Koniec maja 2026 roku przyniósł nam w Jaworznie fascynujące, choć pod kątem ekologicznym dość niepokojące, odkrycie. Podczas wizji lokalnej w wielogatunkowych, drzewiastych chaszczach przy ulicy Mostowej natrafiliśmy na trzy okazałe siewki jednego z najbardziej niesławnych najeźdźców w naszej florze – barszczu Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi).
To stanowisko jest o tyle ciekawe, że roślina ta bywa tutaj niezwykle kapryśna. Są lata, kiedy w ogóle jej nie obserwujemy, a potem nagle powraca. Na szczęście w nieszczęściu, z naszych dotychczasowych obserwacji wynika, że gatunek ten trzyma się kurczowo tej jednej okolicy i póki co nie udało nam się potwierdzić jego obecności w innych częściach Jaworzna (choć historyczne doniesienia sugerowały, że tam był).
Skąd jednak bierze się ta niezwykła wierność gatunku do jednego miejsca i jego zdolność do nagłego „zmartwychwstawania”? Odpowiedź kryje się pod ziemią.
Aby zrozumieć to zjawisko, musimy cofnąć się do 2010 roku. Właśnie wtedy w tej samej okolicy wyrosło i zakwitło od 10 do 15 potężnych okazów barszczu. Każda z tych roślin przeszła pełen cykl: pięknie zakwitła, obficie zaowocowała, a następnie wydała na świat astronomiczną liczbę nasion – nawet do miliona z jednego osobnika.
Wszystkie te nasiona opadły na tutejszy grunt, zasilając strukturę, którą my, botanicy, nazywamy glebowym bankiem nasion. To fascynujący mechanizm przetrwania. Można go porównać do bardzo specyficznej lokaty długoterminowej. W naturze rzadko bywa tak, że cała lokata zostaje „uruchomiona” od razu. Wypłata tej biologicznej dywidendy jest rozłożona w czasie. Nasiona potrafią latami czekać w uśpieniu na odpowiednie warunki wilgotnościowe i świetlne, by w końcu wykiełkować – dokładnie tak, jak te trzy siewki, które obserwujemy dzisiaj.
Obecnie odnalezione rośliny są na wczesnym etapie rozwoju. Dziś to jeszcze botaniczny „przyczajony tygrys i ukryty smok”. Szacuję, że przed nimi jeszcze co najmniej 3 do 4 lat intensywnej wegetacji, zanim zgromadzą w swoich korzeniach palowych wystarczająco dużo energii, by wypuścić gigantyczne pędy kwiatostanowe.
Jeśli pozwolimy im dotrwać do tego momentu, ich cel będzie tylko jeden: porządnie zakwitnąć, wydać kolejne miliony nasion i tym samym odnowić swoją „lokatę” w glebowym banku nasion na kolejne dekady. Jako przyrodnicy musimy mieć to stanowisko na oku – zrozumienie rytmu, w jakim barszcz Sosnowskiego zarządza swoimi rezerwami, to klucz do skutecznego powstrzymania jego ekspansji.
Za treści przedstawione w publikacji dofinansowanej ze środków WFOŚiGW w Katowicach odpowiedzialność ponosi Redakcja.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To czemu tego niebezpiecznego gatunku nie zniszczyliście? Tylko rozsiewacie po okolicy?
Zniszczyć i do tego zalać Randapem póki mamy szanse
Ale pan super botanik wziął pieniedze z Wojewódzkiego Funduszu ochrony.... I w pompie ma życie i zdrowie innych i chwali chwasta aż bedzie za późno:(
Trzeba wykopać korzeń bo to roślina dwuletnią a nie czekać i sobie filmiki robic i to jeszcze z nieoslanietymi rękami w liściach. Panie botanik ... coś Pan się mało znasz chyba.
Jest wiele powodów dla których nie wyręczam odpowiedzialnych służb. Tutaj tym razem był to brak odpowiedniego zabezpieczenia rąk.
Wyrwanie tych siewek nic nie da. Będą kolejne. A poza tym odpowiedzialnym za tę okolicę jest właściciel terenu i nie mnie ingerować w jego pomysł na to miejsce. Po prostu dałem sygnał. Poza tym jak zaznaczam od wielu lat wszystko zaczęło się od zlekceważeniu przez miasto naszego doniesienia w 2010 roku.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Przez jakie miasto? Komu dokladnie to zgłosiłeś? Konkrety proszę a nie tylko pieniadze brać
To czemu tego niebezpiecznego gatunku nie zniszczyliście? Tylko rozsiewacie po okolicy?
Zniszczyć i do tego zalać Randapem póki mamy szanse
Ale pan super botanik wziął pieniedze z Wojewódzkiego Funduszu ochrony.... I w pompie ma życie i zdrowie innych i chwali chwasta aż bedzie za późno:(