Nie jest tajemnicą, że wieś Długoszyn, będąca dzisiaj jedną z dzielnic naszego miasta, przez niemal trzy stulecia podzielona była na dwie części. W 1519 roku bowiem zdecydowano, że lwia część osady pozostanie własnością krakowskich biskupów (podobnie jak zdecydowana większość dzisiejszego miasta Jaworzna w jego obecnych granicach), natomiast reszta, czyli około ósmej części wsi została własnością polskich królów. Stan taki utrzymał się do czasu obrad sejmu czteroletniego, kiedy to dobra biskupów krakowskich przeszły na własność państwa i teren dzisiejszego Jaworzna został zunifikowany w ramach tzw. Ekonomii Jaworznickiej, zwanej też często Państwem Jaworznickim. Od tego to momentu i Długoszyn stał się jedną osadą, podległą jednemu właścicielowi, czyli wspomnianej ekonomii.
Nie da się ukryć, że wspomniany już podział był osobliwy i sztuczny, stanowiąc pokłosie roszczeń strony kościelnej i królewskiej do „ołowionośnych” gruntów wsi. Tak więc zdecydowana większość wsi, będąca dobrami biskupimi, podlegała biskupim starostom sławkowskim, natomiast reszta stanowiła jedną z domen niegrodowego starostwa będzińskiego, będąc własnością króla. Pomimo tego dość dziwacznego podziału, wieś funkcjonowała w zasadzie normalnie, aczkolwiek podział ów wrył się dość mocno w mentalność mieszkańców wsi. Nie tak dawno jeszcze bowiem najstarsi mieszkańcy mówili, że idą na „dworskie”, „pańskie” lub na biskupie. Dziś jednak nikt już nie pamięta, jak ów podział wyglądał w terenie. Okres zaborów zatarł dość mocno szczegóły dotyczące owej „dwubiegunowości” osady, która jako taka jest dziś swego rodzaju odległym, choć w sumie rzeczywistym epizodem z historii tego miejsca.
Dzisiaj jedynym źródłem, które przynajmniej w przybliżony sposób pokazuje nam to, jak przebiegała granica pomiędzy dwiema częściami Długoszyna, jest mapa Katastru Galicyjskiego, sporządzona rzecz jasna przez austriackich urzędników. Jak na tamte czasy jest przykładem dokładności i rzetelności, tym bardziej, że koncentruje się głównie na stosunkach gruntowych, a więc własnościowych. Nie oznacza to, że nie ma tam błędów. Owszem, takowe się zdarzają, zarówno te rzeczowe jak i nawet ortograficzne czy literowe. I tak np. jaworznicki Gródek nieopodal Pieczysk zapisany jest jako „Grudek”. Nie powinno to jednak aż tak bardzo dziwić. W końcu mapa katastralna Galicji opracowywana była przez ludzi obcych, urzędników austriackich, zarówno tych „niemieckich” jak i chociażby węgierskich. W niczym to jednak nie zmienia faktu, że mapy te są niewątpliwie bezcennym źródłem informacji m.in. na temat Jaworzna i jego dzisiejszych części składowych.
Przechodząc natomiast do tytułowych kopców. To właśnie one były widzialnymi w terenie punktami, pomiędzy którymi przebiegała granica pomiędzy dwoma częściami Długoszyna. Kopce te usypane zostały w momencie dokonywania delimitacji, czyli podziału wsi na dwie części. Zapewne wielokrotnie były poprawiane i dosypywane, jednak ich lokalizacja nie ulegała zmianie. Kopce te były zapewne spore i dobrze widoczne w terenie, choć usypane rękami ludzkimi. I co ciekawe, pomimo że mapa katastru powstawała w połowie XIX wieku, to kopce te nie tyle nadal widoczne były w terenie, jednocześnie funkcjonując nadal w lokalnej świadomości mieszkańców. Zostały zresztą także, z sobie wiadomych powodów, naniesione na mapie, która powstała już kilkadziesiąt lat po zniesieniu podziału wsi. Widocznie wystarczająco mocno utkwiły w lokalnym krajobrazie, że po pierwsze nikt ich nie zniwelował i nie usunął, a po drugie ktoś jednocześnie uznał, że ich umieszczenie na mapie ma rację bytu. Zapewne był to jakiś punkt odniesienia, w końcu mapa ta traktowała o stosunkach własnościowych właśnie.
Gdzie natomiast znajdowały się wówczas owe „ocalałe kopce”. Jak pokazuje nam mapa, znajdowały się one nieopodal Skałki. Dwa z nich widoczne są na skraju lasu, jeden z nich tuż obok tzw. Mayerhofu, czyli budynku dworskiego, a ostatni widoczny, znajdował się tuż przy nasypie kolejowym kolei krakowskogórnośląskiej. Na załączonej mapie zaznaczone są one kolorem różowym jako kropki, a potencjalne granice, przebiegające pomiędzy nimi, zaznaczono zielonymi liniami. Jak widać więc już na widocznym, niewielkim fragmencie wsi, część będąca niegdyś królewszczyzną była naprawdę niewielka, natomiast obszar przynależny stronie biskupiej nieporównywalnie większy. Wszak jak pokazuje również owa mapa, jak nie wiadomo, o co chodzi, chodzi rzecz jasna o pieniądze. Tych, którzy kiedyś spierali się o lokalne grunty, nie interesowała logika czy zdrowy rozsadek ale potencjalne zyski. Po prostu. Do tego stopnia, że kiedy niegdyś wyznaczano owe granice, przebiegały one pomiędzy zabudową wsi. Nota bene ciekaw jestem reakcji mieszkańców wsi, którzy niemal z dnia na dzień, zamiast mieć jednego pana i właściciela, funkcjonować musieli w dwóch, dość różnych rzeczywistościach. Zapewne byli co najmniej zdziwieni, a nawet źli, spierając się zresztą przy owym podziale o realny przebieg wyznaczanych granic, będąc zwolennikami jednej bądź drugiej przynależności. I choć wieś jako taka nadal była jedna, to już nie jednolita, posiadając dwóch właścicieli, a nawet dwie karczmy.
Dzisiaj oczywiście po owych kopach nie ma już śladu. Zatarte zostały one przez czas i działalność człowieka. Jedynie dzięki owej wspomnianej mapie możemy przynajmniej częściowo zlokalizować owe tytułowe kopce, które przez całe pokolenia dyktowały taką, a nie inną rzeczywistość, zarówno w realu jako takim jak i ludzkiej świadomości.
Jarosław Sawiak
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze