Natalia Smagacz – od 30 lipca Dyrektor ATElier Kultury, jest absolwentką Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Od lat jest zawodowo i artystycznie związana z Jaworznem. Przez ostatnie dwa lata pełniła funkcję zastępcy dyrektora ATElier Kultury w Jaworznie. Była również nauczycielką muzyki w jaworznickich szkołach oraz Młodzieżowym Domu Kultury w Jaworznie, gdzie swoje początki miał jeden z jej najważniejszych projektów – zespół wokalno-instrumentalny Zadyrygowani, którego jest założycielką i prowadzącą. Przez niemal 20 lat była także organistką w jaworznickich kościołach. Muzyka, od dawna jest nie tylko jej zawodem, ale przede wszystkim sposobem na życie, budowanie relacji i pracy z kolejnymi pokoleniami mieszkańców miasta.
Jak wyglądał pierwszy dzień pracy na stanowisku dyrektora ATElier Kultury?
Pierwszy dzień na stanowisku dyrektora był trochę inny niż każdy kolejny – przede wszystkim ze względu na nowy gabinet, nowe uprawnienia i całą masę formalności, które trzeba było dopiąć. Ale, jak się okazało, za tymi wszystkimi dokumentami i obowiązkami stoją przede wszystkim ludzie. Był też czas na rozmowy z pracownikami – o ich planach, marzeniach, troskach, ale również o tym, jak widzą rozwój siebie i naszej instytucji. To były dla mnie bardzo ważne rozmowy.
Objęcie stanowiska dyrektora to oczywiście ogromna odpowiedzialność, ale nie traktuję tego jako momentu, w którym trzeba od razu wszystko zmieniać. Chcę słuchać, obserwować i rozmawiać. Jestem przekonana, że najlepsze pomysły bardzo często rodzą się właśnie ze spotkania i dobrej, konstruktywnej rozmowy. I ten pierwszy dzień tylko mnie w tym przekonaniu utwierdził.
Jaki sukces zawodowy uznaje Pani za najważniejszy? Czy coś się nie udało?
Najważniejszym sukcesem jest dla mnie zdecydowanie założenie i utrzymanie zespołu Zadyrygowani. Kiedy zaczynaliśmy, wiele osób mówiło: „że to się nie uda”, „że dzieci i młodzież nie chcą już angażować się w takie projekty”, „że trudno będzie stworzyć zespół, który będzie chciał regularnie pracować i rozwijać się razem”.
A jednak się udało. I chyba właśnie to jest dla mnie najważniejsze – nie tylko sam efekt artystyczny, ale to, że grupa młodych ludzi znalazła wspólną przestrzeń do tworzenia, rozwijania swoich pasji i bycia razem.
Czy coś się nie udało? Oczywiście. Każdy, kto dużo robi, ma na swoim koncie rzeczy, które nie wyszły dokładnie tak, jak planował. Ale nie traktuję ich jako porażek. Raczej jako lekcje. Czasem coś trzeba odłożyć, zmienić, zacząć jeszcze raz albo po prostu przyjąć, że nie wszystko zależy od nas.
Jakie są pani pomysły na nowe wydarzenia w ATElier Kultury?
Pomysłów jest bardzo dużo, ale zanim zaczniemy je realizować, chciałabym przede wszystkim wsłuchać się w głosy mieszkańców. ATElier Kultury ma być przecież miejscem dla ludzi i chcę, żeby mieszkańcy mieli realny wpływ na to, co się w nim dzieje. Zacznijmy od dzielnicy - Jeleń.
Chciałabym przenieść tam większy ciężar zajęć skierowanych do dzieci i młodzieży. Myślę też o powrocie zajęć tanecznych dla różnych grup wiekowych oraz o regularnych, comiesięcznych potańcówkach – takich naprawdę dla wszystkich. Chciałabym rozwijać współpracę z zespołem śpiewaczym Jelenianki, a także stworzyć dziecięcą grupę folklorystyczną. Ważna będzie dla mnie również współpraca z przedszkolami i szkołami oraz kontynuowanie partnerstw, które od wielu lat są już częścią działalności instytucji. Chciałabym także przywrócić Festiwal Przedszkolny i organizować więcej wydarzeń „pod chmurką”.
