Reklama

Trzy dni w nieprzyjaznych Tatrach

AWAP
30/10/2014 13:11
„Do schroniska przybyliśmy z dużym opóźnieniem, tuż-tuż przed północą. W połowie podróży urwała się rura wydechowa, na zakopiańskiej szosie zatrzymał nas tłum ekologów protestujących przeciw zajeżdżaniu koni” - to tylko fragment tekstu jaworznickiego dyktanda z jakim przyszło się zmierzyć jego uczestnikom.

Po raz XII w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3 odbyły się Mistrzostwa Ortograficzne Jaworzna im. Krystyny Bochenek. Podobnie, jak w latach ubiegłych uczestnicy rywalizowali w trzech kategoriach: gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych oraz dorosłych.

W tym roku wśród dorosłych najlepiej z tekstem poradził sobie Zbigniew Mika – Naczelnik Wydziału Edukacji, Kultury i Sportu. Wśród gimnazjalistów mistrzem ortografii został Marcin Mistarz z Gimnazjum nr 4, a Martyna Roczkalska z LO3 wygrała w kategorii szkół ponadgimnazjalnych.

Trzy dni w nieprzyjaznych Tatrach

Do schroniska przybyliśmy z dużym opóźnieniem, tuż-tuż przed północą. W połowie podróży urwała się rura wydechowa, na zakopiańskiej szosie zatrzymał nas tłum ekologów protestujących przeciw zajeżdżaniu koni, przewożących turystów do Morskiego Oka, a na koniec gruchnęła wieść o zaginionej grupie Azjatów, niedoszłych zdobywców Trzech Koron.

Od rana śnieżyca, zadymka, halny, nic nie widać. Gdy przerzucamy się śnieżkami, jedna z kul trafia w wiszącą lampę. Strzeliło, zachybotało, rozsypało się szkło. Zanim pojawił się gospodarz, umykamy do holu, gdzie swoje sztalugi rozłożyli czterej malarze pór roku, którym towarzyszą smukły chart i żółty kundel o ciemno upstrzonej sierści. Na nasz widok, psy unoszą się w górę i wtedy, by je ominąć, ktoś niechcący zawadza rękawem kożucha o biel olejnej „Zimy”. Biegnę mu na ratunek i wtedy jaskrawozielona trawa „Wiosny” odbija się na moich spodniach. Choć „Lato” i „Jesień” wcale nie ucierpiały, oburzeni malarze chórem wrzeszczą: wynocha! Ruszamy więc w stronę najbliższego baru, ale ten lokal właśnie zamykają, bo jakiś nietrzeźwy taternik poturbował wypchanego misia.

W przeddzień igrzysk międzyszkolnych spotkały nas dalsze nieszczęścia. Kiedy lider naszej hokejowej drużyny – pół Polak, pół Szwed Eryk Wielki – pośliznął się na gruszce i zwichnął nogę, nie mieliśmy już żadnych szans. Przeżuwając klęskę, popołudniową porą wróciliśmy do domu. Zakatarzeni, zakapturzeni pechowcy z Jaworzna.

[vc_facebook type="standard"]

Aplikacja jaw.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama