Reklama

Wydana w ręce oprawcy

AWAP
19/03/2014 13:20
- Co oni k... robią, panie redaktorze? - tak zaczął po wejściu do redakcji pan Łukasz. - Moją szwagierkę, która leży jak warzywo wypisali ze szpitala i skierowali do specjalnego domu przy ul. Szklarskiej. A tam szefowa powiedziała, że nie poradzi sobie z nią, bo zajmują się tylko ludźmi chodzącymi. Ratuj pan, panie redaktorze, bo odwiozą ją do mieszkania, w którym mieszka z synem - oprawcą. Tylko moment i ją zabije. Synek już nieraz pociął ją po twarzy od ucha do ucha, poobijał jej głowę tak, że ta nieraz ma zwidy. Ten pobyt w szpitalu też nie był przypadkowy, choć szwagierka z uporem nie przyznaje się, że sprawcą jest syn.

Przejęliśmy sprawę pani Basi - szwagierki pana Łukasza, kiedy po odmowie przyjęcia do "bezpiecznych pomieszczeń" przy ul. Szklarskiej, ponownie znalazła się w szpitalnej izbie przyjęć. Stało się to dzięki interwencji szwagra u sanitariuszy, których znał osobiście i którym wszystko wytłumaczył. Ci się ugięli i zamiast do domu - jak mówi instrukcja - wrócili ze szwagierką do szpitala.

Mieliśmy zatem trochę czasu, aby nie dopuścić, żeby szwagierka wpadła w ręce swego oprawcy. W tym samym czasie siostry pani Basi "kolędowały" po Ośrodku Interwencji Kryzysowej (OIK), a potem poszły na policję. Walka toczyła się na dwa fronty: albo wróci chwilowo do szpitala albo załatwią na policji prewencyjnie aresztowanie oprawcy pani Basi.

Dodzwoniliśmy się do dyrektorki OIK, która stwierdziła, że sprawę zna i zrobiła już wszystko. Jak stwierdziła, piłka jest teraz po stronie MOPS-u, którego pracownicy powinni procedować w kierunku aresztowania oprawcy i odwiezienia pani Basi do domu.

Plan dobry, tylko nijak nie można było aresztować oprawcy, bo nie było odpowiednich papierów. Zadzwoniliśmy do dyrektora szpitala, który mimo nacisków rodziny nie chciał skorygować swojej decyzji i ponownie przyjąć pacjentkę do szpitala. - Panie redaktorze, to już staje się plagą, że ludzie nie chcą przyjmować do domu członków swojej rodziny, kiedy tym żadne leczenie nie jest już potrzebne, a są niestety w stanie leżącym - tłumaczył dyrektor. W tym konkretnym przypadku nie mamy już nic do zrobienia – zakończył.

Sytuacja stawała się dramatyczna. Wszystkie jaworznickie instytucje wzięły udział w akcji pomocy dla pani Basi, pomagała rodzina oraz nasza redakcja, aby w końcu - w świetle obowiązującego prawa - wydać panią Basię w ręce oprawcy.

Zadzwoniliśmy do przewodniczącego rady społecznej szpitala, którym jest nomen omen odpowiedzialny na pomoc społeczną w mieście - szef jaworznickiego PiS-u wiceprezydent Starzycki. Okazało się, że ma naradę. Za jakiś czas zadzwoniliśmy ponownie. Poinformowała nas sekretarka, żeby w sprawie wydania pani Basi w ręce oprawcy skierować pytania do wydziału promocji UM. Przyznajemy, że dziennikarz nie przebierał w słowach oburzenia, choć niepotrzebnie, bo kierował je do sekretarki, która była najmniej winna - za co redakcja sekretarkę przeprasza.

Kolejny telefon do wicedyrektorki jaworznickiego MOPS-u, która nie za bardzo była zorientowana w sprawie, choć pracownicy socjalni już w tej sprawie działali.

Pod naszą presją udało się sprawę częściowo załatwić. Ostatecznie bowiem dyrektor szpitala po ludzku się ulitował i na jakiś czas - ze względów socjalnych - jak to nazwał, panią Basię przyjął.

Trochę nam ulżyło, bo szykowało się, że wszystkie jaworznickie instytucje - w blasku obowiązującego prawa - skażą panią Basię albo na kolejne pobicie przez syna, a może nawet i na śmierć z jego ręki. I nie jest to przesada, ponieważ zarówno pani Basia, jak i jej syn przez notoryczne nadużywanie alkoholu mają trochę wypatrzony ogląd świata.

Dziś wiemy, że pani Basia jest na razie w szpitalu, policji udało się również aresztować oprawcę, a MOPS obiecał skierować pomoc dla pani Basi po jej powrocie do domu.

Od redakcji:
Najbardziej zaskakuje nas postawa szefa jaworznickiego PiS-u wiceprezydenta Starzyckiego, który jest odpowiedzialny na pomoc społeczną w mieście. Ten, mówiąc wulgarnie, sprawę olał, choć to on jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy, który wymaga systemowego uregulowania w mieście. Bo nie może być tak, żeby system opieki zdrowotnej i socjalnej dla ludzi najsłabszych działał sensownie tylko pod naciskiem prasy.

Widać z tego przykładu, że szef jaworznickiego PiS-u niewiele sobie robi z przestrzegania zasad i wartości programu PiS przyjętych na rok 2014, w którym wśród 21 zasad znajdują się takie jak: Prawo do życia, Solidarność, Równość, Sprawiedliwość, Wspólnota.

Czekamy zatem na lepsze czasy.
Józef Matysik

[vc_facebook type="standard"]

Aplikacja jaw.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    stetryczalytetryk - niezalogowany 2014-03-21 23:14:38

    Niestety pewne sytuacje trącą patologią. Na innym portalu wyczytałem, że to 32 letni syn pobił swoją 60-letnią matkę. Cała sprawa działa się w mieszkaniu przy ulicy Sulińskiego. Czyli z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że to blok socjalny. Jak widać więzy rodzinne nie zawsze wygrywają ze wsparciem sponsorowanym przez społeczeństwo.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Grisham - niezalogowany 2014-03-21 22:10:55

    Błyskotliwość jest ci obca, cóż Barton miał rację, szkoda słów, pożyteczniej w nosie pogrzebać,

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    maksimus-75@portal - niezalogowany 2014-03-21 21:29:28

    Zacytowałem ciebie !

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama