Żyjemy w czasach, w których planowanie czegokolwiek na dekadę w przód, przypomina wróżenie ze szklanej kuli. Kiedy za naszą wschodnią granicą toczy się pełnoskalowa wojna, a globalne rynki energii reagują nerwowo na każdy, nawet najmniejszy wstrząs na Bliskim Wschodzie, łatwo ulec panice. W Europie od lat słyszymy mantrę o konieczności natychmiastowego odejścia od węgla. I choć kierunek transformacji jest przesądzony, to wydarzenia ostatnich lat brutalnie zweryfikowały tempo i metody tej zmiany. W tym wielkim, geopolitycznym chaosie, na naszym lokalnym, jaworznicko-libiąskim podwórku dzieje się jednak coś racjonalnego.
Spójrzmy prawdzie w oczy: zgodnie z umową społeczną, polskie górnictwo przejdzie do historii w 2049 roku. Nasze zakłady – kopalnie Południowego Koncernu Węglowego – zgaszą światło jako jedne z ostatnich. Pytanie brzmi: w jakim stylu to zrobią? Można by przecież usiąść z założonymi rękami, odciąć finansowanie i pozwolić, by kopalnie przez najbliższe dwadzieścia lat powoli rdzewiały, zamieniając się w technologiczny skansen. Pozwolić, by odeszły na emeryturę jako – powiedzmy to wprost – zrzędliwe, niedołężne i ledwo dyszące „stare dziady”. No, ale w PKW wybrano inną, znacznie mądrzejszą drogę.
Uruchomiony właśnie w ZG Janina najnowocześniejszy w Europie w pełni zautomatyzowany kompleks ścianowy to dowód na to, że kopalnia może doczekać końca swojej zmiany jako sprawny, zmotywowany i naszpikowany technologią senior. Taki, który potrafi zawstydzić niejednego młodzika.
Dlaczego to tak ważne, byśmy pomimo zawirowań rynkowych uparcie inwestowali w nasze złoża? Bo opieranie bezpieczeństwa kraju wyłącznie na gazie to stąpanie po kruchym lodzie. Owszem, błękitne paliwo jest elastyczne, ale w ogromnej mierze pochodzi z importu. Wyobraźmy sobie bezwietrzny, mroźny styczeń, potężny szczyt zapotrzebowania na prąd i nagły kryzys w Cieśninie Ormuz. Bez stabilnego, własnego paliwa, jakim wciąż dysponujemy, nasz system energetyczny po prostu by się zawalił. Ktoś musi ten system stabilizować, a nasze nowoczesne, zmechanizowane kopalnie są do tego zadania idealnie skrojone.
I tu dochodzimy do najważniejszego, lokalnego argumentu. Te odważne inwestycje w automatyzację to nie jest sztuka dla sztuki. To czysta ekonomia. Im nowocześniej i bezpieczniej wydobywamy węgiel, tym będzie tańszy i konkurencyjny wobec surowca z importu.
Dzięki temu, że libiąska Janina bije dziś rekordy wydajności, my w Jaworznie mamy czas i środki na dokończenie naszej strategicznej misji – oddanie do pełnego użytku szybu Grzegorz. To system naczyń połączonych. Tańszy węgiel z nowoczesnych ścian Sobieskiego i Janiny ma przecież swój konkretny docelowy adres – nowy blok 910 MW w Jaworznie. Dopóki ten gigant będzie pracował i dawał prąd milionom Polaków, dopóty będzie potrzebował pewnego, bezpiecznego i opłacalnego paliwa. Zza miedzy, a nie z drugiego końca świata.
Pomimo zmieniających się rządów, globalnych trendów i rynkowych wahań, idea zrodzona ponad dwie dekady temu – by połączyć kopalnie i oprzeć na nich lokalną energetykę – wciąż jest realizowana z sukcesem. Transformacja to nie nagłe wyciągnięcie wtyczki z gniazdka. To zaplanowany proces. I wszystko wskazuje na to, że nasz region przejdzie przez niego nie jako ofiara zmian, ale jako gospodarz, który do samego końca, z klasą i na własnych warunkach, trzyma rękę na pulsie.
Franciszek Matysik
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze