W kolejnym artykule opowiem o ostatniej wycieczce, która odbyła się 22 listopada. To taki ukłon w stronę tych z naszych czytelników, którzy dali się skusić do udziału w nich. Wszak kolejne od dawien dawna są zapowiadane pod każdym z moich artykułów. Od dłuższego czasu zawsze spotykamy się w drugą i czwartą kalendarzową sobotę każdego miesiąca. Po krótkiej burzy mózgów i dyskusji nad mapami ruszamy gdzieś. Tym razem padło na rejon Błędowa, części Lędzin. Dopiero co powstał film o zapadlisku położonym w osi ulicy Dzikowa. Kolejny film będzie opowiadał o zapadlisku znajdującym się w lesie około 700 metrów na wschód od punktu, gdzie przy granicy Lędzin oraz Imielina znajduje się Kapliczka w Lesie.
W związku z nieuniknioną likwidacją górnictwa węglowego należy się zastanowić co dalej. Póki co trwa okres przejściowy. Biorąc pod uwagę długą historię eksploatacji tej kopaliny, są to ostatnie podrygi konającej ostrygi. Oczywiście sfrustrowani beneficjenci będą za to oskarżać złośliwą Brukselę. Z drugiej strony realiści – nie zagłębiając się w liczby – powinni sobie zdawać sprawę z faktu, że cała Europa przy znikomych zasobach węgla i znacznym udziale w jego światowym wydobyciu, nie ma świetlanej przyszłości w tej branży. A teraz do rzeczy. Przy okazji eksploatacji mamy do czynienia z osiadaniem powierzchni połączonym ze wstrząsającymi wydarzeniami. Tam, gdzie grunt znacznie osiada, w końcu pojawia się woda. Ta również może zrobić to nagle i niespodziewanie, co widać po wystających z jej tafli obumarłych drzewach. Teraz akweny są niewielkie, ale kiedy się połączą, staną się częścią wielkiego Pojezierza Górnośląsko-Małopolskiego. W Jaworznie także mamy ich sporo.
Odwiedzone tego dnia zapadlisko ma około 400 metrów długości. Środkiem przecina go wąska grobla. Ten teren najlepiej poznawać idąc nią. Wówczas spacer ujdzie nam na sucho. Od południa i północy zapadlisko otacza las w typie boru mieszanego ze sporym udziałem brzozy brodawkowatej. Jest jeszcze wiele olsz czarnych. Znaczną do mieszkę stanowi dąb szypułkowy. Większa część akwenu skrywa się pod łanami bardzo okazałych trzcin pospolitych. Czystej wody widać mało. Tego dnia była ona pokryta taflą cienkiego lodu. W nim były zatopione rdestnice pływające oraz coś z rodziny grzybieniowatych. Część akwenu znajdująca się na północ od grobli zdaje się bardziej zasobna w wodę, ponieważ z tamtej strony przy zachodnim skraju grobli spływała ona niezbyt wartkim nurtem na południe. Niewykluczone, że część południowa szybciej osiada od części północnej stąd ta różnica poziomów. Pewnym potwierdzeniem tej tezy są walące się w kierunku akwenu nadbrzeżne brzozy. Znaczy się, jeszcze walczą z grawitacją, ale to długo nie potrwa.
Każdy nowy akwen przechodzi od stadium oligotroficznego przez eutroficzny do dystroficznego. Kiedy zalaniu ulega miejsce bogate w materię organiczną, od razu zaczyna się stadium eutroficzne. Wówczas wszystko gnije a okolica zamienia się w „szambo zdrój”. Tutaj także zaobserwowaliśmy i wyczuliśmy sporą aktywność bakterii siarkowych. Na szczęście w nieszczęściu siarkowodór nosa nie urywał. Te bakterie znakomicie czują się w warunkach beztlenowych. Wówczas mogą spokojnie uprawiać chemosyntezę. Przy brzegu efektem ich działalności był mleczny osad pośród opadłych, zatopionych liści. Po prostu wytrąciła się siarka. I to by było na tyle. Zapraszam na Wędrówki z Grzegorzkiem w Internecie oraz realu.
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.