[vc_facebook type="standard"]
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Myślę, że teraz jest raczej problem ze zbyt dużą liczbą nauczycieli. Baby boomy dawno mamy za sobą a kierunki pedagogiczne jakoś nie są likwidowane/reglamentowane. Samo rozbicie systemu poprzez wszczepienie do niego gimnazjów i obowiązku szkolnego od lat 6-ciu systemu nie naprawi. Do tego usilne pompowanie nieprzydatnej w większości wiedzy wg. klucza bez promowania samodzielnego myślenia, krytycyzmu a wręcz sceptycyzmu. No i rzecz najważniejsza - stłamszenie w dzieciach i młodzieży asertywności, której uczą się dopiero po procesie edukacji.
A może ministerstwo troszkę pomyśli. Skoro jest niż to zmniejszyć liczbę uczniów w klasach, nauczyciel będzie miał większą możliwość i większą szansę na pracę ze słabszymi dziećmi,ale prościej zwolnić, zamknąć szkoły a dzieci w klasie 35. Nie piszę tego jako nauczyciel bo nim nie jestem. Piszę to jako rodzić ucznia.
To nie wina nauczycieli a skostniałego systemu, który nie nadąża za zmieniającym się otoczeniem. Realizuje się na siłę program wrzucając wszystkie dzieciaki do jednego worka, tłumiąc ich kreatywność i skupiając się wyłącznie na wskaźnikach. Wkuć, zaliczyć, zapomnieć.
Nauczyciel sama nazwa wskazuje- ma uczyć.
Skąd wiesz że to wina nauczycieli. A może poziom IQ dzieci drastycznie spada. Zero skupienia na lekcji, ściąganie, po szkole gry i zabawy, fejsbuki, zero książek i ogólny wstręt do nauki. Potem są wyniki takie a nie inne. Każdy medal ma dwie strony. I warto na to także zwrócić uwagę.
Im więcej nauczyciele zarabiają, tym gorzej uczą. Oni zarabiają dużo, a pracownicy administracyjni zarabiają grosze. Coś słabo idzie nauczanie naszym szkołom. Może zamiast bawić się w związkowe układy, pora zabrać się do pracy?
Myślę, że teraz jest raczej problem ze zbyt dużą liczbą nauczycieli. Baby boomy dawno mamy za sobą a kierunki pedagogiczne jakoś nie są likwidowane/reglamentowane. Samo rozbicie systemu poprzez wszczepienie do niego gimnazjów i obowiązku szkolnego od lat 6-ciu systemu nie naprawi. Do tego usilne pompowanie nieprzydatnej w większości wiedzy wg. klucza bez promowania samodzielnego myślenia, krytycyzmu a wręcz sceptycyzmu. No i rzecz najważniejsza - stłamszenie w dzieciach i młodzieży asertywności, której uczą się dopiero po procesie edukacji.
A może ministerstwo troszkę pomyśli. Skoro jest niż to zmniejszyć liczbę uczniów w klasach, nauczyciel będzie miał większą możliwość i większą szansę na pracę ze słabszymi dziećmi,ale prościej zwolnić, zamknąć szkoły a dzieci w klasie 35. Nie piszę tego jako nauczyciel bo nim nie jestem. Piszę to jako rodzić ucznia.
To nie wina nauczycieli a skostniałego systemu, który nie nadąża za zmieniającym się otoczeniem. Realizuje się na siłę program wrzucając wszystkie dzieciaki do jednego worka, tłumiąc ich kreatywność i skupiając się wyłącznie na wskaźnikach. Wkuć, zaliczyć, zapomnieć.