Centrum już dziś jest miejscem, w którym bardzo dużo się dzieje, i chciałabym tę różnorodność jeszcze mocniej rozwijać. To przestrzeń dla różnych pokoleń i różnych zainteresowań. Raz w miesiącu, w niedzielę, zapraszamy najmłodszych na spektakle w ramach Teatru Malucha. Działają tutaj aż cztery grupy teatralne prowadzone przez Stefana Warzyńskiego, mamy zajęcia muzyczne – rytmikę i sześć grup wokalnych, odbywają się próby zespołu Zadyrygowani, a także koncerty Orkiestry Kameralnej Archetti. Do tego dochodzą wystawy w Galerii Kameralnej i wiele innych wydarzeń.
Chciałabym, żeby Centrum nadal było przede wszystkim miejscem muzyki, teatru i sztuki, ale również miejscem spotkania – otwartym zarówno dla dzieci, młodzieży, dorosłych, jak i seniorów. Mamy tutaj ogromny potencjał i chcę go dobrze wykorzystać. Zależy mi na tym, żeby każdy mieszkaniec, niezależnie od wieku, mógł znaleźć coś dla siebie – czy będzie to koncert, spektakl, wystawa, zajęcia artystyczne, czy po prostu wydarzenie, na które przyjdzie z rodziną. Z kolei Klub Relax chciałabym jeszcze mocniej otworzyć na młodych. Widzę tam miejsce prób dla młodych zespołów, przestrzeń, w której będą mogli realizować własne koncerty i wydarzenia. Chciałabym, żeby odbywały się tam również potańcówki i imprezy okolicznościowe. To będzie także główne miejsce koncertów eM Bandu. Myślę więc o ATElier Kultury jako o jednej, spójnej przestrzeni, ale z różnymi miejscami i różnymi propozycjami dla mieszkańców. Chciałabym, żeby niezależnie od tego, czy ktoś przyjdzie do Centrum, Jelenia czy Relaxu, miał poczucie, że kultura jest naprawdę blisko niego
Za co ceni Pani ekipę ATElier Kultury?
Za ogromne zaangażowanie. To są ludzie naprawdę oddani swojej pracy i zakochani w kulturze. Kreatywni, pomocni, z sercem do drugiego człowieka. Są profesjonalni w każdym calu, ale jednocześnie bardzo blisko mieszkańców. Znają ich potrzeby, bo po prostu żyją między nimi. To ogromna wartość. Cenię ich również za to, że potrafią patrzeć na kulturę szeroko – nie tylko przez pryzmat wydarzeń, ale przede wszystkim ludzi, którzy w tych wydarzeniach uczestniczą. Mam poczucie, że mamy naprawdę świetny zespół.
Czy powróci pani autorska „Jesień Organowa” w nowej odsłonie?
Jesień Organowa jest bardzo bliska mojemu sercu. Wiele lat temu, przy okazji zakupu instrumentu do Parafii pw. Narodzenia NMP, powstał właśnie ten projekt. Mam do niego ogromny sentyment.
Przyglądam się możliwościom i rodzi się we mnie pomysł, żeby w przyszłości zmienić formułę tego festiwalu i sprawić, by objął całe Jaworzno. W końcu nie brakuje nam tutaj pięknych instrumentów. Ale na ten moment powiedziałabym, że jest to zdecydowanie „pieśń przyszłości”. Chcę, żeby jeśli „Jesień Organowa” wróci, to wróciła w nowej formule, która dobrze wykorzysta potencjał naszego miasta.
Inne pasje, poza muzyką, które relaksują jak mało co?
Pieczenie i gotowanie. I zdecydowanie jestem królową meal prepu!
Naprawdę mnie to relaksuje. Lubię planować, przygotowywać, kombinować, co z czego zrobić. To taki moment, kiedy można trochę zwolnić, zrobić coś konkretnego i przy okazji zadbać o siebie i bliskich.
Jaki jest Pani sekret na sukces Zadyrygowanych?
Chyba wiara w to, że nie ma rzeczy, których nie możemy zrobić, dopóki żyjemy. Na początku wiele osób mówiło, że się nie uda. Ja chyba po prostu nie przyjęłam tego do wiadomości.
Ale sam entuzjazm nie wystarczy. Potrzebna jest konsekwencja, praca, cierpliwość i przede wszystkim ludzie, którzy chcą być razem. Zadyrygowani to nie tylko projekt muzyczny. To grupa młodych ludzi, którzy mają swoje charaktery, pomysły, problemy i marzenia. Trzeba umieć ich słuchać, dawać im przestrzeń, ale również wymagać. Myślę, że właśnie połączenie pasji, pracy i wiary w młodych ludzi jest naszym sekretem.
Czy sama siebie uznaje Pani za artystyczną indywidualność?
Nie wiem, czy to określenie do mnie pasuje. I chyba nie mnie to oceniać. Wiem natomiast, że muzyka jest bardzo ważną częścią mojego życia i że lubię szukać własnej drogi. Mam swoje pomysły, czasami pewnie dość szalone, i nie boję się ich realizować. Może więc zamiast „artystycznej indywidualności” powiedziałabym po prostu, że jestem sobą i lubię działać po swojemu.
Czy życie kulturalne miasta wymaga nowych świeżych pomysłów?
Zawsze. Kultura nie może stać w miejscu, bo ludzie się zmieniają, zmieniają się ich potrzeby, sposób spędzania wolnego czasu i oczekiwania wobec instytucji kultury. Ale świeże pomysły nie oznaczają dla mnie wyrzucania wszystkiego, co było wcześniej. Wręcz przeciwnie. Chcę czerpać z tego, co przez lata zostało wypracowane, pielęgnować dobre rzeczy i jednocześnie szukać nowych dróg. Najważniejsze jest dla mnie to, żeby ATElier Kultury było miejscem, do którego mieszkańcy chcą przychodzić. Niezależnie od wieku. Miejscem, w którym można coś zobaczyć, usłyszeć, nauczyć się czegoś nowego, ale też po prostu spotkać drugiego człowieka.
Co kojarzy Pani z powiedzeniem „chwytaj chwile”? Co daje Pani szczególną radość?
Przede wszystkim czas z bliskimi. Tak naprawdę nieważne, co robimy. Spacer, góry, woda, kino, wspólne gotowanie – wszystko jest cudowne, kiedy możemy być w tym razem. Chyba właśnie tego uczę się najbardziej: że nie zawsze trzeba szukać wielkich wydarzeń. Czasami najpiękniejsza chwila to ta zupełnie zwyczajna, jeśli dzielimy ją z ludźmi, którzy są dla nas ważni.
Czy powiedzonko „Gwiazda, nie ma wątpliwości”, to o Pani?
Nie znam tego powiedzenia! (śmiech) Jeśli ktoś postrzega mnie jako „gwiazdę”, to jest to dla mnie raczej zaskakujące. Ja po prostu wykonuję swoją pracę z należytym zaangażowaniem, ale też z ogromną radością, że mogę w życiu robić to, co kocham. Nie czuję się gwiazdą. Czuję się osobą, która ma dużo energii, dużo pomysłów i chyba nie potrafi usiedzieć w miejscu.
Czego życzy sobie Pani na nowej zawodowej drodze?
Dobrych ludzi wokół. To chyba najważniejsze. I chciałabym, żeby nie opuszczało mnie moje tak zwane „szaleństwo”. Ta energia, która każe mi próbować, wymyślać, działać i czasami robić rzeczy, o których inni mówią: „To się nie uda”. Kocham życie, które mam, i bardzo się cieszę, że mogę być właśnie w tym czasie i w tym miejscu. Chciałabym po prostu tę radość zachować, a przy okazji zrobić coś dobrego dla mieszkańców Jaworzna i dla naszej kultury.
Bardzo dziękuję za rozmowę, życzę dalszych sukcesów Ela Bigas
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze