Reklama

Dlaczego Jezus nie ratuje nas, tak jakbyśmy tego oczekiwali?


Komu podpadł Jan Chrzciciel?


Niewątpliwie jego nauczanie nie było miłe przedstawicielom świątyni, gromadził tłumy. Był popularny, a poza tym wzywał do prawdy, a co za tym idzie odejścia od grzechu. To nie była droga ich pobożności, a na dodatek pewnego rodzaju konkurencja, choć przecież sam był z rodu kapłańskiego. Chociaż nie mamy wprost dowodów na to, że przywódcy religijni Narodu maczali paluszki w uwięzieniu Jana, to jednak możemy przypuszczać, że dla wielu z nich zniknięcie tłumów i zamilknięcie Jana było komfortową sytuacją.

Reklama

Sprawcą uwięzienia Jana, można powiedzieć fizycznym, był Herod Antypas. Był to wtedy prawie pięćdziesięcioletni pan, uwikłany w konkubinat ze swoją krewną i bratową, Herodiadą. Ta dama wtedy już dobrze po czterdzieste wniosła w ten związek swój dominujący charakter, bezwzględne zachowanie (zapewne po dziadziusiu, Herodzie Wielkim) i córkę Salome, z pierwszego małżeństwa. Jej charakter, niemający wiele wspólnego z prawdziwą kobiecością, przeszedł do historii świata przez fakt przymuszenia Heroda Antypasa do uwięzienia Jana Chrzciciela i do jego zabójstwa, który to otwarcie krytykował ich związek, jako niepodobający się Bogu (Mt 14,1-12).


Uwięzienie i zabójstwo Jana Chrzciciela przyniosły ulgę jego przeciwnikom. Niewygodny prorok zamilkł, tłumy się rozeszły, uczniowie powrócili do swych domów i zajęć.

Reklama

- Czy więc Jan przegrał?


- Nic podobnego! Jan zwyciężył, nie ugiął się bowiem przed grzechem i kłamstwem. Śmiercią swoją przypieczętował prawdziwość nauki, którą głosił jako prorok z polecenia samego Boga.


- Dlaczego to, Pan Jezus po ludzku rzecz ujmując, zachował się biernie wobec faktu uwięzienia Jana?


Patrząc na całe dzieło zbawienia, na śmierć Jezusa i Jego zmartwychwstanie, odpowiedź jest prosta – to uwięzienie wpisywało się w całość dzieła odkupienia. Są wartości większe niż doczesne życie człowieka. Wiedział o tym Jezus, wiedział o tym Jan. Jezus zostawił Jana, jako człowiek, ale będąc prawdziwym Bogiem, nigdy Jana nie opuścił. I on, to też wiedział.

Reklama

- Czy trud Jana i zaangażowanie uczniów poszło na marne?


Jezus pozwolił umrzeć Janowi, ale nie jego dziełu, dlatego też Ewangelista napisał: Gdy Jan został uwięziony, przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Tu w Galilei nad brzegiem jeziora odnalazł uczniów Jana, których wcześniej poznał przy Proroku. Posiadali małą firmę rybacką, umieli ciężko pracować w zespole i to w trudnych warunkach, a przy tym z największą powagą traktowali sprawy wiary. Mieli swojego bossa Szymona, który z natury znakomicie nadawał się do pełnienia funkcji szefa. Posiedli umiejętność nawiązywania kontaktów z klientami, ponieważ ryby trzeba było sprzedać jak najszybciej. Jako przedstawiciele klasy średniej, byli najlepiej przygotowani do przyjęcia Ewangelii i skutecznego jej głoszenia. Ani uczeni, ani bogacze, ani bezrobotni, nie dysponowali takimi osobistymi walorami, jak ci prości rybacy.

Reklama

Tak więc Jezus podjął dzieło Jana i przejął jego uczniów po to, aby stworzyć nową rzeczywistość – Kościół. Kształtował małą grupę Apostołów, jednocześnie działając z tłumami. Zachował przez to, właściwe proporcje między elitarnością z jednej strony a otwarciem się na świat z drugiej.


Warto o tym pamiętać szczególnie dziś, kiedy wielu słabnie w wierze i odchodzi z Kościoła w przekonaniu, że dni jego są policzone. Ten proces, nie pierwszy w historii, zapewne będzie się jeszcze pogłębiał, aż odpadną wszyscy pozbawieni żywej łączności z Chrystusem. On – Jezus swojego dzieła, swojego Kościoła nigdy nie opuści. I choć następcy św. Piotra i Apostołów są nieraz bardzo słabi i ułomni, to On Jezus Wszechmocny Bóg, i tak jest z nimi. Tak naprawdę idzie więc o łączność z Nim, przy jasnym nazywaniu zła, złem. I tu znów św. Jan jest znakomitym przykładem.

Reklama

Bywa, że niektórzy kapłani, biskupi i wierni odchodzą od Kościoła zgorszeni, uważając, że wiedzą lepiej i że są bardziej święci. Choć ich krytyczne spojrzenie może być całkiem słuszne, to odejście jest piramidalną głupotą.


Za Wiktorem Franklem, który sparafrazował słowa La Rochefoucaulda, można pokusić się o stwierdzenie: „że jak wichura gasi nikły płomień, ale podsyca ogień, tak samo przeciwności losu i tragedie podkopują słabą wiarę, lecz umacniają silną”.


Ks. Lucjan Bielas


[vc_facebook]


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości