Rozpoczynam każdą modlitwę, kreśląc na sobie znak Krzyża świętego i jednocześnie wypowiadam słowa początku mojej modlitwy: W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Z tą świadomością, na jaką mnie w tym momencie stać, wchodzę w rzeczywistość dla mnie niepojętą, która ogarnia całe moje życie.
I tak jak już kiedyś stwierdziłem, ukształtował się w mojej głowie pewien obraz tej Boskiej rzeczywistości, jako „wirującej Miłości”. „Jeden Bóg w trzech osobach! Gdyby była w Bogu tylko jedna osoba, sama dla siebie, byłby to swoistego rodzaju narcyzm – jest jeden, doskonały i sam dla siebie, sam siebie podziwia. Gdyby były w Bogu dwie osoby i każda dawałaby każdej wszystko, byłby to egoizm – są tylko dla siebie. Tymczasem w Bogu są trzy osoby w fantastycznej relacji wirującej miłości. Każda każdej daje 100% i każda od każdej 100% przyjmuje. Ta trzecia osoba fantastycznie uwiarygadnia relacje pozostałych dwóch. To jak trzy płomienie jednej natury ognia, zjednoczone, a rozdzielne.
To w tej „wirującej Miłości” powstał pomysł na świat, powstał pomysł na człowieka i pomysł na mnie. To tu powstał plan uratowania człowieka, uratowania mnie, bo z tej rzeczywistości wyszedłem i do tej rzeczywistości wracam. Jest ona moim punktem wyjścia i punktem dojścia. Jest moim punktem orientującym całe moje życie. Inna wieczna rzeczywistość, mimo oferowanych różnych atrap, nie istnieje. Sam tej rzeczywistości Trójcy Przenajświętszej nie zrozumiem, ale też nie zrozumiem siebie bez niej”.
Niezwykłą orientację w świecie antycznych wierzeń, miał św. Augustyn. To właśnie on w traktacie De Trinitate, wskazał na miejsce, w którym każdy z nas może spotkać Boga Trójjedynego. Rzekł Bóg. Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam (Rdz 1,26). Tym miejscem jestem więc ja sam. Tajemnica Boga Trójjedynego jest więc wpisana przez Niego we mnie. Refleksja nad naszym istnieniem, nad wiedzą, miłością, nad pamięcią, rozumieniem i wolą, niezwykle pomaga w odczytaniu tego obrazu Boga. Tylko ten, kto kocha Boga, kocha siebie i kocha bliźniego, może ten obraz w sobie odczytać, albowiem BÓG JEST MIŁOŚCIĄ!
Ten obraz Boga – „wirującej Miłości” jest odczytany wtedy, kiedy kochamy siebie i kochamy naszych bliźnich.
Tę prawdę przybliżył światu papież Leon XIV w Encyklice MAGNIFICA HUMANITAS wydanej w trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji. AI potrafi wiele i będzie umieć jeszcze więcej, ale nie jest osobą, nie jest zdolna do miłości, choć takie potrafi sprawiać wrażenie. Aby ta rzeczywistość bardziej „hodowana” niż „konstruowana” przez człowieka służyła mu, a nie zagrażała, trzeba rozwijać „cywilizację miłości”. Jest to sieć ludzkich serc zakorzeniona w Bogu Trójjedynym przez Słowo, które stało się ciałem i zamieszkało pośród nas – przez Jezusa Chrystusa. Pośród różnych narzędzi, jakimi dysponuje świat, aby zachować pokój, równowagę i rozwój, „cywilizacja miłości” jest najważniejsza, albowiem jest osadzona w Bogu Wszechmogącym. Stanowi to gigantyczne wyzwanie dla Kościoła Chrystusowego doby współczesnej, a więc dla nas.
Wydanie Encykliki przez Ojca Świętego zbiegło się w moim życiu z rekolekcjami, które przeżyłem w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego wraz z malutką grupą młodzieży z tzw. pokolenia Z. Dla mnie, księdza o 50 lat od nich starszego, to doświadczenie było wyjątkowe. Przez fakt, że program rekolekcji układaliśmy wspólnie, uczestnicy mieli okazję do wyrażenia swoich potrzeb. Ci młodzi ludzie ukształtowani przez świat wirtualny, często pozamykani, poranieni „pandemią” , nierozumiani, a przede wszystkim niekochani, w spotkaniu z Chrystusem Eucharystycznym w pięknej liturgii, którą sami przygotowali, wspaniale odżyli i nabrali Ducha.
Jest tu oczywiście wiele innych wątków, ale utwierdziłem się w przekonaniu, że budowanie „cywilizacji miłości” spadnie przede wszystkim na młodych, lecz im trzeba pomóc, trzeba ich pokochać i z nimi być!
Ks. Lucjan Bielas
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze