„Hau, Kola, Pi” – Indianie z Jaworzna ślą pozdrowienia

Wioska Indiańska, która znajduję się na Cezarówce Dolnej, znowu ruszyła i przyjmuje najmłodszych odwiedzających, którzy mogą liczyć na moc atrakcji. O obecnej sytuacji wioski opowiada Marek Ptasiński.

REKLAMA

Jak przyznaje Pan Marek, ten rok jest trochę dziwny, ale zdecydowanie lepszy niż poprzedni, w którym wioska nie działa w ogóle. O możliwości otworzenia swojej wioski dowiedział się z dnia na dzień i postanowił nie czekać tylko działać, dlatego do 15 Lipca jest okazja, aby zwiedzić wioskę i zapoznać się historią i kulturą Indian Ameryki Północnej. Szkoły oraz półkolonie już się zapisują na odwiedziny, ale jak przyznaje Pan Marek, nie było łatwo zbudować wioskę, a to na skutek niepewności czasu oraz barku logiki w obostrzeniach, ale bez względu na wszystko podjęli decyzję, że oficjalnie otworzą się na gości, mimo że nie wszystko jest tak, jakby tego sobie życzyli.

Na odwiedzających, głównie najmłodszych, czeka dostosowany do wieku program, który będzie ich bawić, ale także edukować, gdyż podstawą jest to, aby ze spotkania z Indianami wyniosły jak najwięcej wiedzy. Będzie humor i rozrywka na tle kultury Ameryki Północnej. Będą stroje, bębny, instrumenty, pokazanie życia codziennego oraz tego, jakich używali sprzętów i z czego były wykonane, będą legendy, a także Indiański cmentarz i pochówek, który w ich kulturze jest niezwykle ważny. Oczywiście wszystko będzie z żartem i humoreskom. Po programie teoretycznym przyjdzie czas na zabawy ruchowe, tor przeszkód czy wyścig na potrójnych nartach, czyli zabawy charakterystyczne dla dzieci kultury Indian, które miały je bawić, ale także przygotowywać do dorosłego życia, miały uczyć wytrwałości czy współpracy w grupie.

Wioska otwarta jest zwykle od Maja do połowy Lipca. Z doświadczenia wiadomo, że początek roku szkolnego to nie jest zbyt trafiony okres, gdyż za nim wycieczki się zorganizują, to jest już październik, a to graniczy ze zdrowiem i opłacalnością, gdyż Pan Marek mieszka w wiosce w trakcie trwania „sezonu”, więc w tym okresie jest już po prostu zbyt zimno, a ognisko wystarcza tylko do trzeciej, maksymalnie czwartej w nocy.

Indianie w Jaworznie mają się dobrze i mamy nadzieje, że tak pozostanie już zawsze.

„Indianie Blackfeet bardzo lubią używać hasła pt. nerwy do konserwy” – Marek Ptasiński.

- REKLAMA -
Zewnętrzne linki
Advertisement