W poprzednią niedzielę Chrystus niezwykle ostro wskazał nam konieczność przyznania się do Niego wobec ludzi. On, nieskończenie miłosierny Jezus przyzna się wobec swego Ojca, tylko do tych spośród nas, którzy przyznają się do Niego wobec ludzi. Tych zaś wszystkich, którzy się Go zaprą wobec ludzi, On zaprze się przed swoim Ojcem.
Dzisiaj idziemy wraz z Boskim Mistrzem jeszcze głębiej, albowiem sprawa jest najwyższej rangi. Jezus mówi: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I tak zgodnie z przesłaniem codziennej modlitwy Izraelitów: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całą swoją mocą (Pwt 6,5), Jezus domaga się od nas dla Siebie – Boga prawdziwego, miłości bezgranicznej. Tylko taka miłość jest w stanie uporządkować wszystkie ludzkie miłości. Kto nie uzna tej prawdy, będzie musiał zapłacić najwyższą cenę.
Źle pojęta miłość, zniewala sumienie.
Wiele razy zdarzało mi się słyszeć od małżonków szukających przyczyn aktualnego kryzysu ich związku, słowa: Na początku kochałem swoją żonę /kochałam swojego męża/, bardziej niż Pana Boga i to był błąd. I tak wielu z nas gubi się w miłości narzeczeńskiej, małżeńskiej, rodzicielskiej, czy też w ludzkich przyjaźniach. Znakomicie uchwycił to, niemal pół wieku temu, często przez mnie wspominany Sługa Boży bp Jan Pietraszko: „W każdej z tej miłości pokusa będzie usiłowała zniewolić sumienie i może pewnego dnia człowiekowi podszepnąć: każ zamilknąć sumieniu. Nie oglądaj się na Boga – miłość jest ważniejsza. Nie oglądaj się na przykazania – miłość jest ważniejsza. Poświęć człowieka, jego dobro, jego szczęście, jego spokój, jego przyszłość – miłość jest ważniejsza, masz prawo do życia. Tu się właśnie rodzi miłość bez sumienia i skrupułów”.
Tamto pokolenie, do którego kierował swoje słowo Sługa Boży, wychowało pokolenie następne. Poranione rodziny, pozamykane szkoły, pozamykane kościoły, sztuczna inteligencja, to wszystko stwarza pokolenie ludzi samotnych, niekochanych i nieumiejących kochać. A przecież Bóg jest miłością! Kto nie miłuje – nie zna Boga!
To najwyższy czas, abyśmy wszyscy oprzytomnieli! Wiem, że to hasło jest parą w gwizdek, strzałem na wiwat. To czas, abym przede wszystkim ja oprzytomniał i wziął swój krzyż, misję swojego życia, która nie jest moim pomysłem i moją konstrukcją, a która jest mi dana przez Boga, jako droga miłości dla mnie, ale pośród innych ludzi.
Kilka dni temu w pociągu spotkałem niezwykle ciekawą kobietę, a było to kierowniczka tego pociągu. A tak właściwie, to ona była duszą tego pociągu. Tworzyła wokół siebie atmosferę ludzkiej życzliwości, a jednocześnie była fachowcem, który przez lata pracy zrósł się ze swoją misją. Przy zakupie biletu wywiązała się między nami krótka rozmowa. Widząc, że ma do czynienia z księdzem szczerze wyznała, że kocha swój zawód, kocha kolej, ale przede wszystkim, czuje się terapeutką. Zapytałem, jak należy to rozumieć? Odpowiedziała, że ma codziennie kontakt z tłumem podróżnych i nieraz zderza się z niezwykle trudnymi ludzkimi dramatami. „Mam wtedy okazję, aby pomóc, a tam, gdzie trzeba, powiedzieć o Jezusie”. Przyznała, że największe wyzwanie ma jednak wobec swojego syna, któremu towarzyszy w jego trudnej drodze do Boga.
Na kolejnej stacji wysiadłem z pociągu, który pojechał dalej w swoją trasą. Mnie zaś zapadła głęboko w serce prośba Pani Kierowniczki o modlitwę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze