Tegoroczny IV Festiwal Orkiestr Dętych odbył się 15 sierpnia, czyli można uznać, że miejskie uroczystości na okoliczność rocznicy Bitwy Warszawskiej się właściwie odbyły. Wydarzenie zorganizowało MCKiS.

Wprawdzie był to mały festiwalik ledwie na trzy orkiestry dęte i jeden zespół mażoretek, ale z przekonaniem należy stwierdzić, że organizator poszedł w jakość. Wszystkie orkiestry brzmiały wyśmienicie i zebrały gromkie brawa, a mażoretki – jak je zapowiedziano – to najprawdziwsze mistrzynie w swojej dziedzinie.


Tak więc zaprezentowały się Orkiestra Tauron Wytwarzanie S.A. Oddział Elektrownia Łaziska, Orkiestra Dęta Jura Family z Żarek, Orkiestra Dęta Zakładu Górniczego Sobieski i Ligockie Mażoretki „Akcent”.
Trzeba przyznać, że każda z orkiestr repertuar dobrała bardzo akuratny, do gustu publiki, a więc taki co to nóżki same pod niego chodziły. Publika bawiła się doskonale, czyli wesoło spędziła ten festiwalowy czas i nawet saharyjskie upały były jej nie straszne.
Orkiestra z Łazisk brawurowo wykonała m.in. muzykę z filmów „Flinstonowie” i „Jak rozpętałem II Wojnę Światową”, zagrano też wiązankę polek czeskich i ambitnie „It’s my life” Bon Jovi.
Dyrygent Orkiestry Bogusław Plichta na pytanie o to, jak tworzy się taką świetną orkiestrę dętą odparł, nie bez racji, że rzecz idzie o „mało zmian”. - Orkiestra w tamtym roku miała 80 lat, ja jestem trzecim kapelmistrzem – skwitował pan Bogusław. - Dobiera się muzyków pod dane potrzeby kapelmistrza.
Do sukcesów orkiestra zalicza występ w Barcelonie na festiwalu Golden Sardana, czyli katalońskiego tańca narodowego.

Piotr Krawczyk, dyrygent jaworznickiej orkiestry dętej z ZG Sobieski powiedział nam, że zagrają jak zwykle bardzo ciekawie, nowocześnie a wszystko jest tajemnicą. Z prawdą się pan dyrygent nie rozminął, niespodzianką był występ dwójki orkiestrowych wokalistów, z którymi ochoczo sobie publika podśpiewywała, kto przecież nie zna Karolinki z Gogolina.
Równie porywający program zaproponowała orkiestra Jura Family. Ta pokusiła się o muzykę z filmu „07 zgłoś się”, utwory Sylwii Grzeszczak, a nawet Lady Gagi.
Publika była wyraźnie zadowolona i jak skwitowano ten festiwal „dobrze, że coś się dzieje”. Dodajmy, że muzycy orkiestr dętych to bardzo mili „ludkowie”, może nawet nieco ekscentryczni, bo przecież budzą nad ranem w Barbórkę pół miasta.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze