Opowieść o tym, dlaczego współczesne manifestacje emerytowanych górników z Jaworzna przypominają misje wysokiego ryzyka – gdzie najgroźniejszym przeciwnikiem bywa brak immunitetu, syndrom dnia następnego oraz... kategoryczny nakaz aresztu domowego wydany przez własną żonę.
– Byłeś, detektywie, na tej ostatniej manifestacji w Warszawie, zabezpieczać tyły, zbierać poszlaki? – zapytał Młody, mieszając kawę z taką werwą, jakby próbował wywołać małe tornado w papierowym kubku.
– Młody, ja już jestem na takim etapie operacyjnym, że unikam wyjazdowych akcji związkowych. Za duże ryzyko zawodowe – odparł, strzepując wyimaginowany pyłek z klapy wysłużonego trencza, po czym ponuro spojrzał przez okno na szare ulice Jaworzna.
– Jakie ryzyko? Przecież przeglądałem materiały z monitoringu. Połowa zebranych to figuranci w twoim wieku. Wtopiłbyś się w tłum jak kameleon.
– Tu nie chodzi o kamuflaż ani o moje trzeszczące stawy, choć raporty medyczne jasno wskazują, że do maratonów się już nie nadaję. Chodzi o obrażenia wewnętrzne. Główne zagrożenie nie czai się na barykadach, tylko w autokarze. Konkretnie: u Krzyśka z zaopatrzenia.
– U Krzyśka? Przecież on wygląda niegroźnie. Brak motywu, brak kartoteki.
– Niegroźnie? Ten człowiek przemyca w plastikowych butelkach substancję tak żrącą, że można by nią usuwać rdzę z pomnika drwala na naszym rynku. Kiedy wyciąga ten swój twardy dowód rzeczowy prosto z puszczy, nikt nie potrafi odmówić. To wręcz zbrodnia przeciwko solidarności grupowej.
– Fakt, na mieście krążą plotki, że Krzychu ma to swoje słynne paliwo wysokooktanowe.
– Właśnie. Temperatura w autokarze rośnie, emocje gęstnieją, więc jeszcze w drodze na miejsce zbrodni… to znaczy, pod stolicę, towarzystwo uważa, że musi je jakoś zneutralizować duchem puszczy. Kiedyś to były potężne operacje. Pamiętam akcję, w której Krzysiek prowadził tak intensywną degustację na tyłach wozu, że do samej Warszawy w ogóle z niego nie wysiadł. Odpadł w trakcie dojazdu na wizję lokalną.
– Ale Szefie, te czasy już minęły, prawda? Tropy wskazują, że teraz opon się już nie pali, to i pewnie nie pije się w takich ilościach. Pełna kultura, nowe wytyczne.
– Naiwność to piękna cecha u początkujących śledczych. Weryfikowałem wczoraj zeznania jednego z naszych byłych posłów z Jaworzna. Przewodniczący partii, gruba ryba. Wiesz, jaka u niego teraz sytuacja operacyjna? Został objęty ścisłym aresztem domowym.
– Żartujesz! Kto wydał nakaz?
– Żona. Kategoryczny zakaz opuszczania terytorium z górnikami. Zeznaje, że boi się o jego bezpieczeństwo, ale prawda jest taka, że byłemu politykowi bez immunitetu po prostu nie wypada wracać z misji zygzakiem. W tym wieku organizm potrzebuje co najmniej dwóch dób na zatarcie śladów w wątrobie.
– No tak, dowody biologiczne ciężko zatuszować. Ale słyszałem, że w tych kręgach występują też ofiary bezkontaktowe.
– Dokładnie, Młody. Powikłania psychologiczne. Niektórzy wracają z akcji trzeźwi, kładą się spać, a w środku nocy budzą żony, drąc się przez sen o rudej wronie. Przy takich nocnych przesłuchaniach we własnym łóżku senior łatwo może dostać zawału.
– Czyli wychodzi na to, że to gra niewarta świeczki?
– Raczej smutna statystyka dochodzeniowa. Średnia wieku w autokarze jasno wskazuje, że na pierwszej linii frontu walczą dziś sami emeryci. Ci z dołów, co mają jeszcze dość siły na prawdziwą zadymę, muszą niestety zostać w robocie. Ktoś w końcu musi tyrać na ten cały spektakl
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze