Reklama

Słowo na niedziele: Kto przetrwa na rynku pracy?

Wielu, i to zarówno pracodawców, jak i pracobiorców czytając przypowieść Chrystusa o pracownikach winnicy, zatrudnianych przez właściciela o różnych porach dnia, i jednakowo wynagrodzonych, wkłada ją do zbioru pobożnych bajek, które z realiami rynku pracy nie mają nic wspólnego. Nieco bardziej pobożni, koncentrują się na jej alegorycznym znaczeniu. Widzą w niej obraz niepojętej dla człowieka sprawiedliwości Boga, która to, zważywszy Jego wszechwiedzę, łączy się z Jego miłosierdziem. Dlatego to właśnie, Dobry Łotr w ostatniej minucie swojego ziemskiego życia, wchodzi do Królestwa Chrystusa. Są też i tacy, którzy widzą tu aluzję do Narodu Wybranego i Nowego Ludu, który zostanie zrównany z Żydami.

W głowach słuchaczy Chrystusa powstają też i takie pytania: - Czy Jego przypowieść o pracownikach w winnicy, ma tylko i wyłącznie teologiczne znaczenie? - Czy istnieje możliwość bezpośredniego przełożenia jej na życie? - Jak odczytać tę przypowieść dzisiaj, w dobie AI, kiedy to zatrudnienie pracownika, przestało być interpersonalną relacją?

Aby lepiej zrozumieć przesłanie Chrystusowe, wejdźmy w świat ówczesnych pojęć. Było zwyczajem, że szukający pracy gromadzili się w miasteczku na określonym placyku, który pełnił funkcję swoistego rodzaju urzędu pracy. Ewangeliczny właściciel winnicy przychodził tu o różnych godzinach dnia. Mamy wymieniony wczesny ranek, godzinę trzecią, szóstą, dziewiątą i jedenastą. Warto wiedzieć, że przy braku zegarków, dzielono przedział czasu między wschodem a zachodem słońca na 12 odcinków, czyli godziny. Noc zaś na 4 odcinki, zwane strażami. Gospodarz winnicy tylko z robotnikami zatrudnionymi wczesnym rankiem umówił się o denara za cały dzień pracy, co było uczciwym wynagrodzeniem. Zatrudnionym o godzinie trzeciej powiedział: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Ostatni, których przyjął, usłyszeli tylko: Idźcie i wy do winnicy.

Reklama

Problem pojawił się w momencie wynagradzania robotników za wykonaną pracę. Właściciel kazał rządcy zwołać w tym celu robotników i wypłacić wszystkim równo po denarze, począwszy od tych, którzy zaledwie godzinę pracowali. Na pewno wielu, patrząc z ludzkiego punktu widzenia, doskonale rozumie nadzieje, jakie powstały i rozgoryczenie w umysłach tych, którzy pracowali cały dzień. Ta transparentna postawa gospodarza sprawiła, że dyskusja na temat wynagrodzenia mogła odbyć się zaraz, a powstające wątpliwości można było wyjaśnić natychmiast. Tajne wynagrodzenie i tak by wyszło na jaw, a ilość dowolnych interpretacji byłaby nie do ogarnięcia.

Właściciel winnicy okazał miłosierdzie, które nie było kaprysem. Kiedy zatrudniał ostatnich, wprost zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? W odpowiedzi usłyszał: Bo nas nikt nie najął. Widział ich gotowość do pracy i determinacje, zapewne i życiową potrzebę, skoro nawet godzina pracy była dla nich ratunkiem. Mógł dać im po prostu, jałmużnę, ale wybrał bardziej godną formę. Okazanie im miłosierdzia, na które mógł sobie pozwolić, było niewątpliwie aktem sprawiedliwości, która z tą ludzką nie ma wiele do czynienia. Właściciel winnicy zatrudnionych o poranku nie skrzywdził, albowiem o denara byli umówieni.

Reklama

Patrząc w przyszłość, odważyłbym się powiedzieć, że pracodawca zachował się genialnie. Przede wszystkim dał pracownikom poczucie bezpieczeństwa. Dał szkołę wrażliwości, która nie ma nic do czynienia z naiwnością. Przetestował serca i umysły pracowników. Mogą wyobrazić sobie, że kiedy następnego dnia będzie werbował pracowników, w pierwszej kolejności zatrudni zdeterminowanych, a nie tych, którzy patrzą na rzeczywistość złym okiem. Taka firma nigdy nie upadnie.

Właściciel winnicy jest w tej przypowieści obrazem Boga Ojca. Do tego obrazu jesteśmy wezwani wszyscy. Jezus wyraźnie powie: Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 6,36). Pobożność ewangelicznego pracodawcy musiała przekładać się zarówno na relacje domowe, jak i biznesowe. Jawi się on, jako człowiek do spodu uczciwy i odpowiedzialny. Jego postawa jest niejako zalogowaniem się w Bogu, dla którego nie ma nic niemożliwego!

Reklama

Przed paroma dniami, odbyliśmy z młodym Adwokatem, zajmującym się również rynkiem pracy interesującą dyskusję na temat przypowieści pracownikach w winnicy. Postawiliśmy sobie pytanie: jak się ma jej przesłanie do współczesnych realiów, kiedy to coraz częściej maszyna decyduje o zatrudnieniu człowieka, który będzie sprowadzany do roli robota? Szokujące było to, jak na nasze pytania zareagowała sztuczna inteligencja. Przypowieść Chrystusa nie pasuje zdaniem AI do współczesnych modeli rynku pracy w żadnym przypadku. Nie można jej odmówić ponadczasowej mądrości i wyjątkowości w światowej myśli o ludzkiej i ludzkiej dobroczynności, ale pojętej tylko w ramach koncepcji filozoficznych. W niezwykle długim wywodzie jasno kształtuje się granica, której sztuczna inteligencja nie może przekroczyć – jest nią odpowiedzialność i miłosierdzie oparte na relacji z Bogiem Ojcem.

Tymczasem, tylko ci, którzy tę granicę przekraczają, będą w stanie jutro przetrwać na ryku pracy!

Reklama

Najwyższy czas, aby postawić sobie pytanie: jak dalece moja relacja z Ojcem Niebieskim owocuje w moim postępowaniu miłosierdziem?

 

Ks. Lucjan Bielas

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości