do tego, żeby zacząć szukać czegoś bardziej oryginalnego. Fascynacja lokalną fotografią, mniejszymi wydarzeniami, przyszła z czasem. Z racji pracy wielokrotnie bywałem na dużych wydarzeniach i miałem już ich przesyt. Do dziś uważam, że to, co najciekawsze, znajduje się właśnie w mniejszych miejscowościach. Im mniejsza miejscowość, tym lepsze zdjęcie; takie mam podejście. Polska lokalna potrafi być kapitalna, piękna i bardzo fotogeniczna. To miejsce, w którym się odnajduję.

Reklama

Fot. Paweł Jędrusik

Wróćmy teraz do wystawy, która jest prezentowana w Jaworznie. Jak wybiera się 30 ujęć z kilkunastu lat na taką wystawę?

I tu może cię zaskoczę, bo nie jest tak, że mam nie wiadomo ile zdjęć na dysku. Wbrew pozorom wyciągam aparat stosunkowo rzadko. Wtedy, kiedy naprawdę coś mocno mnie zainteresuje.

Ale masz go zawsze przy sobie, czy zdarza ci się, że pojawia się moment: „O rety, to jest to ujęcie, ale..

Mam aparat zawsze przy sobie. Często ze strony rodziny pada pytanie: „Z tym aparatem też będziesz dzisiaj spał?”. Co jest zabawnym pytaniem, bo odpowiedź brzmi: tak. Noszę go zawsze przy sobie, bo wielokrotnie zdarzało się, że dobre zdjęcie powstawało w drodze do pracy albo do sklepu po codzienne zakupy. Dlatego też wybrałem mały, kompaktowy aparat, żeby zawsze był pod ręką, nie przeszkadzał i nie ważył wielu kilogramów. Aparat towarzyszy mi zawsze i wszędzie.

Reklama

To jak wyglądał dobór tych zdjęć na wystawę?

Było kilka pomysłów na to, co pokazać. Raczej nie jestem osobą, która przygotowuje cykle fotograficzne. Nie czuję się w tym najmocniejszy. Pomyślałem więc, że warto pokazać Jaworzno, bo uważam, że to miasto potrafi być kapitalne do fotografowania. Większość zdjęć, które uważam za ciekawe i udane, powstało właśnie tutaj. To wbrew pozorom bardzo fotogeniczne miasto. Nie mam na myśli tylko krajobrazów czy pejzaży, choć takie miejsca też tu są. Chodzi mi o ciekawe sceny w dzielnicach, podczas uroczystości. Bardzo lubię to fotografować. Być może ktoś rozpozna się na tych zdjęciach.

Reklama

Które zdjęcie z tej wystawy jest dla ciebie najważniejsze? Takie, które ktoś oglądający może nawet pominąć?

Jest tam kilka takich zdjęć. Bardzo lubię fotografię z dziewczętami, które przygotowują się do występu podczas gali boksu. To zawodniczki z Akademii Tańca Elit.

Fot. Paweł Jędrusik

To zdjęcie było też nagrodzone.

Tak. O ile dobrze pamiętam, w 2015 roku otrzymało nagrodę National Awards w Sony World Photography Awards. To był moment, który pokazał mi, że najciekawsze zdjęcia można zrobić wszędzie. Nie trzeba wielkich wydarzeń. Właśnie w takich miejscach jak gala bokserska w Jaworznie czy dożynki w dzielnicy mogą powstać najlepsze fotografie. To zdjęcie dało mi też motywacyjnego kopa. Po prostu bardzo je lubię. Wbrew pozorom, mimo że jedna z dziewcząt patrzy w obiektyw, to nie jest zdjęcie pozowane.

Reklama

W jednej z rozmów wspominałeś, że wchodzisz z aparatem między ludzi i chcesz, żeby oswoili się z twoją obecnością, a potem przestali zwracać uwagę. To recepta na dobre zdjęcie?

Bardzo lubię zdjęcia niepozowane. Bardzo rzadko robię zdjęcia pozowane, a jeśli już, to wyraźnie zaznaczam, że to portret albo scena aranżowana. Cały sukces polega na tym, żeby umieć wtopić się w otoczenie i sprawić, by osoba obok przestała zwracać uwagę na aparat. Ludzie, gdy wiedzą, że są fotografowani, często się spinają, kontrolują każdy ruch, a kiedy przyzwyczają się do obecności fotografa, stają się naturalni. I właśnie wtedy, w tym momencie zapomnienia, powstają najlepsze zdjęcia.

Reklama

Fotografujesz Jaworzno od lat. Czy znajomość miejsca, ludzi, zwyczajów pomaga czy przeszkadza?

I pomaga, i przeszkadza. Pomaga, bo jeśli znam zwyczaje, wiem, gdzie się odbywają, kto w nich uczestniczy. Czasem znam ludzi osobiście, to łatwiej jest mi fotografować. Trudność polega na czymś innym. Bardzo ciężko fotografuje się miejsce, w którym się żyje. Wiele rzeczy, które widzimy na co dzień, staje się dla nas naturalne, oczywiste i przestaje nas ciekawić. To trochę tak samo, gdy jedziemy w egzotyczny rejon i wszystko nas zachwyca, a mieszkaniec tego miejsca wzruszy ramionami, bo dla niego to codzienność. Najtrudniejsze jest dostrzec niezwykłość w zwykłych momentach codziennego życia.

Reklama

Jak według ciebie powinno wyglądać dobre zdjęcie? Nie mam na myśli technicznej poprawności, ale pytam o zdjęcie, które zapada w pamięć.

Zajmuję się głównie fotografią dokumentalną, reportażową i uliczną. Dla mnie najważniejszy jest tak zwany haczyk na zdjęciu. Coś, co sprawia, że patrząc na fotografię, zadajemy sobie pytanie: o co tu chodzi? Co się dzieje? Dlaczego ta osoba robi właśnie to? Lubię zdjęcia z nutką tajemnicy, kiedy fotograf nie opowiada całej historii. Bardzo lubię też fotografie wieloplanowe, gdzie w wielu miejscach kadru coś się dzieje. To trudne zdjęcia, bo wymagają cierpliwości, przewidywania i trochę szczęścia. Znaczenie ma też temat. Oryginalna tematyka ma większą szansę poruszyć odbiorcę niż coś, co widział już setki razy.

Reklama

Mówiłeś, że jesteś dzieckiem cyfry. Później fotografowałeś analogami, średnim formatem. Czy sprzęt czegoś cię uczył?

Na pewno sposób fotografowania zmienia się w zależności od sprzętu, ale wiele osób zapomina, że aparat to tylko narzędzie. Nie od dziś mówi się, że najlepszy aparat to ten, który masz przy sobie i to jest prawda. Każdy powinien znaleźć narzędzie, które mu odpowiada, jest wygodne i nie przeszkadza w fotografowaniu. Ja używam kompaktowego aparatu ze stałoogniskowym obiektywem 28 mm i to mi wystarcza. Miałem oczywiście przygodę z analogami, fotografią otworkową, średnim formatem. Każdy z tych światów ma swoje zalety i minusy. Nie ukrywam, że dziś chętnie wróciłbym do fotografii analogowej, ale to obecnie dość droga zabawa.

Reklama

Fot. Paweł Jędrusik

Powiedz mi, czy trudno znaleźć temat, czy raczej trudno pokazać go inaczej?

To trudne pytanie. Nosząc aparat codziennie, tematy często same znajdują się na ulicy. Idę gdzieś, widzę coś ciekawego, wyciągam aparat i robię zdjęcie. Są też tematy, które szczególnie lubię fotografować, czyli święta, obrzędy, wszystko to jest niezwykle fotogeniczne. Bardzo dużo zdjęć robiłem gimnastyczkom, bo to również wdzięczny temat, czy też fotografia życia codziennego. Nie ukrywam też, że bardzo dużo zdjęć robię swojej rodzinie, córce Ewie. Od jej urodzenia aparat jest w ruchu. Podczas spotkań rodzinnych wszyscy już wiedzą, że aparat będzie obecny.

Jakiego kadru brakuje ci jeszcze w tej opowieści o Jaworznie?

Nie zastanawiałem się nad tym. Nadal uważam, że najlepsze zdjęcie, które chciałbym zrobić, jest jeszcze przede mną. Może naiwnie w to wierzę, ale chciałbym, żeby tak było. Często widzę scenę i czuję, że czegoś jej brakuje. Wtedy czekam i czasami to się udaje. Cierpliwość w fotografii jest bardzo ważna. Jaworzno nadal mnie zaskakuje. Zresztą nie tylko Jaworzno, bo w każdym mieście dzieją się sytuacje, które potrafią zaskoczyć fotograficznie: ciekawe, zabawne, czasem dające do myślenia. I to jest w fotografii najciekawsze.

Co cię jeszcze cieszy w fotografowaniu?

Myślę, że fotografia nadal cieszy mnie na podobnym poziomie jak przez ostatnie lata. Choć niektóre cykliczne wydarzenia nie dają już tej samej radości co kiedyś, bo są powtarzalne. Trzeba mieć wtedy dużą czujność, żeby wychwycić scenę inną niż w poprzednich latach. Coraz rzadziej wyciągam aparat, ale staram się robić to coraz bardziej świadomie. Wtedy, gdy zdjęcie naprawdę ma sens.

W jednej z rozmów wspomniałeś, że Chris Niedenthal to dla ciebie jeden z najlepszych dokumentalistów. Czy są jeszcze inni twórcy, których cenisz?

Jest ich wielu. Niedenthala uwielbiam za to, że przez lata dokumentował codzienność. Sceny, które wtedy wydawały się zwyczajne, dziś mają ogromną wartość historyczną. Ostatnio przechodzę ogromne zafascynowanie Martinem Parrem, w którego fotografiach widać kapitalne poczucie humoru, bardzo angielskie. Jego album „The Last Resort” to dla mnie mistrzostwo. Jeśli chodzi o fotografię uliczną, bardzo cenię Joela Meyerowitza. Z polskich twórców wymieniłbym Wojciecha Grzędzińskiego, Macieja Nabrdalika, Arka Golę. Jest wielu znakomitych fotografów i trudno wskazać jedną osobę. Zresztą to się zmienia wraz z czasem i własnym gustem.

Czyli cały czas jeszcze szukasz siebie w fotografii, czy już się odnalazłeś?

Nie chcę powiedzieć, że kiedyś nie zajmę się innym typem fotografii, bo tego nie wykluczam, ale od mniej więcej dziesięciu lat to raczej ten sam nurt. Zaczynałem od fotografii sportowej, były próby krajobrazu, fotografii otworkowej. Teraz robię to, co sprawia mi przyjemność. To pasja, hobby. Nie chcę się do tego zmuszać. Ma dawać satysfakcję, a jeśli komuś podobają się moje zdjęcia, tym lepiej.

Miałam cię pytać, czy jest jakieś zdjęcie, którego nie zrobiłeś, bo nie miałeś aparatu, ale skoro zawsze go nosisz, to nie wiem, czy taki moment był.

Jeśli był, to na szczęście go nie pamiętam. Byłoby mi z tym źle. Oczywiście zdarzają się sytuacje, że jadę samochodem i widzę świetną scenę, ale nie mogę się zatrzymać albo się spieszę. Takie rzeczy się zdarzają. Ale gdyby to było naprawdę coś wyjątkowego, chyba zrobiłbym wszystko, żeby to zdjęcie powstało.

Co poradziłbyś osobom, które wchodzą w fotografię i szukają własnej drogi? Czym nie powinny się zrażać?

Pierwsza zasada to mieć z tego przyjemność. Robić to dla siebie, nie dla innych. Nie dla lajków na Facebooku czy Instagramie, nie dla pochlebnych komentarzy, tylko dla własnej satysfakcji. Dziś łatwo zachłysnąć się internetową popularnością, a to nie powinno być celem. Ważne jest też, żeby na początku robić jak najwięcej zdjęć. Dzięki temu odkrywamy, co nas naprawdę pociąga, co daje radość. Na końcu najważniejsze jest to, żeby samemu dobrze czuć się ze swoim zdjęciem. Jeżeli od początku będziemy oczekiwać, że każda fotografia ma być genialna i wszystkim się podobać, szybko się wypalimy.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/05/2026 20:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości