Reklama

Słowo na niedzielę: Pusty grób Jezusa, a moja wiara

Wiara jest dla mnie niezwykle ważną wartością. Mimo to czuję ciągły jej niedosyt i niemal codziennie proszę Jezusa, tak, jak to czynili Apostołowie, Panie dodaj nam wiary! Czuję wewnętrzny imperatyw, aby każdą okazję wykorzystać dla pogłębienia mojego zawierzenia Bogu. W końcu cały sens mojego życia jest w Nim zawarty.

Przez ostatnie tygodnie Wielkiego Postu towarzyszył nam św. Jan Ewangelista. To on opisał spotkanie Jezusa z Samarytanką, przy studni Jakubowej, kiedy ta pogubiona kobieta zobaczyła w Jezusie Mesjasza, który ją kocha i dzięki, Któremu jej życie nabrało sensu. To Jan opisał uzdrowienie ślepego od urodzenia, który podwójnie przejrzał fizycznie i duchowo, i który przylgnął do Tego, który okazał mu miłosierdzie. Wraz z Janem stanęliśmy przy grobie Łazarza w Betanii i byliśmy świadkami jego otwarcia i wyjścia zmarłego na zewnątrz mimo faktu, że cały był powiązany pogrzebowym całunem. Zarówno te, jak i pozostałe wydarzenia, których Jan był uczestnikiem i naocznym świadkiem, wpływały na kształtowanie w nim aktu wiary, że to właśnie Jezus jest oczekiwanym Mesjaszem.

Wiara nie jest jednorazowym aktem, lecz ma swoją ewolucję, ma swój rozwój. Jest ona cudownym dialogiem między Bogiem a człowiekiem. Jest dialogiem między Bogiem, który nie tylko objawia siebie człowiekowi, w różnych kolejach jego życia, ale przede wszystkim mówi człowiekowi, że go kocha. Tak więc w tym dialogu Boga z człowiekiem zaangażowany jest nie tylko rozum, ale przede wszystkim serce.

Reklama

Jan, podobnie jak inni uczniowie, którzy poszli za Chrystusem, myślał, że królestwo Mesjasza będzie na wzór ziemskich imperiów. Już układał sobie drogę osobistej w nim kariery. Tymczasem sytuacja wokół Jezusa zmieniała się bardzo na niekorzyść takiego rozumienia zbawienia. Tłumy odwróciły się od Jezusa, świątynia postanowiła z Nim skończyć, a zagrożenie życia, stało się coraz bardziej realne. Uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy, czy wspomniane wskrzeszenie Łazarza, były kroplami nadziei, że może wszystko się zmieni. Tymczasem stało się jeszcze gorzej. Judasz nie wytrzymał tej presji i zupełnie się pogubił. Piotr się zachwiał. Wiara uczniów została wystawiona na ekstremalną próbę. W takim razie, dlaczego Jan został? Dlaczego zostali i inni Apostołowie?

Podczas Ostatniej Wieczerzy Jan położył swoją głowę na piersi Jezusa. Jakże w tym momencie, umysł ucznia, był blisko Serca Boskiego Mistrza. Ten niezwykły akt świadczył o zaufaniu ucznia, który nie tylko zawierzył, ale również, a może przede wszystkim, pokochał Mistrza.

Reklama

Pojmanie Jezusa, którego był świadkiem, Jego proces, skazanie Go na śmierć i wykonie brutalnego wyroku, zarówno w głowie Jana, jak i głowach pozostałych Apostołów zburzyło wszystkie budowane wokół Mistrza ludzkie konstrukcje.

Co zostało?

Została miłość!

To właśnie miłość do Jezusa, kazała Janowi stanąć pod Jego krzyżem u boku Jego Matki. Ona jedyna w tym dramacie Golgoty zachowała miłość i wiarę. Wzięcie Jej do siebie było najmądrzejszą decyzją. Warto o tym pamiętać, kiedy nam w życiu wszystko się wali.

Reklama

Te święta Paschy roku 30 n.e. były niewątpliwie najgorsze w życiu Jana i pozostałych uczniów Jezusa. Żałoba, utrata sensu, stracony czas, niepewność jutra. I nagle poświąteczny poranek zmienił wszystko. Do Szymona Piotra i do Jana, przybiega Maria Magdalena z szokującą informacją: Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono.

Teraz jest już wszystko w biegu. Znamienne są słowa Jana, którymi opisał to, co stało się rewolucją w jego życiu: Wszedł on (Szymon Piotr) do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń (Jan), który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.

Reklama

Jan wszedł do grobu Jezusa z miłością. Powiązane płótna, z których ciało Jezusa zniknęło. Niemy krzyk Zmartwychwstałego. Chusta była złożona, bo Bóg nie zostawia bałaganu. Ta pustka była cudownym promieniem wiary, który jeszcze bardziej rozpalił miłość. W tym jednym momencie wszystko nabrało właściwego znaczenia. Biblia otrzymała jedyny klucz do jej zrozumienia. Życie Jana i każdego, kto razem z nim wszedł o pustego grobu Chrystusa, nabrało właściwego sensu.

Jezu proszę cię o miłość, aby wejście dzisiaj do Twojego pustego grobu, napełniło mnie wiarą! Abym nie był przemądrzałym naukowcem, ale kochającym uczniem!

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości