Wystarczy przejść się na jaworznicki rynek i od razu widać, że coś jest nie tak. I nie chodzi tutaj wcale o fakt, że brakło na rynku jawora, który dominował nad płytą rynku od wielu lat. Chodzi bowiem o drwala. Co prawda jest. Ale jeden. Dlaczego? I jak to możliwe, że ten drugi utknął przed laty na rondzie poniżej ulicy Jana Matejki i jakoś do rynku dojść nie może?
Pytanie oczywiście jest retoryczne. Jawora nie ma i nie będzie. Drwal na pobliskim rondzie jak stał, tak i stać będzie. A ten, który rozsiadł się wygodnie pod jaworem, jak siedział przez laty, tak siedzi dalej. Całkiem niedawno zresztą został ranny w nóżkę, ale jak zerknąłem kilka dni temu, noga jest już prawie zagojona, a po niefortunnej ranie została ledwie blizna.
Cały kontekst symboliki miasta był zresztą jak najbardziej przemyślany. Drwal siedział pod jaworem, czekając na swego kompana. Kompozycyjnie wszystko wydawało się spójne i logiczne, nawiązując do jaworznickiego herbu. Czy jednak o herbie naszego miasta możemy powiedzieć to samo? To już być może niekoniecznie.
Po pierwsze, wielu krytycznie podchodzi do wyglądu naszego herbu, uważając go za nie dość dostojny. Pamiętać trzeba jednak, że wygląd herbu nie musi wychodzić naprzeciw naszym gustom. Herb ma bowiem odzwierciedlać rzeczywistość historyczną, a nie nasze „widzi mi się”. Oczywiście herb podobać się może lub nie – jednak dysputa ta nie powinna wykraczać poza granice potencjalnych indywidualnych gustów, nic więcej. W rzeczy samej bowiem współczesny herb miasta bezpośrednio nawiązuje do pieczęci wiejskiej wsi Jaworzno z 1812 roku. Jest tam więc jawor, drwale i oczywiście siekiery w ich rękach. Układ jest w jej ramach nieco inny, ale sedno to samo. Czy jednak pieczęć ta, czy herb sam w sobie odzwierciedlają historyczną głębię? Odpowiedź raczej jest twierdząca. Fakt, że symbolem „Jaworzna” jest jawor, który ścinany był tutaj niewątpliwie, nie powinien budzić wątpliwości. Podobnie jak drwale wyposażeni w topory. To oni stanowią sedno herbu i jego znaczenia. Jaworzno to miasto, w którym niegdyś „rżnięto”, a więc wycinano jawor. Robili to natomiast przytoczeni drwale. Symbolem miasta jest więc nie tyleż sam jawor, co drwale obok niego, którzy to drzewo mieli ściąć.

Wszystko razem stanowi spójny i logiczny kontekst. Po prostu. Wizerunek herbu niewątpliwie też nawiązuje do starej, średniowiecznej legendy, w ramach której przejeżdżający tędy królewicz Kazimierz, późniejszy Kazimierz Wielki, zadawszy drwalom pytanie, co tutaj robią , odpowiedzieć mieli, że „jawor se rznom dla tych, co srybra sukają”. Taka teza nie jest wykluczona i broni się sama w sobie. Obrzucić jednak zdecydowanie należy tezę, że legenda ta stoi u podstaw nazwy Jaworzna jako takiego. Dlaczego? Po prostu dlatego, że legenda ta jest kilka pokoleń młodsza niż moment, kiedy po raz pierwszy nazwa Jaworzno w źródłach pisanych się pojawiła. Po raz pierwszy bowiem „Jaworzno” pojawia się w dokumencie z 1238 roku, potwierdzającego przynależność wsi do klasztoru benedyktynek w podkrakowskich Staniątkach. Akcja legendy toczyć natomiast mogła dużo później. Kazimierz Wielki żył bowiem w latach 1310-1370. Jednego z drugim więc powiązać niepodobna.

A to, że herb wygląda tak jak wygląda, nie jest kwestią estetycznych pogadanek i kręcenia nosem. Herb ten bowiem w swej formie bezpośrednio nawiązuje do historii miasta jako takiego oraz nazwy, pod jaką funkcjonuje do dzisiaj, czy to się komuś podoba, czy nie. A drwal jak siedział, niech siedzi dalej, drugi jak maszerował, niech dalej maszeruje, a czy przyjdzie im się kiedykolwiek spotkać na płycie jaworznickiego rynku to już zupełnie inna sprawa.
JAROSŁAW SAWIAK
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze