Historia jaworznickiego kościoła parafialnego jest niezwykle złożona i burzliwa. Parafia bowiem w tym miejscu powstała już w stuleciu czternastym. Pierwszy murowany budynek wzniesiono w stuleciu szesnastym. Był on też kilkukrotnie przebudowywany i rozbudowywany. Po raz ostatni w pierwszej połowie wieku dziewiętnastego.
W okresie międzywojennym podjęto wszak dość zaskakującą, ale jednocześnie zrozumiałą decyzję o budowie nowego obiektu sakralnego. Wiązało się to z faktem gwałtownego wzrostu populacji naszego miasta. Zaskakujące wszak było to, że w rzeczy samej nowy kościół miał stanąć w miejscu starego. Trudno w tym miejscu przesądzić na ile inwestycja ta miała być jedynie przebudową, a na ile zupełnie świeżym projektem. Z kontekstu wnosić można jednak, że planowano wzniesienie zupełnie nowego obiektu, który ewentualnie mógł „wchłonąć” stary budynek. Wskazuje na to nie tylko zupełnie inny styl architektoniczny wznoszonego, nowego obiektu, ale także to, że oś nowej świątyni przebiegała inaczej niż tej starej. Obydwa budynki stały więc pod innymi kątami. Samą zaś budowę nowego kościoła rozpoczęto tuż przez drugą wojną światową. Przed wojną wznieść zdążono prezbiterium wraz z transeptem. Natomiast okres wojny wstrzymał wszelkie prace budowlane, co spowodowało, że na Placu św. Jana stały poniekąd dwa kościoły; pierwszy to ten stary, a drugi to spory fragment tego, którego budowę właśnie rozpoczęto. Pomiędzy dwoma gmachami była kilkumetrowa przerwa.

Sytuacja nie zmieniła się zresztą także w okresie powojennym. Tym razem ze względów ideologicznych. Te zaś nie tylko hamowały budowę nowego kościoła, ale i finalnie doprowadziły do rozbiórki starego budynku kościelnego. Ze względu na celową eksploatację górniczą pod kościołem, ten zacząć pękać i niszczeć. Z czasem, ze względu na szkody górnicze i potencjalne zagrożenie dla wiernych, stary kościół, zamknięto, wyłączając go z użytku i przeznaczono do rozbiórki. Po kilku latach decyzję wcielono w życie. Ale przez cały ten czas konieczny był w mieście obiekt, który pełniłby funkcję kościoła. Ponieważ zaś stary budynek nie nadawał się do użytku, to postanowiono wykorzystać nową część w tym właśnie celu.

W związku z planami użytkowania nowego gmachu należało go przygotować. A tutaj niezbędny był chociażby ołtarz. Postanowiono wiec wówczas, że przy okazji rozbiórki starego kościoła, jego główny ołtarz, sprowadzony w XIX wieku z Krakowa, a przedstawiający św. Józefa, nadal będzie głównym ołtarzem. Można by rzecz jasna zapytać jak to możliwe, skoro lokalizacja głównego ołtarza w starym kościele nie pokrywała się z tą nową? Sprawa z pozoru wydawała się złożona, ale i wykonalna. Otóż główny ołtarz ze św. Józefem rozebrano na kawałki i przetransportowano do „nowego kościoła”. Odcinek, jaką ów ołtarz musiał przebyć, wynosił dobre kilkanaście metrów. Była to rzecz logiczna, posiadająca prosty przekaz wskazujący na pewną ciągłość świątyni, nie tylko tą sakralną, ale i faktyczną. Główny ołtarz miał więc być nadal ołtarzem głównym, a nowa świątynia miała obejmować wspomniane, nowe prezbiterium z transeptem. Obecnie jest to ta tylna część dzisiejszego kościoła bez „charakterystycznej hali”, czyli tej najnowszej części, dobudowanej po rozbiórce starej świątyni. Był to metraż niezbyt wielki. Ze względu na konieczność zamknięcia, a potem rozebrania starej części oraz przez wzgląd na fakt, że kościoła dolnego jeszcze nie zbudowano, innego wyjścia nie było.

Jednak to co w sprawie jest najbardziej zastanawiające to to, że stary, główny ołtarz nie został posadowiony tam, gdzie miał się znajdować ołtarz główny jako taki. Ulokowano go bowiem tam, gdzie stoi do dziś, w więc po boku. A przecież miejscem ołtarza głównego była część usytuowana na północ, czyli tam, gdzie główny ołtarz stoi dziś. Skąd taka rozbieżność? Otóż brała się ona z pewnej tymczasowości ówczesnego rozwiązania. Docelowo planowano bowiem nowy, wielki ołtarz, gabarytowo adekwatny do rozmiarów nowego kościoła ulokować tam, gdzie jest dziś. Wiedziano jednocześnie, że dotychczasowy ołtarz, jako główny w nowym budynku byłby po prostu za mały.

A jednak przeniesiono go do nowego budynku, ale sadowiąc po boku, od strony ulicy św. Barbary. Chciano go zapewne uhonorować jako ważny relikt dawnej świątyni. Ale powód był jeszcze jeden. Tymczasowa, prowizoryczna świątynia usytuowana została na innej osi ze względów pragmatycznych. Prowizorycznie ołtarz boczny stał się na jakiś czas głównym, a wierni zwróceni byli właśnie w jego kierunku. Wejście do kościoła znajdowało się natomiast po drugiej stronie, czyli od strony zakrystii. Prezbiterium, to dzisiejsze, stało się więc na jakiś czas „boczną wnęką”. Docelowo natomiast zdawano sobie sprawę z tego, że po zakończeniu budowy nowego kościoła, ołtarz św. Józefa będzie ołtarzem bocznym, a główny ołtarz stanie w nowym prezbiterium. I docelowo tak się właśnie stało. I chyba właśnie dzięki temu, jeden z najważniejszych reliktów po starym budynku kościelnym przetrwał do dziś, będąc na wyposażeniu nowego kościoła.
JAROSŁAW SAWIAK
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze