Reklama

Blog: Jaka ideologia, taki idol

Prawdziwa elita to zaledwie kilka procent społeczeństwa. Szuka się jej w operze, w salach filharmonii. Tam, gdzie króluje muzyka klasyczna. Dlaczego? Bo to sztuka wymagająca, zmuszająca do wysiłku, poświęcenia czasu i zrozumienia. Zrozumienie wyższych rejestrów kultury wymaga po prostu klasy. Tymczasem w politycznej codzienności, także tej lokalnej, pojęcie elity i autorytetu bywa drastycznie redefiniowane. Każda grupa polityczna, niezależnie od szerokości geograficznej, potrzebuje swoich mitów, swoich państwowych czy lokalnych narracji i – przede wszystkim – swoich bożków.

W Jaworznie lokalna klasa polityczna związana z Prawem i Sprawiedliwością wykreowała barda na miarę swoich potrzeb. Został nim Aleksander Tura. Jego czterdziestoletnia twórczość doczekała się potężnego uznania ze strony miejscowych działaczy. Radni Stanek i Pieczara zorganizowali huczny benefis w muzeum, a potem prywatne party z tortem w ogródku. Frekwencja dopisała, choć średnia wieku publiczności oscylowała wokół sześćdziesiątki.

Ten artystyczny fenomen udaje łagodność, dopóki nie trzeba uderzyć w politycznego przeciwnika. Gdy przychodzi rozkaz, satyra zamienia się w agresywny oręż wymierzony w „rudą wronę”. Prezydent Silbert, jako zadeklarowany pasjonat książek z zakresu psychologii społecznej i zarządzania, z pewnością doskonale potrafi skategoryzować tego wykonawcę. Wie, że ma do czynienia z radykałem, który od lat realizuje zlecenia na rzecz urzędu, dorabiając przy tym na różne sposoby.

Reklama

Postać jaworznickiego barda brzmi jak żywcem wyjęta z zupełnie innej literackiej rzeczywistości. Najbliżej mu do rewolucyjnych bojowników z Folwarku zwierzęcego George’a Orwella lub bezwzględnych graczy politycznych z Wyspy Pingwinów Anatole’a France’a. To typ rewolucyjnego barda – radykalnego katalizatora, który zamiast budować mosty, woli palić je za pomocą złośliwych pieśni i ośmieszania oponentów. W realnym społeczeństwie taka osoba bywa potężną, choć toksyczną bronią. Potrafi zmobilizować twardy elektoralny rdzeń i uderzyć w autorytet dotychczasowych liderów. Historia uczy jednak, że po wygranej walce nowa władza często musi takich radykałów wyciszać – ich agresja rzadko kiedy pozwala na spokojne budowanie czegoś trwałego.

Gdy portal jaw.pl opisał ten występ z kronikarskiego obowiązku, na redakcję spłynęła fala krytyki. Rola niezależnych mediów polega jednak na relacjonowaniu rzeczywistości bez oceniania samej techniki śpiewu. To, co budzi autentyczne zdziwienie, to głęboki dysonans ideologiczny. Mówimy o ugrupowaniu, które chętnie odwołuje się do wartości katolickich. Tymczasem miarą sprawności politycznej staje się tutaj zdolność do chamskich przytyków, obrażania i agresji. Trudno w tych pieśniach szukać słów o pojednaniu, przebaczeniu czy chrześcijańskiej pokorze. Występy w kościołach sprawiają raczej, że twórcy i ich mocodawcy zaczynają przypominać współczesnych krzyżowców, przekonanych, że muszą mentalnie niszczyć swoich przeciwników w imię wyższych racji.

Reklama

Wszystko to stanęło na głowie. Sam bard, mimo potężnego zaplecza i promocji, jednak mas nie porwał. W ostatnich wyborach samorządowych wylądował na szarym końcu listy z bardzo słabym wynikiem. Mieszkańcy zweryfikowali ten radykalizm przy urnach. Mimo to partyjni decydenci wciąż trzymają go w odwodzie, bo brutalna kampania może znowu wymagać ostrych narzędzi. Pozostaje mieć nadzieję, że granica agresji nie zostanie przesunięta jeszcze dalej.

Franciszek Matysik

Miejsce zdarzenia mapa Jaworzno
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/07/2026 13:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości