Reklama

Kazania Księdza Józefa Guta

Kazania Józefa Guta proboszcza parafii Św. Elżbiety Węgierskiej, z Jaworzna Szczakowej.

KAZANIE: WNIEBOWZIĘCIE NMP 2026

Ostatnio w Internecie znalazłem opowiadanie, które mnie bardzo poruszyło. Ukazuje ono historię kobiet mieszkających w małej wiosce pomiędzy górami. Te kobiety skrajnie zmęczone trudem codzienności, postanowiły skończyć ze swoim szarym, pełnym cierpienia życiem. Dotarła bowiem do nich wieść o wspaniałym Królestwie, gdzie panuje dobroć i miłość, a władzę sprawuje mądry król. Wyruszyły więc w drogę, wraz z innymi, którzy do nich dołączyli.

Jednak trudy podróży, zmęczenie i lęki sprawiły, że po kolei się załamywały. Gdy siły niemal całkowicie opuściły wędrowców, stało się coś niezwykłego. Oto spotkały rycerzy królestwa do którego podążały. Okazało się też, że razem z nimi idzie ta, która była Matką mądrego Króla. Została rozpoznana przez Syna i wszystkie weszły do Królestwa Światła.

Reklama

***

Ta historia, może być głębokim obrazem naszego ludzkiego życia.

Oto każdy z nas nosi w sobie pragnienie szczęścia. Często jednak czujemy się jak te kobiety z wioski – przytłoczeni codziennymi obowiązkami, cierpieniem i grzechem. W głębi serca czujemy jednak, że nie zostaliśmy stworzeni do szarości, ale do czegoś znacznie większego – do Bożego Królestwa, gdzie panuje miłość, pokój i radość w Duchu Świętym.

Wyruszamy więc w drogę wiary. Chcemy iść do Boga, chcemy zmienić swoje życie. Jednak wierność Ewangelii nie jest łatwa. Na drodze pojawiają się przeszkody: pokusy, zranienia, i brak siły, a nierzadko rani nas też najgorsza trucizna - zniechęcenie. Jakże często – tak jak bohaterki opowiadania – załamujemy się, tracimy nadzieję i pytamy: „Czy to w ogóle ma sens? Czy dojście do tego Królestwa jest możliwe?”

Reklama

I w tym najtrudniejszym momencie spoglądamy na Maryję. A Ona nie patrzy na nas z dalekiego, niedostępnego tronu. Ona idzie z nami po tym samym zakurzonym gościńcu życia.

Również ja doświadczyłem tego w ważnym momencie swojego życia. Gdy chodziłem szkoły średniej nie lubiłem odmawiać Różańca. Kojarzył mi się ze starszymi paniami, które siedzą w kościele i klepią paciorki. Ale przyszedł czas prawdziwej próby i pytanie: Mam iść do seminarium, czy nie? Mam powołanie do kapłaństwa czy nie mam? I stała się rzecz przedziwna. Właśnie wtedy w tej udręce pytania Pana Boga i pytania siebie pojawił się Różaniec. Odmawiałem go z zaciśniętymi zębami przez kilka miesięcy a najtrudniej było mówić: Bądź wola twoja jako w niebie tak i na ziemi. Bo nie wiedziałem jaka jest wola Boża i nie wiedziałem jaka powinna być moja wola. Jednak ta modlitwa powoli przemieniała moje myślenie, moje lęki i pytania. I to dzięki niej przyszedł taki poranek, gdy wstałem z łóżka i wiedziałem: mam być księdzem! Od tego czasu jestem pewien, że dobrze wybrałem i nie żałuję tego. A pomogła mi w tym Maryja, która uratowała mnie przez Różaniec. Bo wtedy gdy przychodzi prawdziwy problem, nie liczą się piękne słowa, tylko proste wołanie - takie jak w Różańcu.

Reklama

Dzisiejszy dzień –uroczystość Wniebowzięcia Najśw. Maryi Panny przypomina prawdę, że jest Ona Królową Nieba i Ziemi, ale przede wszystkim Matką KrólaJezusa Chrystusa. Maryja najlepiej zna serce swojego Syna. Zna też trudy naszej drogi, bo sama doświadczyła ucieczki, ubóstwa i niepewności a zwłaszcza próby wiary pod krzyżem Chrystusa.

Dlatego na koniec tego rozważania niech poruszy nas Słowo dzisiejszego dnia:

Jeśli czujesz zmęczenie drogą, jeśli Twoja wiara przygasła pod wpływem codziennych problemów – nie wracaj do szarości dawnego życia. Spójrz na Maryję.

Reklama

I pamiętaj - Nie jesteś sam. Idzie z Tobą Królowa, która dobrze zna drogę do domu swego Syna. Zaufaj Jej i daj się poprowadzić do Królestwa Prawdy, Sprawiedliwości, Wolności i Miłości,/ które nie ma końca//. Amen.

 

 

KAZANIE 20 NIEDZ. ZWYKŁA A 2026

A ona przyszła, padła Mu do nóg i prosiła: «Panie, dopomóż mi». On jednak odparł: «Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom». A ona odrzekła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów».

Całe lata nie mogłem zrozumieć tych słów Pana Jezusa. On Miłosierny a w taki pogardliwy sposób mówił do biednej potrzebującej kobiety? Coś mi się nie zgadzało, ale ostatnio spróbowałem popatrzeć głębiej.

Reklama

***

Ludy żyjące obok siebie w tamtych czasach miały wobec siebie różne uprzedzenia. „Przezwiska” i wzajemna pogarda nie były jednostronne. Każda ze stron uważała siebie za lepszą – Izraelici ze względu na Przymierze z jednym Bogiem, nazywali wyznawców fałszywych bogów "psami". Natomiast Kananejczycy ze względu na swoją przewagę cywilizacyjną i bogactwo traktowali Hebrajczyków jako dzikusów i przybłędy bez ziemi, którzy wywoływali niepokoje w Kanaanie. Gdy dodamy do tego jeszcze wojny i zdobycie ziemi Kanaan przez Izraelitów trudno się dziwić, że nie patrzyli na siebie przyjaźnie. 

Reklama

I oto przychodzi kobieta wyznająca wiarę w innych bogów i prosi o pomoc - kogo? żydowskiego Nauczyciela z wrogiego kraju. Co by powiedzieli jej rodacy, gdyby to zobaczyli? Ona klęcząca przed wrogiem i ufająca bardziej Jemu, niż bóstwom swoich ojców? Dla swojej córki podważyć to w co wierzyli jej przodkowie - to było coś absolutnie wyjątkowego. Nawet Apostołowie byli w wielkim szoku i doradzali Jezusowi: odpraw ją, wrogom się nie pomaga. I dopiero z tej perspektywy można zrozumieć słowa Jezusa: «Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom». To znaczy: Moi ludzie z Izraela wierzą w jednego Boga, a twoi nie. Jak mogę zabrać jedzenie Izraelitom i rzucić je psom, jak was nazywają? 

My tego nie rozumiemy, ale kobieta bardzo dobrze to zrozumiała i odrzekła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów». To znaczy: nie należę wprawdzie do twojego narodu, ale ja przyszłam do Ciebie, bo bardziej wierzę Tobie, niż bóstwom mojej rodziny. Ja wierzę, że Ty uratujesz moją córkę. 

Reklama

Wtedy Jezus jej odpowiedział: «O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!» 

***

Gdy uświadomiłem sobie wielkość wiary kobiety kananejskiej dotarła też do mnie prawda, że również w naszym życiu możemy być świadkami podobnych decyzji. I wtedy przypomniałem sobie sytuację sprzed lat. Otóż w trakcie któregoś ze spotkań wspólnoty oazowej nagle wybiegła salki jedna z dziewcząt, Poszedłem za nią pytając: co się stało? A ona mówi: Ja nie mogę tu być. Dlaczego? pytam, - Bo ja jestem niewierząca… Po chwili rozmowy okazało się, że przez całe lata nie chodziła na religię i nie miała nic wspólnego z Kościołem, jednak na prośbę swojej przyjaciółki zaczęła przychodzić na spotkanie Oazy. W tym dniu jednak zrozumiała, że coś musi z sobą zrobić. Po tej rozmowie podjęła decyzję, że będziemy się spotykać, aby mogła się przygotować do przyjęcia chrztu świętego. Gdy mówiliśmy o prawdach wiary i moralności, ona często przerywała i mówiła: Tak, ja też tak myślę, ja też tak cały czas wierzę. A gdy przyszedł temat modlitwy, wtedy ze wzruszeniem opowiedziała, że gdy była mała i nie mogła chodzić na religię bo Tata jej nie pozwalał, to zamykała się w łazience, żeby nikt jej nie widział, klękała przy wannie i tam modliła się do Boga... Po kilku miesiącach spotkań przyszedł ten dzień, gdy w kościele wraz z Przyjaciółmi z Oazy ta dziewczyna wyrzekła się szatana i wyznała wiarę w Boga Żywego a potem na jej głowę lała się woda i wszyscy słyszeli te słowa: Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego... Obok niej stała chrzestna - jej  przyjaciółka, która ją przyprowadziła do Kościoła i trochę starszy kolega Animator. Wszyscy obecni w kościele byli wzruszeni, bo wiedzieli, że to był cud… Po Chrzcie świętym zaczęła z radością chodzić do kościoła i korzystać z sakramentów świętych.  Ona również spotkała Boga żywego i uwierzyła w Niego, jak Kobieta Kananejska, bo miłosierdzie Boże jest otwarte zawsze i dla wszystkich.

Reklama

Czego uczy nas Kobieta Kananejska?

Najpierw cierpliwości. Kobieta nie dała się zniechęcić ani milczeniem Chrystusa, ani niechęcią uczniów, a my często poddajemy się po pierwszej nieudanej próbie. Tymczasem prawdziwa wiara to nie chwilowy zachwyt, lecz nieustanne wołanie do Boga, nie dlatego, że On nie słyszy, ale że w tym czasie umacnia się nasza wiara.

Uczy nas także pokory zamiast postawy roszczeniowej. Dzisiejszy świat mówi: „To mi się należy!”. A nam tak łatwo przenieść to na zachowanie wobec Boga: „Chodzę do kościoła, jestem dobrym człowiekiem, więc Bóg musi natychmiast spełnić moją prośbę”. Kobieta Kananejska nie miała żadnych zasług ani praw. Wiedziała, że wszystko jest łaską. Zgodziła się na „okruszyny” z Bożego stołu, bo wiedziała, że nawet jeden mały okruch Bożej łaski wystarczy, by uzdrowić całe jej życie.

Reklama

***

Na koniec tych rozważań zechciejmy przyjąć słowo do przemyślenia na ten tydzień:

Po pierwsze: Bóg nie jest automatem do spełniania życzeń, do którego wrzuca się modlitwę i od razu wypada gotowy cud. Bóg jest Ojcem, który dba o umocnienie nas w drodze do nieba.

Po drugie: Jeśli przeżywasz dziś czas, w którym wydaje ci się, że Bóg milczy gdy Ty wołasz– nie poddawaj się, spójrz na Kobietę Kananejską. I przychodź do Chrystusa dokładnie z tym, co masz: ze swoim zmęczeniem, niepokojem i bezsilnością. Powiedz Mu: „Panie, potrzebuję choćby okruszyny Twojej miłości”. I nie bój się, Bóg nie zlekceważy serca, które ufa Mu do końca. Amen.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama