Gdy lokalne władze postanawiają uszczelnić miejski budżet, metody bywają równie kreatywne, co kontrowersyjne. Przekonali się o tym mieszkańcy Jaworzna oraz turyści spragnieni weekendowego wypoczynku nad zalewem Sosina. Zamiast kolejnych znaków zakazu, wzdłuż dróg wyrosły... barykady ze ściętych pni, mające raz na zawsze ukrócić dzikie parkowanie w krzakach i skierować potok aut wprost na płatne miejsca.
– Kłody pod koła kierowcom wyłożyli. Widziałeś, panie detektywie, co oni na tej naszej Sosinie odstawili? – zaczął sąsiad, opierając się o płot z miną zwiastującą aferę stulecia.
– No, co takiego? Znowu potwór z głębin wyłonił się z zalewu? – mruknął detektyw Dąbek, nie przerywając dłubania w zaciętym zamku.
– Gorzej. Płatne parkowanie wprowadzili. Dwadzieścia złotych od auta jak stoisz powyżej godziny, a dycha, jak masz kartę mieszkańca. Ale żeby te wszystkie dzikie parkingi w krzakach ukrócić, to wzdłuż całej drogi ścięte pnie ułożyli.
– Ha. I to się właśnie nazywa głęboka ekologia, panie sąsiedzie. Ścięty pień prosto z placu budowy polskiej Izery skuteczniej wyprze samochód z pobocza niż cokolwiek innego.
– A przestań pan żartować. Przecież tam i tak od dawna był zakaz parkowania.
– No to widzi pan, jaki błąd taktyczny miasto popełniło? Przecież na samych mandatach to by z tego zakazu można było kokosy zbić.
– Mnie się wydaje, że to wybitna współpraca zarządu dróg i MCKiS-u. Usiedli, wymyślili i teraz ludziska będą płacić i płakać.
– I bardzo dobrze, niech płacą. Pół Śląska nam się tam zjeżdża, palca nie idzie wcisnąć między te parawany i grille. – No, szkoda tylko, że dla nas, rodowitych mieszkańców Jaworzna, nie jest jeszcze taniej. Ale trzeba przyznać, że ktoś tam u góry ma niezłą smykałkę do interesów.
– Panie, klasyka gatunku. Przypomnij pan sobie, jak na Gródku słupki postawili. Od razu miejski parking zaczął się sam spłacać z prędkością światła.
– I słusznie, niech miasto zarabia. Akurat takie podejście to mi się podoba.
– Sam nie wiem, co o tym myśleć…
– Dąbek podrapał się po brodzie.
– Zauważył pan tę ironię? Jak była mowa o prohibicji, to wielkie oburzenie, że hurr durr, nie można niczego ludziom zakazywać. Ale jak chodzi o parkowanie, to nagle nikt nie protestuje, no bo przecież dutki lecą prosto do miejskiej kasy.
– Czyli miejska kasa to podstawa, co, detektywie?
– Ba. Sam masz pan w rodzinie głównie budżetówkę i emerytów, to pan doskonale wiesz, jak to działa. Żeby żyć, trzeba doić. A najlepiej doić przyjezdnych.
– Tak jest. I jeszcze tych lokalnych przedsiębiorców przy okazji wydoimy – zatarł ręce sąsiad, śmiejąc się pod nosem.
– Oj, detektywie, ty to żartowniś jesteś. Zobaczymy, czy ci będzie tak do śmiechu, jak w weekend na Sosinę pojedziesz i te zasieki na własne oczy zobaczysz.
– Ja tam wiem swoje – uśmiechnął się szeroko Dąbek i puścił do sąsiada oko.
– Te pnie na poboczach, panie sąsiedzie… to nie są byle jakie chaszcze. To są właśnie te słynne, historyczne drzewa z herbu Jaworzna. Zstąpiły na ziemię, żeby strzec naszego budżetu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze