]Następny świt oznaczał już większe wyzwanie, bo chodziło tu o zdobycie Czarnego Stawu Gąsienicowego. Ci, którzy nie byli w pełni sił poszli na Gubałówkę, z której mieli zrobić krótką relację i wygłosić ją podczas kolacji. Po obfitym śniadaniu i zrobieniu sobie suchego prowiantu pojechaliśmy wraz z przewodnikiem Panem Andrzejem Słodyczkiem pod bramy Tatrzańskiego Parku Narodowego. 
Teraz było jeszcze trudniej, mimo tego, iż było z górki to łatwiej było o poślizgnięcie się, a śliskie podeszwy były głównym winowajcą w artystycznych piruetach, po których lądowaliśmy na kości ogonowej. Uprzejmy Pan przewodnik zaproponował swoją pomoc, więc było trochę łatwiej, ale mimo tego też zaliczyłem kilka piruetów, z których podnosili mnie koledzy z klasy, za co im dziękuję. Później asekurację przejął Profesor Dobosz. Wracając też zrobiliśmy sobie krótką przerwę w owym pensjonacie. Na dole czekał na nas autokar, który zawiózł nas pod dom. Chwila czasu na prysznic i nastał czas na pyszną obiadokolację. Pomimo bólu nóg chętni zeszli na dół pochłaniając się zabawie. Tak minęły 24 godziny pełne wrażeń.Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!