Reklama

Biskup Artur Ważny: Przepraszam za każdą chwilę, gdy jako wspólnota byliśmy ślepi i głusi na Wasz ból

„Kościół Sosnowiecki ma swoje blaski, ale i głębokie, bolesne cienie” – pisze bp Artur Ważny w poruszającym liście na zakończenie peregrynacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Ordynariusz diecezji w niezwykle osobistych słowach nie tylko podsumowuje miesiące nawiedzenia i dziękuje za liczne świadectwa nawróceń, ale też wprost przeprasza ofiary nadużyć seksualnych za „instytucjonalny chłód”. Zapowiadając II Synod Diecezjalny, hierarcha wzywa wiernych do zrzucenia masek, stanięcia w nagiej prawdzie i budowania wspólnoty opartej na empatii, a nie biurokracji.

Kochani, Siostry i Bracia+

Oczy, które widzą nas w ciemności. Czy zauważyliście, co dzieje się z człowiekiem, gdy ktoś patrzy na niego z prawdziwą, całkowicie bezwarunkową miłością? Ma w sobie moc, by stwarzać nas na nowo. Przez ostatnie miesiące nasza diecezja stała się wspólnym domem, przez którego drzwi przeszła Matka. Patrzyła na nas z Jasnogórskiej Ikony. Jej oczy nie są jedynie namalowane – one wyryły się w naszej pamięci, wrosły w rany i nadzieje Kościoła Sosnowieckiego. Dziś, gdy ta święta wędrówka dobiega końca, stajemy przed Bogiem bogatsi o tysiące poruszających, głębokich i cichych spotkań.

Reklama

Ewangelia dzisiejszej niedzieli odsłania przed nami przejmująco czuły obraz: „Jezus, widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza” (Mt 9, 36). Jezus nie patrzy na nas jak polityk szukający poparcia ani jak socjolog analizujący słupki popularności. On widzi człowieka w jego egzystencjalnym zmaganiu. Słowo, którego używa ewangelista, oznacza w języku oryginału głębokie, fizyczne poruszenie wnętrzności – ból, który rozrywa serce Boga na widok ludzkiej biedy i zagubienia. Maryja przyniosła nam w swoim spojrzeniu dokładnie tę samą miłość Syna. Przyszła do Kościoła, który ma swoje blaski, ale i głębokie, bolesne cienie. Przyszła nie po to, by nas zawstydzić, ale byśmy przestali bać się własnego ubóstwa, a z odwagą rzucili się w nieskończone Boże miłosierdzie.

Od Synaju do Sosnowca – Przymierze utkane z obecności. Z tego miłującego spojrzenia rodzi się prawda o naszej tożsamości. W pierwszym czytaniu słyszymy słowa pełne majestatu i czułości: „Wyście widzieli, co uczyniłem Egiptowi, jak niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie. Teraz zaś (…) będziecie szczególną moją własnością” (Wj 19, 4-5). Metafora „orlich skrzydeł” to obraz absolutnego bezpieczeństwa. Orzeł nie tylko nosi swe pisklęta, by chronić je przed drapieżnikami, ale uczy je latać, nieustannie asekurując z dołu. Przez minione miesiące Matka uczyła nas, że Bóg nigdy nie zerwał z nami osobiście, ani z naszą diecezją, przymierza miłości – pomimo naszych słabości i niewierności. To był czas odkrywania, że wciąż jesteśmy „szczególną własnością” Boga, nawet gdy czujemy się wewnętrznie poturbowani. Maryja uczy nas wszystkich, że Kościół to nie organizacja, lecz organizm, rodzina powiązana więzami Krwi Chrystusa. Czy pozwoliliśmy unieść się w tych dniach tym bezpiecznym, „orlim skrzydłom” Boga? Uczeń, który pozwala się unieść łasce, zyskuje także odwagę, by stanąć w nagiej prawdzie o sobie.

Reklama

Rany otwarte przed Matką – prawda, ból i oczyszczenie. Tylko ten, kto czuje się bezpieczny w ramionach Boga, ma odwagę spojrzeć w swoje zranione serce. Święty Paweł przypomina: „Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5, 8). On wchodzi bezpośrednio w naszą bezsilność. Aby jednak to zbawcze dotknięcie mogło się dokonać, musimy zrzucić maski. Maryja, cała Święta, nie odwraca wzroku od naszych ran. Przeciwnie – jako Matka Miłosierdzia z najgłębszą tkliwością siada przy łóżku swojego chorego dziecka.

Bracia i Siostry, w obecności tak czułej Matki nie możemy i nie chcemy zamykać oczu na to, co nas boli. W czasie tej peregrynacji, z głębokiej potrzeby serca oraz ewangelicznej uczciwości, opublikowany został cząstkowy raport Komisji „Wyjaśnienie i Naprawa”. Ten dokument napawa nas wszystkich ogromnym, palącym bólem i wstydem. Pokazał on bezlitośnie rany zadane w naszej wspólnocie przez grzech, zgorszenie i duchową nieczułość – zwłaszcza wobec bezbronnych dzieci i ich bliskich. Dlatego stojąc przed obliczem Matki, z sercem skruszonym miłością Chrystusa, chcę dzisiaj jeszcze raz, z całą mocą i pokorą, w imieniu własnym oraz całego Kościoła Sosnowieckiego, przeprosić wszystkie osoby skrzywdzone, ofiary wykorzystania oraz ich rodziny. Przepraszam za każdą chwilę, gdy jako wspólnota byliśmy ślepi i głusi na Wasz ból, gdy instytucjonalny chłód i lęk wygrały z ewangeliczną empatią. Przepraszam także za inne gorszące, skandaliczne czyny, dokonane przez duchownych, które zachwiały wiarą tak wielu z Was. Wciąż głęboko ufamy i modlimy się o to, byście odnaleźli w sobie siłę i przestrzeń do bycia z nami, byśmy razem mogli odbudowywać naszą wspólnotę według Bożego zamysłu. Z tego cierpienia rodzi się wezwanie, by iść tam, gdzie człowiek został porzucony na marginesie życia.

Reklama

Ewangelia peryferii – Maryja w szpitalach, hospicjach i klasztorach. Stanąwszy w prawdzie pod krzyżem, słyszymy na nowo nakaz Jezusa: „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych… Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!” (Mt 10, 8). Maryja jest najpiękniejszym wzorem Kościoła, który niestrudzenie szuka tych, którzy się zagubili, stracili nadzieję oraz żyją w strachu i samotności. Wierność temu wzorowi sprawiła, że nasza peregrynacja nie zamknęła się wyłącznie w bezpiecznych murach kościołów. Maryja wyszła na autentyczne peryferie naszej diecezji. Odwiedziła ciche szpitale, hospicja, domy opieki, a także ukryte za klauzurą klasztory. Stała się głosem tych, którzy bezgłośnie krzyczą w ciszy sal chorych, tak często zapomniani przez pędzący świat. Matka przypomniała nam prostą prawdę: Kościół staje się najbardziej sobą nie wtedy, gdy triumfuje, ale gdy z miłością klęka przed człowiekiem poturbowanym przez życie oraz gdy modlitwą przyzywa Bożego miłosierdzia.

Cud Kany w codzienności – małżeństwa, rodziny i wielkie powroty. Kościół, który uczy się klękać przed potrzebującym, zaczyna dostrzegać, że pierwszym i najpilniejszym polem misyjnym jest nasza codzienna rzeczywistość domowa. Jezus przypomina nam dzisiaj: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” (Mt 9, 37). Te słowa to oczywiście wezwanie do żarliwej modlitwy o nowe powołania kapłańskie i zakonne, której potrzebujemy dziś jak tlenu. Młodym, którzy słyszą w sercu ten Boży głos, mówię z całego serca: Odwagi! Jednak robotnikami na tym żniwie nie są wyłącznie biskupi czy kapłani – są nimi wszyscy ochrzczeni, a najważniejszym sanktuarium misyjnym jest chrześcijańska rodzina. Maryja z matczyną czujnością wstawia się za naszymi brakami, szepcząc Synowi o wielu naszych domach: „Nie mają już wina” – wina miłości, cierpliwości, wzajemnego zrozumienia. Dzięki wędrującej po naszej ziemi Matce wydarzyło się tak wiele piękna. Ileż ukrytych cudów dokonało się w zaciszu Waszych domów. Docierają do mnie poruszające świadectwa o głębokim pojednaniu w małżeństwach, które po ludzku wydawały się już bezpowrotnie rozbite czy o skłóconych sąsiadach podających sobie ręce w geście przebaczenia. Największe jednak cuda działy się w ciszy i dyskrecji konfesjonałów. Ta peregrynacja stała się czasem świętych powrotów do Boga ludzi, którzy nie spowiadali się od dziesięciu, dwudziestu, a czasem i więcej lat. Matka swym ciepłem stopiła najtwardszy lód w sercach marnotrawnych synów i córek. W tym miejscu chcę z głębi serca podziękować naszym kapłanom.

Reklama

Drodzy Bracia Kapłani – dziękuję za Waszą cichą, ogromną pracę, za niekończące się godziny spędzone w konfesjonałach, za odważne świadectwo i cierpliwe odbudowywanie i umacnianie więzi parafialnych. Wasze święte zmęczenie w tych dniach stało się czystym paliwem dla Bożych cudów. Dziękuję wam za to braterskie, wierne trwanie, za otwieranie się na macierzyńską miłość Maryi. Święty i szczęśliwy kapłan to błogosławieństwo dla całej wspólnoty parafialnej i diecezjalnej.

Od peregrynacji do Synodu – Droga wspólnego wędrowania. Łaski, których doświadczyliśmy, każą nam z radością wyśpiewać słowa dzisiejszego psalmu: „Służcie Panu z weselem! (…) Wiedźcie, że Pan jest Bogiem: On sam nas stworzył, jesteśmy Jego własnością” (Ps 100, 2-3). Pasterz nie zostawia stada – idzie wraz z nim, zna każdą owcę po imieniu. Greckie słowo syn-hodos (synod) oznacza dokładnie to: wspólną, dzieloną razem drogę.

Reklama

Bracia i Siostry! Peregrynacja w swym zewnętrznym znaku dobiega końca, ale nasze wspólne wędrowanie dopiero nabiera nowego blasku – staje przed nami wielkie i pełne nadziei zadanie: II Synod Diecezji Sosnowieckiej.

Moim najgłębszym pragnieniem jest, aby Synod nie stał się biurokratycznym, chłodnym spotkaniem wąskiej grupy ekspertów. Dlatego gorącym sercem zapraszam i wzywam Was wszystkich do aktywnego tworzenia parafialnych i pozaparafialnych zespołów synodalnych. Potrzebujemy ożywczego głosu każdej i każdego z Was. Zapraszam do tworzenia w każdej parafii żywych, bezpiecznych i przyjaznych miejsc spotkań, gdzie będą stawiane różne pytania. Nasze duszpasterstwo musi stać się bardziej pasją towarzyszenia niż przekazem suchych informacji.

Reklama

W tym kluczowym momencie wracają do nas niezwykle aktualne słowa św. Jana Pawła II, które wypowiedział na naszej sosnowieckiej ziemi w czerwcu 1999 roku: „Zmieniają się czasy, zmieniają się ludzie i okoliczności, rodzą się nowe problemy. Kościół nie może tych zmian nie dostrzegać, nie może nie podejmować wyzwań, jakie pojawiają się wraz z nimi. Człowiek jest pierwszą i podstawową drogą Kościoła, drogą jego codziennego życia i doświadczenia, posłannictwa i trudów”. Te słowa to nasz testament i gotowy program synodalny. Jak mamy go realizować w szarej codzienności? Między innymi poprzez cierpliwe szukanie wokół nas „świętych z sąsiedztwa”. Rozejrzyjcie się dobrze wokół siebie. Świętość – to ta zmarła sąsiadka, która przez lata z heroicznym poświęceniem opiekowała się chorym mężem; to ten skromny ojciec, który wylewał pot, by uczciwie zarobić na chleb dla dzieci; to ta młoda osoba, która miała odwagę bronić słabszych w szkole. Obudźmy w sobie tęsknotę za takim życiem. Bądźmy dumni z dobra, które jest w naszym Kościele, i nieśmy je dalej. Synod pomoże nam zintegrować owoce peregrynacji z codziennością, abyśmy z zalęknionych ludzi stali się odważnymi uczniami-misjonarzami.

Magnificat wdzięczności i nowy świt.

Reklama

Siostry i Bracia! Święta Ikona odjeżdża fizycznie z naszych parafii, ale Maryja w swej macierzyńskiej obecności zostaje z nami na zawsze. Nie pozwólmy, aby to, co tak piękne i czyste narodziło się w nas w tych dniach, zostało zasypane popiołem codziennego pośpiechu i powierzchowności. Niech ten dzień stanie się dla nas jak poranek Wielkanocny – dniem błogosławionego, nowego początku dla całej naszej diecezji. Idziemy odważnie razem, trzymając się mocno rąk Matki.

Na to owocne wędrowanie, na trud budowania żywych, pełnych miłości i bliskości wspólnot wiary w Waszych parafiach, z serca Wam błogosławię: w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Reklama

Wasz brat i biskup

† Artur

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: Diecezja Sosnowiec Aktualizacja: 14/06/2026 12:49
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości