Grupa teatralna Stefana Warzyńskiego wystawiła premierę na zakończenie sezonu. Spektakl zatytułowano „No ja nie mogę! Czyli w centrum leśnego zadupia”. Grupa działa przy ATElier Kultury, sztukę więc zaprezentowano, co oczywiste, na scenie przy ul. Mickiewicza.
Na początek drobne wyjaśnienie scenarzysty i reżysera spektaklu Stefana Warzyńskiego. Pytam, jakże to tak o lesie mówić, że to zadupie, skoro las jest piękny, ciekawy, interesujący. - W pełni się z panią zgadzam – odparł reżyser. - Jest to tylko i wyłącznie ironia. W trakcie przedstawienia jest to wytłumaczone, jak młodzież właśnie na początku podchodzi do tego lasu jak do zadupia, a potem docenia uroki tego miejsca.

Spektakl jest zabawną opowieścią o relacjach seniorów i młodzieży w rzeczonym „leśnym zadupiu”. - My jesteśmy na wakacjach zaplanowanych, gdzie ma być cisza i spokój - mówi aktorka Zosia. - Natomiast młodzież przyjeżdża całą gromadą, robi dużo hałasu, ale w końcu dogadujemy się wspólnie i powstają doskonałe relacje. Młodzież w sumie stwierdza, że w lesie jest fajnie, że odnajduje siebie, czyli swoją osobowość, zaczyna się im w tym lesie podobać i postanawiają, że zostają do końca wakacji i my też. Przede wszystkim okazuje się, że za bardzo się nie różnimy. Jesteśmy mniej więcej tacy sami. Może my troszeczkę bardziej doświadczeni, potrzebujący spokoju i ciszy i rozumiejący, że las jest naszym przyjacielem, a młodzież dopiero będzie go poznawać i poznawać uroki przyrody.

Ulubioną sceną aktora Tymka jest ta, w której występuje. - Jest to scena o grzybkach halucynogennych. Lubię takie role. Zjedliśmy grzybki halucynogenne, substancja dostała się do naszych mózgów i wtedy jakby przekształcają nam się kolory, przekształcają nam się nam się emocje i zachowujemy się zupełnie inaczej. Uważam, że spektakl jest bardzo różnorodny. Są poważne sceny, są smutne, są radosne, są zabawne, to takie bardzo ciekawe przedstawienie, można się bardziej bawić na scenie, nie powinno się niczym stresować, tylko powinniśmy się bawić i mieć pozytywne nastawienie.
Aktorka Julia odpowiada na pytanie, co dla niej wynika z tego spektaklu:
- Dla mnie z tego spektaklu wynika przede wszystkim to, że mimo obecnych czasów, mimo tego świata internetu, w którym aktualnie żyjemy, to tak naprawdę telefon nie jest niezbędny w naszym życiu. Potrafimy żyć, jak okaże się w naszym spektaklu bez telefonów, nawet jak wylądujemy właśnie w centrum odludzia. Okaże się, że również, mimo że jesteśmy przyzwyczajeni naprawdę do komfortowego życia, to potrafimy sobie poradzić w skrajnych sytuacjach, mając po prostu siebie. Moją ulubioną sceną jest scena „daj mi męża”. To jest życzenie do spadającej gwiazdki, dokładnie to takie małe marzenie, że chcielibyśmy poznać człowieka, który będzie chłopakiem idealnym.
Aktorka Basia prezentować miała swoje umiejętności w scenie z kosmitami, ale niestety uszkodziła kolano i nic z tego nie wyszło. - Ja grałam scenę z kosmitami. Myśmy się zastanawiali, skąd oni się wzięli. Oni mówili, że spadli z kosmosu, ale też twierdzili, że to my jesteśmy kosmitami. Potem opowiadaliśmy im historię naszego świata, jak wygląda nasz świat, nieco było o wojnach. Oni opowiadali, że w ich świecie nie ma w ogóle czegoś takiego, jak wojna. Oni sobie wszyscy pomagają, wszyscy są razem.
Mocną stroną tego spektaklu są dialogi i nie są to byle jakie „dialogi na cztery nogi”. Są inteligentne, zabawne, pomysłowe. Równie ciekawie ma się sprawa z akcją całego spektaklu. Zrobił się więc z tego dobry spektakl z dobrą grą aktorską. Wszyscy się autentycznie zaangażowali, nie ma tu miejsca na artystyczną fuszerkę. Sztuka godna obejrzenia. eb
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze