Muzeum Miasta Jaworzna zaprezentowało we środę 29 lipca film przejmujący pt. „Zmarłych pogrzebać”. Nakręcono ten dokument w 2019 r. Reżyserowała film Katarzyna Underwood. Pokaz filmu zbiegł się z Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Tych brutalnych mordów dokonywano w latach 1943-1945.
Film jest opowieścią o tych przerażających wydarzeniach. Składają się na ten dokument relacje świadków i rodzin pomordowanych.
Gościem pokazu był historyk Michał Miwa-Młot z Oddziałowego Biura Edukacji Narodowej Instytutu Pamięci Narodowej oddział w Katowicach.
Ela Bigas: Co wiemy o relacjach Polaków i Ukraińców w czasach poprzedzających rzeź?
Michał Miwa-Młot: Z punktu widzenia Polski i polskiego państwa podziemnego były to bardzo poprawne relacje. Dlatego, gdy ta rzeź już wystąpiła, gdy zaczęto mordować Polaków, nikt nie wierzył, ani miejscowi ludzie na Wołyniu czy w ogóle na Kresach, ani Komenda Armii Krajowej, ani też centrala w polskim państwie podziemnym nie potrafiła uwierzyć w to, co przychodziło z terenu, nie wierzyła tym raportom i usiłowano temu zapobiec poprzez rozmowy z Ukraińcami. Niestety one nic nie dały.
Skąd wzięła się tak naprawdę ta okrutna nienawiść? Jak podsycała ją strona agresora?
Ukraińcy próbowali założyć swoje państwo już po pierwszej wojnie światowej. Udało mi się to tylko na chwilę. Potem na terenie Kresów Wschodnich II Rzeczpospolitej kwitł nacjonalizm ukraiński, w 1929 roku założona została Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów.
Ona bardzo radykalnie stawiała sprawę, że należy odzyskać państwo ukraińskie czyste etnicznie i oprócz Rosjan, jako głównego wroga postrzegano Polaków. Jako raz administratorów tych terenów, a dwa jako nację kulturowo silniejszą, która może wypierać Ukraińców albo też będzie zawsze zgłaszać pretensje do tych terenów, które oni uważali za etnicznie ukraińskie ziemie.
Czy rzeczywiście w całej tej sytuacji szło o tak zwaną czystkę etniczną, czy szło dokładnie o to samo, o co chodziło w likwidacji Żydów, czyli grabieże majątku?
Grabieże majątku były przy okazji. Natomiast czytając pisma właśnie głosicieli tego nacjonalizmu ukraińskiego, to chodziło o czystkę, o wolną Ukrainę dla Ukraińców.
Czyli trzeba było w jakiś sposób pozbyć się narodów innych, które zamieszkiwały te tereny, a ponieważ wzięła zdominowała tę ideologię retoryka odłamu OUN-B, czyli tych zwolenników Bandery, to potem zaczęto wykonywać rozkazy fizycznej likwidacji Polaków.
Czy jest prawdopodobne, że agentura rosyjska wpływała na działania Ukraińców? Czy jest tak, że Ukraińcy rozsiewają takie informacje o rzekomym zaangażowaniu agentury rosyjskiej, żeby samemu oczyścić się z tych zbrodni?
Ja nie jestem w stanie na to odpowiedzieć, ponieważ takie sygnały wychodziły od dawna, ale zazwyczaj nie spośród polskich historyków. Na to nie ma jakichś przekonujących dowodów. Są dowody na to, że za tym stali nacjonaliści z OUN-B, czy potem przywódcy UPA.
Natomiast nie ma jakichś twardych dowodów, że to były działania kierowane z Moskwy czy powiedzmy przez Rosję.
Jak zniekształcono fakty o rzezi wołyńskiej?
Przede wszystkim był to temat przemilczany w dużej mierze, ponieważ ta rzeź wołyńska, czyli ludobójstwo Polaków nie tylko na Wołyniu, ale w ogóle w innych województwach dawnej II Rzeczpospolitej na wschodzie, to było niewygodne i w czasach, kiedy się to działo, czyli w roku 43, 44, polskie państwo podziemne przygotowywało się wtedy do akcji "Burza" i całe jakby ostrze swojej polityki kierowało przeciwko Sowietom.
Politycznie "Burza" była wymierzona w Sowietów. Wystąpienie Ukraińców było bardzo nie na rękę. Co też przyczyniło się w jakiejś tam mierze do skali właśnie tego tego ludobójstwa na Polakach. Później wiadomo, był to teren Związku Sowieckiego, więc również ten temat był nie podnoszony przez przez PRL, jako państwo podległe. A po odzyskaniu niepodległości w latach 90.
również uważano, że ta sprawa będzie zakłócać relacje z Ukrainą i nie specjalnie jakby wnoszono tutaj choćby o ekshumacje. Oczywiście starano się, ale Ukraińcy niestety poza może jednym okresem starali się tę sprawę wyciszać. Nie było to w ich interesie.
Czy pana zdaniem jest tak, że decyzja prezydenta Zełeńskiego o nazwaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imieniem bohaterów UPA jest dużym błędem?
Z punktu widzenia polskiego, na pewno tak, bo to jak widać zaogniło sytuację, nasze relacje. Nawet słyszałem głosy Ukraińców, którzy również nie są z tego zadowoleni, bo dzięki temu o sprawie dowiedział się Zachód. Zaczęło być to głośno komentowane, a co to było to ludobójstwo i to, co miało być jakby wyciszone, o co się starano, żeby raczej o tej sprawie za wiele nie mówić, to teraz sprawa się rozlała i nie wiadomo, co będzie dalej.
Jakie emocje budzi w panu film „Zmarłych pogrzebać”? Czy jest panu przykro, tak po prostu po ludzku przykro?
No oczywiście, to jest bardzo ciężki film. Nie można przejść obojętnie wobec tego. To cierpienie Polaków było porażające. Ten film nie epatuje jakimś okrucieństwem, grozą, ale wymowa tego filmu jest tragiczna i zwłaszcza ten koniec, że nie znamy nawet dokładnie liczby pomordowanych rodaków, rodziny nie mogą ich pochować, ta sprawa się po prostu bardzo tutaj ślimaczy.
Czy myśli pan sobie, że rzeczywiście uda się ekshumować ofiary?
Ja mam taką nadzieję, ale tempo prac jest, jak wszyscy wiedzą, bardzo powolne. Teraz mamy przecież IPN. Skład złożył w zeszłym roku kilkanaście wniosków o poszukiwanie i ekshumacje. Strona ukraińska troszkę jakby utrudniła składanie tych wniosków, bo trzeba je dwuetapowo składać - o poszukiwania i ekshumacje.
Oni często tych wniosków nie rozpatrują, a nie rozpatrzone wnioski trzeba potem ponownie składać. No i jak wiadomo zgodzono się na dwie akcje poszukiwawcze i jedną ekshumację. W tej chwili wciąż jeszcze są prace w Woli Ostrowieckiej i w Ostrówkach.
To jest traktowane jako jedno miejsce zbrodni, ale takich miejsc zbrodni jest podobno około 1000, a kilkaset co najmniej, jeśli nie 1000. Jeśli my to prowadzimy w takim tempie, że jedno miejsce zbrodni na rok, no to jest prosta matematyka, to zajmie nam kilkaset lat co najmniej.
Ale dlaczego tak się dzieje? Czy to wynika tylko i wyłącznie z jakiejś niezrozumiałej niechęci ze strony Ukraińców?
Samo to, co my znamy, to już jest dużo. Nie znamy wszystkiego, bo nie znamy nawet pełnej liczby ofiar, ale już wiemy o wielu miejscach, gdzie te zbrodnie miały miejsce i przypuszczalne miejsca pochówku. Natomiast od tych badań do czynów jest bardzo daleka droga. Ja nie chcę się tutaj wypowiadać, ale generalnie nie jest najlepiej w tym temacie.
Dlaczego nie jest najlepiej? Co się dzieje? Co się wydarzyło lub co się nie wydarzyło, a powinno było się wydarzyć?
Nie jestem upoważniony do wypowiedzi. Przykro mi, ale nie odpowiem na to pytanie.
Dziękuję za rozmowę.
EB: Dodam jeszcze, że w ubiegłym roku IPN złożył kilkanaście wniosków o poszukiwania i ekshumację. Strona ukraińska ich nie rozpatrzyła, oznacza to, że wnioski straciły ważność. Ofiary zbrodni wołyńskiej nadal czekają na imienne pochówki.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze