Odpowiedź krótka: na dużych dystansach wygrywa samolot, na trasach nocnych – pociąg, a w obrębie regionu nic nie bije wypożyczonego auta. Reszta to niuanse, ale to właśnie one decydują o tym, czy urlop będzie odpoczynkiem, czy logistyczną szarpaniną.
Tajlandia wygląda na mapie zwodniczo zwyczajnie. W rzeczywistości z Bangkoku do Chiang Mai jest około 700 km drogą, a do Phuketu ponad 800. To mniej więcej tyle, co z Jaworzna do Hamburga. Turyści planujący „Bangkok, wyspy i północ w dziesięć dni" zwykle orientują się dopiero na miejscu, że połowę urlopu spędzą w ruchu.
Dlatego transport w Tajlandii warto rozplanować przed wylotem – nie co do godziny, ale co do zasady: czym pokonywać setki kilometrów, a czym te ostatnie trzydzieści.
Największa słabość tajskiego transportu publicznego zaczyna się tam, gdzie kończy się asfalt magistrali. Wodospady w Khao Sok, plaże między Khao Lak a Ao Nang, wioski na trasie Mae Hong Son Loop – do tych miejsc autobus albo nie jeździ, albo jeździ dwa razy dziennie.
Tu wchodzi wynajem auta. Popularnym rozwiązaniem wśród podróżujących na własną rękę jest wypożyczenie samochodu Tajlandia z odbiorem bezpośrednio na lotnisku w Phuket, Krabi czy Chiang Mai – auto czeka po wyjściu z terminalu, a cała reszta wyjazdu przestaje zależeć od rozkładów jazdy.
Trzy przykłady, które dobrze pokazują różnicę:
Do prowadzenia auta potrzebne jest międzynarodowe prawo jazdy w wersji genewskiej (konwencja z 1949 r.) – polski dokument sam w sobie nie wystarczy. Wyrabia się je w wydziale komunikacji, zwykle w kilka dni. Bez niego ubezpieczyciel ma prostą drogę do odmowy wypłaty.
Druga sprawa: ruch lewostronny. Pierwsze pół godziny jest dziwne, potem mózg przestawia się sam. Największe ryzyko to nie autostrada, tylko skrzyżowanie na pustej drodze i odruch spojrzenia w złą stronę.
Krajowe linie lotnicze są w Tajlandii tanie i gęsto rozłożone. Bangkok – Phuket to niecałe półtorej godziny w powietrzu wobec dwunastu na drodze. Przy trasach ponad 600 km samolot wygrywa niemal zawsze, nawet po doliczeniu dojazdu na lotnisko i odprawy.
Pociąg to inna kategoria. Nocne połączenie Bangkok – Chiang Mai zajmuje kilkanaście godzin, ale wagon sypialny oszczędza jedną noc hotelową i – co ważniejsze – pokazuje kraj, którego z pokładu samolotu nie widać. Ryżowe pola o świcie robią wrażenie. Serio.
Prosty klucz wyboru:
Skuter za kilkaset bahtów dziennie kusi. Wygląda na esencję Tajlandii – i bywa nią, dopóki nie spojrzy się na dane.
Według raportu WHO Global Status Report on Road Safety 2023 wskaźnik śmiertelności na tajskich drogach wyniósł 25,4 zgonu na 100 tys. mieszkańców w 2021 r., co plasuje kraj na dziewiątym miejscu wśród 175 państw członkowskich organizacji. Kluczowy jest jednak inny wynik: 83,8% ofiar to motocykliści. Nie kierowcy samochodów. Motocykliści.
To zmienia sposób myślenia o wyborze pojazdu. Nadwozie, pasy i poduszki powietrzne przestają być szczegółem technicznym – stają się argumentem. Dochodzi jeszcze kwestia formalna: wynajmując skuter bez kategorii A w międzynarodowym prawie jazdy, turysta w praktyce jeździ bez ważnego ubezpieczenia.
Tuk-tuki i songthaew to z kolei transport na krótkie dystanse i doświadczenie samo w sobie, ale w songthaew cena bywa kwestią negocjacji, a w tuk-tuku warto ustalić stawkę przed wsiadaniem, nie po.
Warto też pamiętać o rzeczy prozaicznej: tajskie miasta są gorące i wilgotne przez większość roku. Klimatyzowana kabina po trzech godzinach zwiedzania świątyń przestaje być luksusem.
Nie istnieje jeden dobry środek transportu dla całej Tajlandii – istnieje dobry zestaw. Najlepiej sprawdza się model mieszany: samolot albo nocny pociąg na przeskoki między regionami, auto na eksplorację w obrębie regionu, aplikacja przewozowa na miasto.
Trzy rzeczy, które realnie oszczędzają nerwy: wyrobienie międzynarodowego prawa jazdy jeszcze w Polsce, rezerwacja auta z wyprzedzeniem w szczycie sezonu (grudzień–luty), oraz założenie w planie luzu – tajskie drogi lubią zaskakiwać deszczem, korkiem albo stadem wołów.
Reszta jest kwestią temperamentu. Jedni chcą mieć rozpisany co do godziny plan, inni wolą skręcić w boczną drogę dlatego, że ładnie wygląda. Tajlandia obsługuje obie grupy – pod warunkiem, że wybór transportu zapadnie świadomie, a nie w pierwszej godzinie po wylądowaniu, przy stanowisku z ulotkami.
(tekst sponsorowany)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze