W małych społecznościach wielkie emocje potrafią wybuchnąć z najbardziej niepozornych powodów. Wystarczy jeden slajd, jedno zdjęcie „nie tego, co trzeba”, by nagle okazało się, że zasady dobrego wychowania, politycznej poprawności i lokalnych sympatii tworzą mieszankę wybuchową.
– Wiesz, detektywie, że wedle zasad politycznej poprawności to teraz trzeba uważać, kogo się zaprasza, gdzie się sadza i co się pokazuje?
– No wiadomo, sąsiedzkie. Etykieta u króla Anglii to podstawa.
– Ba! Nie tylko u króla Anglii. Nawet w OSP!
– W OSP? To już brzmi jak sprawa najwyższej rangi państwowej. Co się stało?
– Awantura, detektywie. I to podobno przez brak etykiety.
– Brzmi poważnie. Były widelce do ryby podane do mięsa?
– Gorzej. Wyobraź sobie, że na podsumowaniu roku wyświetlono wizerunki działaczy Koalicji Obywatelskiej.
– Jak to? Na ścianie? Na slajdzie? W PowerPoincie?!
– Normalnie. Pomagali, włączali się w akcje, wsparli zakup sprzętu, no to o nich wspomnieli w podsumowaniu.
– Skoro pomagali, to chyba logiczne?
– Też tak myślałem. A tu sympatycy drugiej strony są wręcz zbulwersowani. Wielce obrażony generał wyszedł ze spotkania.
– Generał?
– Wyszedł z przytupem.
– Czyli co? Wizerunek tak ich zbulwersował?
– Wygląda na to, że tak. Wiesz, przez lata święta państwowe i służby mundurowe były uznawane za bastion jednej strony.
– Oj, może bywało przez nią bezprawnie zawłaszczane, ale przecież mundur nie ma legitymacji partyjnej.
– Powiedz to tym, którzy mierzą patriotyzm suwmiarką i sprawdzają, czy jest bardziej w prawo, czy w lewo.
– Jak się okazuje, niektórzy dalej żyją w czasach, gdzie wszystko musiało być „jedynie słuszne”.
– A mnie się wydaje, że tej dawnej prawicy to teraz przez naciski tej nowej − jeszcze bardziej skrajnej prawicy, dopiero się pomieszało w szykach.
– A wiesz, co jest najlepsze? Że w głowach niektórych – czy z prawej, czy z lewej strony – dalej żyją zasady z PRL-u. Tylko sztandary inne.
– Niestety, to pokolenie tak ma.
– Oj, tylko że my też z tego pokolenia jesteśmy.
– Ciii… nie mów tego głośno.
– I co gorsza, mamy to już wdrukowane w naszym DNA. Jak zobaczymy slajd z kimś „nie tym, co trzeba”, to odruchowo szukamy drzwi wyjściowych.
– Więc co nam zostaje?
– Czekać, aż przyjdą nowi i nas zastąpią.
– A my?
– A my będziemy siedzieć z boku i… narzekać.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
– Słyszałeś, detektywie? Podobno w OSP teraz nowa moda. Zamiast lania wody, leją propagandę prosto z rzutnika. – A co, prądownice nie działają, że muszą się posiłkować „wizerunkami”? – Działają, tylko że niektórzy myślą, że jak rzucą strażakom parę groszy z naszych wspólnych podatków – tych z KPO czy budżetu – to remiza zamienia się w słup ogłoszeniowy. – To znaczy, że za publiczne pieniądze kupuje się miejsce na ścianie? – Dokładnie. I autor tekstu nazywa to „etykietą”. Ale wiesz, co w tym śledztwie kuleje najbardziej? – Brak dowodów? – Brak rzetelności! Skoro autor bawi się w detektywa, to powinien wiedzieć, że każde śledztwo opiera się na konkretach, a nie na „ogólniakach”. Prawdziwy śledczy podałby źródło finansowania, sprawdziłby, czy to nie był psi obowiązek polityka, żeby te środki przekazać, i dlaczego akurat ich mordy musiały być na slajdach, a nie tylko suche podziękowanie. – Czyli „detektyw” od siedmiu boleści widzi tylko to, co mu pasuje do tezy? – Na to wygląda. W mojej opinii, przemilczenie faktu, że to nasze własne pieniądze, na które zapierdalamy, to szczyt manipulacji. Wyświetlanie twarzy polityków w miejscu, gdzie liczy się bezstronność, to nie grzeczność – to zwykła agitacja. – I co z tym generałem? – Generał zachował się jak rasowy oficer – jak zobaczył, że z munduru robi się tło do kampanii, to pierdolnął drzwiami. Honor to nie przeżytek z PRL-u, tylko coś, czego autorowi najwyraźniej zabrakło przy pisaniu tego wybiórczego tekstu. – Więc co mu powiemy? – Że prawdziwy autor i detektyw podaje informacje całościowo, a nie sypie ogólnikami, żeby przypodobać się jednej stronie. Prawda nie potrzebuje slajdów z politykami
– Słyszałeś, detektywie? Podobno w OSP teraz nowa moda. Zamiast lania wody, leją propagandę prosto z rzutnika. – A co, prądownice nie działają, że muszą się posiłkować „wizerunkami”? – Działają, tylko że niektórzy myślą, że jak rzucą strażakom parę groszy z naszych wspólnych podatków – tych z KPO czy budżetu – to remiza zamienia się w słup ogłoszeniowy. – To znaczy, że za publiczne pieniądze kupuje się miejsce na ścianie? – Dokładnie. I autor tekstu nazywa to „etykietą”. Ale wiesz, co w tym śledztwie kuleje najbardziej? – Brak dowodów? – Brak rzetelności! Skoro autor bawi się w detektywa, to powinien wiedzieć, że każde śledztwo opiera się na konkretach, a nie na „ogólniakach”. Prawdziwy śledczy podałby źródło finansowania, sprawdziłby, czy to nie był psi obowiązek polityka, żeby te środki przekazać, i dlaczego akurat ich mordy musiały być na slajdach, a nie tylko suche podziękowanie. – Czyli „detektyw” od siedmiu boleści widzi tylko to, co mu pasuje do tezy? – Na to wygląda. W mojej opinii, przemilczenie faktu, że to nasze własne pieniądze, na które zapierdalamy, to szczyt manipulacji. Wyświetlanie twarzy polityków w miejscu, gdzie liczy się bezstronność, to nie grzeczność – to zwykła agitacja. – I co z tym generałem? – Generał zachował się jak rasowy oficer – jak zobaczył, że z munduru robi się tło do kampanii, to pierdolnął drzwiami. Honor to nie przeżytek z PRL-u, tylko coś, czego autorowi najwyraźniej zabrakło przy pisaniu tego wybiórczego tekstu. – Więc co mu powiemy? – Że prawdziwy autor i detektyw podaje informacje całościowo, a nie sypie ogólnikami, żeby przypodobać się jednej stronie. Prawda nie potrzebuje slajdów z politykami