Pamiętamy zapewne niezwykłą scenę opisaną w Ewangelii św. Łukasza, kiedy to uczniowie Jezusa, Jakub i Jan nieprzyjęci w pewnym miasteczku samarytańskim, proszą swego Pana – czy chcesz, abyśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich? W odpowiedzi zostali natychmiast zgromienie przez boskiego Mistrza i musieli szukać innego miejsca pobytu (por. Łk 9, 51-56).
Tymczasem czytane dzisiaj fragmenty Dziejów Apostolskich, spisane przez tego samego Łukasza, prowadzą nas do tejże, tak nielubianej przez Żydów, Samarii. W Jerozolimie wybuchło prześladowanie uczniów Jezusa, zginął św. Szczepan, a reszta musiała się rozproszyć. W Samarii schronił się św. Filip, drugi po Szczepanie hellenista, wyznaczony przez apostołów do posługi charytatywnej. Filip czasu nie marnował. Z niezwykłym zaangażowaniem przekazywał Samarytanom Ewangelię Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego. Głoszonej nauce, towarzyszyła niezwykła moc uzdrawiania z chorób i uwalniania od złych duchów. Wraz z przyjęciem chrztu w imię Pana Jezusa, zapanowała wśród Samarytan wielka radość. Na wieść o tym przybyli z Jerozolimy apostołowie św. Piotr i Jan, aby na ochrzczonych Samarytan włożyć ręce i udzielić im Ducha Świętego.
Św. Filip nie działał według zasad naiwnej tolerancji i pokojowego współistnienia. Pomimo że wiedział, co spotkało Szczepana, odważnie głosił Zmartwychwstałego Pana. Miłość była większa niż strach. Jezus przeorał jego myślenie, przeorał myślenie Apostołów, a także otwarł serca Samarytan.
W tym krótkim fragmencie Jezus pokazuje nam dzisiaj, jakże pogubionym w naszych relacjach międzyludzkich, międzywyznaniowych i politycznych, że droga do prawdziwego pokoju wiedzie tylko i wyłącznie przez Niego. Jeszcze raz stawia również i nam, Jego uczniom, wymóg głoszenia Jego Ewangelii w każdym czasie, w każdym miejscu i niezależnie od przeciwności. Ta misja z ludzkiego punktu widzenia przerasta każdego z nas. Aby ta odwaga podjęcia tego wyzwania nie była szaleństwem, trzeba, aby każdy uczeń, każdy z nas odrobił zadanie domowe, które Jezus niezwykle jasno sprecyzował: Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze, Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna.
Podstawowym warunkiem, który muszę spełnić, aby otrzymać wsparcie otwierające przede mną, człowiekiem, nieskończone możliwości, to zachowanie Jezusowych przykazań. To wewnątrz mojej duszy, wewnątrz mojego serca, muszę zdobyć się na odwagę moralnych decyzji, jakże innych niż te, które słyszę w otaczającym mnie świecie. Przykazania są głosem Boga, a nie głosem większości, nawet większości ochrzczonych.
Nie zapomnę rozmowy, przed wieloma laty, z pewnym dostojnikiem kościelnym na Zachodzie Europy, który to tłumaczył mi, dlaczego rozwiedzionym, którzy zawarli powtórne związki, udzielana jest Komunia święta: „Watykan wprawdzie nie pozwala na to, ale oni tak bardzo chcą”. Wyszedłem z tego spotkania z głębokim przekonaniem, że chcę być wierny Watykanowi, bo tego oczekuje ode mnie Jezus.
Niezwykłym komentarzem do takiej właśnie postawy wierności Chrystusowi, są słowa św. Piotra, które napisał w ogniu zarówno wewnętrznej walki, jak i zderzenia się z otaczającą go rzeczywistością: Pana Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest. A z łagodnością i bojaźnią Bożą zachowujcie czyste sumienie, ażeby ci, którzy oczerniają wasze dobre postępowanie w Chrystusie, doznali zawstydzenia właśnie przez to, co wam oszczerczo zarzucają. Lepiej bowiem, jeżeli taka wola Boża, cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle.
Taki był los św. Piotra i taki jest los każdego, który idzie drogą wierności Chrystusowi. Stwierdzić można tylko jedno – innej mądrej drogi w życiu, po prostu nie ma.
Ks. Lucjan Bielas
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze