Kolejny pies został zaatakowany przez stado dzików na Osiedlu Stałym w Jaworznie. Do ataku doszło podczas porannego spaceru. Dzikie zwierzęta nagle wyskoczyły z krzaków i poszarpały niewielkiego kundelka. Pies przeżył atak, jednak doznał poważnych obrażeń, które wymagały pilnej interwencji weterynaryjnej.
Dwie lochy i były młode. Czy poczuły zagrożenie? Pewnie tak, skoro od razu wybiegły z krzaków - mówi Aleksandra Bureś.
Do ataku dzików doszło w poniedziałek, 11 maja na ulicy Kalinowej. Aleksandra Bureś wybrała się ze swoim psem Tiną na poranny spacer przed pracą. Kobieta trzymała swojego psa na smyczy, jednak dziki zdołały wyrwać go z szelek. Zaczęły w brutalny sposób szarpać psa.
Wyleciały z krzaków, nagle wytargały ją z tych szelek. Od razu były dzikie, agresywne, zaatakowały ją. Szelek już na sobie nie miała. Dopiero po chwili tak naprawdę udało jej się uciec stamtąd i przybiegła w moją stronę, ale nawet się nie zatrzymała. Pobiegła od razu do klatki. No i tam zauważyłam, że krwawi, więc od razu zebraliśmy się do weterynarza - mówi Aleksandra Bureś.
Reklama

Pies został przyjęty do jednej z przychodni weterynaryjnej na terenie Jaworzna, gdzie udzielono mu szybkiej i niezbędnej pomocy.
Okazało się, że ma trzy rany szyte, jedno przetarcie, ma przesunięte trochę jelita, no ale na szczęście krwotoku wewnętrznego nie ma i kości są całe - dodaje.

Aleksandra Bureś i Mateusz Męderak dziki na swoim osiedlu spotykają niemal każdego dnia. Zwierzęta pojawiają się przy blokach, klatkach schodowych i w rejonie śmietników. Największy strach pojawia się wtedy, gdy wychodzą na spacer z psami, bo właśnie w takich sytuacjach dziki potrafią reagować agresywnie.
Bywają agresywne, szczególnie jak się idzie z psem. Jak chodzę samemu, no to można przejść gdzieś tam obok. Wtedy nie ma takiego dużego problemu. Ale zdarzało się już kilka ataków na mnie, jak byłem z psem. Właśnie nawet z daleka. Nie trzeba konkretnie na nie wchodzić bezpośrednio. Rok temu zaatakowały moją mamę. Skończyło się na kilku siniakach wtedy, bo uderzyła ją locha w nogę. Też szła wtedy po chodniku po prostu z psem i zza krzaków wyleciał dzik - mówi Mateusz Męderak.
Mieszkańcy Osiedla Stałego czują się bezradni – boją się nie tylko o bezpieczeństwo swoich pupili, ale również o własne. Spacery z psem stają się coraz trudniejsze przez obawę o kolejny atak dzików.

Problem ten stał się dla mieszkańców Osiedla Stałego codziennością, z którą próbują nauczyć się funkcjonować, a także wspierać i przede wszystkim ostrzegać wzajemnie.
Tutaj się ostrzegamy zawsze między sobą, że są dziki albo się ktoś pyta, czy są dziki, czy można przejść bezpiecznie. Tutaj też dużo dzieci wychodzi z psami, dlatego jest taka obawa, że może dojść w końcu do jakiejś tragedii - mówi Mateusz Męderak.
Sytuacja z dzikami była już wielokrotnie zgłaszana odpowiednim służbom. Mimo ich interwencji, problem nie znika, a w ostatnim czasie nawet się pogorszył.
My zgłaszamy to, gdzie się da, do różnych instytucji. Czy interweniują? Niby tak, ale nie widać tego efektów jak na razie. Zdarzają się ataki coraz częstsze, dlatego się ludzie boją po prostu - dodaje.
To kolejny atak dzików na Osiedlu Stałym w ostatnim czasie, którego ofiara padło zwierzę. Jeśli problem dzików w tej części miasta nie zostanie rozwiązany, to w przyszłości może dojść do tragedii, w której ucierpi już na przykład człowiek.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze