Podsumowanie sezonu Zgody Byczyna
Zgoda Byczyna na dobre już rozgościła się w sosnowieckiej Patrick A-klasie i spokojnie przetrwała kolejne rozgrywki w środku tabeli. W trzeciej części naszego podsumowania piłkarskiego sezonu przyjrzymy się bliżej wynikom uzyskiwanym przez Żółto-Zielonych.
Byczynianie mają za sobą trudny i nieco rozczarowujący sezon. Jaworznianie liczyli, że dołączą do czołówki Patrick A-klasy a nawet włączą się do walki o awans. I chociaż zespół prezentował niezłą i ciekawą dla oka grę, to ostatecznie zakotwiczył w środku tabeli. Grali w kratkę
Zgoda od samego początku sezonu musiała mierzyć się z problemami kadrowymi i to niestety odbijało się na wynikach. Kibice w pierwszych tygodniach mogli poczuć się trochę jak na emocjonalnej kolejce górskiej. Żółto-Zieloni sezon zaczęli od falstartu i 0:2 z AKS-em Niwka, potem aż 6:0 rozgromili Górnik Sosnowiec, by w następnej kolejce doznać najwyższej porażki w całych rozgrywkach ulegając 1:5 Błękitnym Sarnów. Z czasem drużyna jednak okrzepła, do gry wróciło kilku kluczowych graczy i Zgoda coraz regularniej zaczęła punktować. Wreszcie przyszła świetna passa a na przełomie września i października podopieczni trenera Skopowskiego zaliczyli cztery z rzędu zwycięstwa, w tym dwa efektowne pogromy po 6:1 w starciach z MKS-em Poręba i Przemszą Okradzionów. Zgoda zaczęła piąć się w górę tabeli i odrabiać straty do czołówki. Co prawda dobrą serię przerwała wyjazdowa porażka z zawsze silnym CKS-em Czeladź, ale to nie wybiło jaworznian z rytmu. Końcówka rundy była już dla Zgody wyjątkowo udana – cztery zwycięstwa w pięciu meczach.
Po rudzie jesiennej nastroje w klubie były niezłe. Zgoda co prawda zajmowała dopiero 6. miejsce, ale traciła zaledwie cztery punkty do 2. miejsca, które dawało awans. W Byczynie ostrzono sobie zęby i po cichu liczono, że zespół włączy się do walki o okręgówkę. Niestety te nadzieje szybko zostały rozwiane. Zgoda nie grała źle, ale bywała bardzo nieskuteczna a błędy w defensywie okazywały się bardzo kosztowne. Już w pierwszej kolejce byczynianie przegrali z Górnikiem Sosnowiec. Potem co prawda udało się pokonać 2:1 wicelidera z Sarnowa, ale kolejne tygodnie były pasmem rozczarowań. W sześciu kolejnych spotkaniach Zgoda nie potrafiła zainkasować kompletu punktów a czołówka szybko zdołała odjechać i stało się jasne, że marzenia trzeba będzie odłożyć o co najmniej rok. Koniec sezonu w wykonaniu byczynian był już zdecydowanie lepszy. Po przełamaniu i pewnej wygranej 3:1 ze Skalniakiem, Zgoda odzyskała wigor. Co prawda po drodze zaliczyła jeszcze bolesną hokejową porażkę z bardzo silnym CKS-em, ale potem już w ostatnich czterech kolejkach zainkasowała trzy wygrane i dość pechowy remis z Niwami. Ostatecznie Zgoda zakończyła sezon na – w sumie niezłym – 7. miejscu, ale już z 16-punktową stratą do podium, które po jesieni wydawało się być w zasięgu Żółto-Zielonych. Supersnajper z Byczyny
Sezon 2017/18 pozostawił ambitnych byczynian z dużym poczuciem niedosytu. Drużyna kilka razy udowodniła, że ma spory potencjał, ale zamieszanie z kadrą i czasami zwykły brak koncentracji w poszczególnych meczach kosztował Zgodę stratę zbyt wielu punktów. Żółto-Zieloni grali bardzo nierówno i nawet w trakcie jednego meczu potrafili zupełnie zmieniać swoje oblicze. Na dodatek jaworznianie nie potrafili wygrać ani jednego spotkania z zespołami z czołowej czwórki a to pokazuje, że przed nimi jeszcze sporo pracy. Wiosna okazała się dla Zgody dużo gorsza niż jesień a zespół w sumie ugrał aż o osiem punktów mniej. W rundzie wiosennej byczynianom brakło trochę tej bezkompromisowości jaka towarzyszyła jej jesienią. W pierwszej części sezonu ekipa z Byczyny wygrała 10 meczy i zaliczyła 5 porażek. Wiosną Żółto-Zieloni także przegrali tylko 5 meczy, ale tym razem zwycięstw było wyraźnie mniej – tylko sześć (w tym walkower za spotkanie z wycofanym z rozgrywek MKS-em Sławków) a cztery mecze pozostały bez rozstrzygnięcia. Mimo wszystko mecze jaworznian można było oglądać z przyjemnością a zwykle padało w nich sporo bramek. Kilka spotkań kończyło się iście hokejowymi rezultatami. Wystarczy tutaj wspomnieć wygrane 5:3 ze Sławkowem, 4:3 z Iskrą czy zupełnie szalone 6:3 z Unią Ząbkowice. Byczynianie stwarzali sobie zwykle sporo strzeleckich okazji, zdobywali mnóstwo bramek i nawet nieco słabsza wiosna nie zepsuła zbyt ich bilansu. W ekipie z Byczyny błyszczała jedna wielka strzelecka gwiazda. Doświadczony Paweł Kalinowski, były zawodnik m.in. Janiny Libiąż, okazał się prawdziwym pogromcą i postrachem ligowych bramkarzy. Dziewięć (sic!) hattricków w całym sezonie i w sumie aż 45 zdobytych bramek to wynik bardzo rzadko spotykany w jakiejkolwiek lidze i trzeba przyznać, że robi ogromne wrażenie. Gole zdobywane przez Kalinowskiego to więcej niż połowa wszystkich trafień jakie zaliczył cały zespół i trudno dziś wyobrazić sobie drużynę bez niego w składzie. Warto jeszcze wspomnieć, że drugi najlepszy strzelec zespołu – będący znów w dobrej formie Łukasz Przebindowski zaliczył łącznie 10 trafień.
Mimo różnych fluktuacji, obiektywnie trzeba powiedzieć, że miniony sezon był dla Zgody całkiem pozytywny. Żółto-Zieloni zajęli lepszą o jedno miejsce pozycję niż przed rokiem. Dodatkowo zgromadzili też więcej punktów niż w poprzednich rozgrywkach a trzeba przypomnieć, że liga została zmniejszona z 18 do 16 zespołów, co wyraźnie pokazuje progres jaworznian. Przed nowym sezonem zespół potrzebuje trochę spokoju. Kilka drobnych korekt w składzie i większa regularność powinny zapunktować w najbliższych miesiącach. Byczynianie są na dobrej drodze by wkrótce dołączyć do ścisłej ligowej czołówki. Cały czas muszą jednak być bardzo konsekwentni i dalej kontynuować dobrą pracę, która krok po kroku przynosi efekty.
Komentarze