Reklama

Brakuje pelletu w całej Polsce. Składy puste, ceny szybują, a właściciele pieców zostają bez opału

Pelletu brakuje w całym kraju. W środku sezonu grzewczego dostępność paliwa drzewnego gwałtownie spadła, a tam, gdzie jeszcze można je kupić, ceny osiągają rekordowe poziomy. Z wielu regionów Polski płyną podobne sygnały: telefony do składów opału urywają się od rana, przed magazynami ustawiają się kolejki.

Pelletu po prostu brakuje. W wielu marketach budowlanych nie ma go wcale, a tam, gdzie pojawiają się pojedyncze partie, sprzedaż bywa ograniczana do kilku worków na osobę.

Przed składami opału ustawiają się kolejki, a telefony dzwonią bez przerwy. Klienci pytają przede wszystkim o jedno: czy pellet jest na stanie. Cena schodzi na drugi plan, bo alternatywy często brak.

Jeszcze jesienią tona kosztowała około 1,3–1,6 tys. zł. Dziś standardem są stawki powyżej 2 tys. zł, a w niektórych miejscach 2,5–3 tys. zł. W ofertach internetowych zdarzają się kwoty sięgające nawet 4 tys. zł za tonę. Dla wielu rodzin oznacza to kilkukrotnie wyższe rachunki za ogrzewanie.

Reklama

Główny problem: brak surowca do produkcji

Źródłem kryzysu nie jest jednak wyłącznie popyt czy sezonowe podwyżki. Problem zaczyna się wcześniej – w tartakach i zakładach drzewnych.

Pellet powstaje głównie z trocin. Tych w ostatnim roku jest znacznie mniej. Produkcja mebli i wyrobów drewnianych spadła, obowiązują też ograniczenia w wycince. W efekcie trociny podrożały nawet o 100 proc., a wiele zakładów pelletowych ma ograniczone moce produkcyjne.

Część tartaków wykorzystuje odpady drzewne na własne potrzeby – do ogrzewania i suszenia drewna – zamiast sprzedawać je producentom pelletu. Do tego dochodzi mniejszy import z Ukrainy oraz większe zużycie paliwa w czasie mroźnej zimy. Zapasy zniknęły szybciej, niż zakładano.

Reklama

Efekt? Nawet firmy pracujące „na pełnych obrotach” nie są w stanie zaspokoić popytu.

Koszty ogrzewania rosną lawinowo

Dla właścicieli kotłów na biomasę sytuacja jest szczególnie dotkliwa. Przy niskich temperaturach dzienne zużycie pelletu potrafi sięgnąć 3–4 worków. Oznacza to wydatek rzędu 120–150 zł dziennie, czyli kilka tysięcy złotych miesięcznie.

Dla wielu osób, które zdecydowały się na pellet w ramach programu „Czyste Powietrze”, miał to być ekonomiczny i ekologiczny wybór. Teraz mierzą się z realnym ryzykiem braku paliwa w środku sezonu grzewczego.

Reklama

UOKiK i rząd monitorują rynek

Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów docierają sygnały o wysokich cenach. Na razie urząd nie stwierdził zmowy cenowej, wskazując, że podwyżki mogą wynikać z czynników rynkowych: ograniczonej podaży i rosnącego popytu.

Ministerstwo energii zapowiada jednak monitoring sytuacji. Jeśli pojawią się nieprawidłowości lub sztuczne ograniczanie podaży, możliwa jest interwencja państwa – także z udziałem Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych.

Na dziś są to jednak zapowiedzi. Pelletu w składach od tego nie przybywa.

Reklama

Co dalej z pelletem?

Sprzedawcy nie mają dobrych prognoz. Dostawy są nieregularne, a zapotrzebowanie ogromne. Wiele wskazuje na to, że do końca sezonu problem z dostępnością pelletu może się utrzymywać.

Eksperci przypominają, że najtańsze zakupy opału tradycyjnie robi się wiosną i latem. W tym roku jednak nawet to może nie wystarczyć, jeśli produkcja surowca nie wróci do normy.

Na razie dla tysięcy właścicieli domów najważniejsze pytanie brzmi nie „za ile?”, lecz „czy w ogóle jest?”. A odpowiedź coraz częściej brzmi: nie ma.

Aplikacja jaw.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/02/2026 22:32
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama