Reklama

Blog: Pożegnanie bez gitary

Gdyby na jaworznickie wydarzenia miejskie z ubiegłych lat spojrzał Adaś Miauczyński, z pewnością nie musiałby pisać nowego scenariusza. Bez problemu odegrałby po prostu kolejną scenę z Dnia świra. Przez lata w Jaworznie wszystko przecież odbywało się według tego samego, powtarzalnego do bólu rytuału. 11 listopada, 3 maja czy jakakolwiek inna uroczystość na rynku – nikt nawet nie musiał sprawdzać programu. Z góry wiadomo było, kto co powie i w którym momencie należy swoje odstać. Święta państwowe i miejskie imprezy przypominały idealnie wyreżyserowaną, wypłowiałą rutynę. Ale coś zaczyna pękać. W powietrzu czuć wyraźną zmianę, bo do głosu dochodzi młodość.

Z politycznego punktu widzenia da się odczuć, że ostatnia kadencja Silberta mocno luzuje obyczaje i wpuszcza do miasta upragniony powiew młodości. Na samym szczycie lokalnej władzy coraz częściej widać nowe twarze i zupełnie inny styl. Z jednej strony mamy młodego wiceprezydenta, któremu po prostu chce się nawiązywać autentyczny kontakt z mieszkańcami. Z drugiej – przewodniczącego rady miasta, który lubi być między ludźmi i bez sztywności wdaje się w krótkie, swobodne rozmowy. To przeciwieństwo nieco pretensjonalnego, napuszonego tonu, do którego przyzwyczaił nas Silbert.

A przecież przykład idzie z góry. Odświeżenie kadrowe w miejskich instytucjach – takich jak Atelier Kultury czy MCKiS – przyniosło jakość, jakiej dawno u nas nie było. Słynne powiedzenie mówi: „Jeśli czegoś nie da się zrobić, dajcie to komuś, kto o tym nie wie – i on to zrobi”. I to się sprawdza. Zespoły Atelier Kultury, mimo trudniejszych czasów dla młodzieży, potrafią tworzyć nieszablonowe wydarzenia kulturalne, przyciągając młodych solistów i artystów dokładnie tak, jak to powinno wyglądać. Do tego dochodzi tętniący życiem od rana do wieczora Młodzieżowy Dom Kultury oraz odmłodzona kadra MCKiS-u.

Reklama

Już podczas tegorocznych Dni Jaworzna wyraźnie dało się odczuć zmianę myślenia. Miejska oferta przestała być podniosła i wielce filozoficzna, a stała się bardziej społeczna, komercyjna i – po prostu – nastawiona na to, czego mieszkańcy naprawdę oczekują: na dobrą rozrywkę bez nadęcia i politycznej otoczki.

Skąd jednak akurat teraz ta refleksja? Wystarczy spojrzeć na najnowsze inicjatywy MCKiS- -u, a w szczególności na miejskie potańcówki, które na nowo ożywiają nasz rynek. Pierwszy szlak przetarli Santo i Ewelina, lokalni propagatorzy włoskiej kultury – pokazali, że wystarczy odrobina chęci, para głośników i DJ, by ludzie wyszli z domów i po prostu dobrze się bawili. Świetnie, że MCKiS podchwycił ten pomysł i kontynuuje go nie tylko w centrum, ale i w poszczególnych dzielnicach. Tworzy się z tego naprawdę kapitalna impreza tak jak w ubiegłą sobotę.

Reklama

Koszt organizacji jest niewielki, a efekt? Prawie tysiąc osób na rynku. Parasole u restauratorów pozajmowane do ostatniego miejsca, handel kwitnie, ludzie jedzą lody, piją kawę – wreszcie czuć, że to miasto naprawdę żyje! A za konsoletą młoda DJ-ka, której szczery zapał udziela się wszystkim dookoła. Czuć, że nikt tu niczego nie robi na siłę i pod publiczkę.

Okazuje się, że jak się bardzo chce, to się da. I wcale nie trzeba wielkiej polityki – na finale imprezy naprawdę nie musi już grać na gitarze Silbert. Adaś Miauczyński może wreszcie odetchnąć i pójść potańczyć.

Reklama

Franciszek Matysik

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/08/2026 13:00
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Basiek - niezalogowany 2026-08-01 13:08:06

    Święta prawda.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama