Szkolne stołówki przeszły na „dietę planetarną”, a dzieci – jak twierdzą niektórzy – reagują na nowe menu jak na najgorsze przesłuchanie.
– Oj, detektywie... Co te dzieci muszą teraz jeść w tych szkołach.
– Hmm? Nic podejrzanego nie słyszałem. Żadnych skarg na posterunku ani pomruków niezadowolenia w eterze.
– A bo wnuczki ci nie mówili, że tego, co podają na stołówce, po prostu nie da się tknąć?! Moje wracają do domu z takimi minami, jakby miały za karę zeznawać.
– Nic takiego nie dotarło do moich uszu. Może mają mocne żołądki?
– No przecież wprowadzili im tę całą dietę planetarną.
– A co to za podejrzany twór? Brzmi jak menu dla kosmonautów.
– Wyobraź sobie, że nie dają mięsa codziennie!
– To akurat brzmi jak solidne alibi dla zdrowia. Mięso jest dobre, ale nie w takich ilościach, jakie my pochłaniamy. Przecież nasza wątroba to nie fabryka przetworów mięsnych.
– No wiesz, ale dzieciom białko potrzebne jest do rozwoju! Rosną przecież.
– Jasne. Tylko białko to nie tylko schabowy. Szczególnie że na tych stołówkach najczęściej królowała wieprzowina albo kurczaki z chowu... powiedzmy – o wątpliwej proweniencji, które z prawdziwą naturą miały tyle wspólnego, co ja z baletem.
– No dobra, ale tamto chociaż smakowało! I takie były przyzwyczajenia. Człowiek zjadł i wiedział, że żyje.
– Od czegoś trzeba zacząć śledztwo w sprawie nawyków, sąsiedzie. Zmiana rutyny zawsze boli.
– Myślisz, że to naprawdę takie dobre?
– Myślę, że o wiele lepsze niż ingerowanie w historię albo podsuwanie dzieciakom podejrzanych ideologii...
– No dobra, ale co z tego, jak dzieci nie chcą tego jeść?! Strajkują!
– Tłumaczę ci – moje chcą. Bo w domu już przeszły resocjalizację: zamiast słodkich soczków do obiadu podaje się czystą niczym dowód rzeczowy, wodę.
– Eeee, dla dzieciaków to dramat. Dla kucharek zresztą też! Wyobraź sobie: przez dwa dni same strączki, a w środku tygodnia – twardy reset, czyli całkowicie wegedzień!
– Dla mnie brak problemu. Ja sam byłem wychowany na diecie typu: „wszystko ma być słodkie i tłuste”, a jak słyszę słowo „wege”, to nawet nie potrafię wymienić żadnego dania... No, może poza jednym.
– Jakim?
– Kromka ze śmietaną i cukrem.
– O, panie! W czasach, kiedy była bieda, to człowieka ratowało. Ale dzisiaj tego cukru wszędzie tyle, że aż w zębach strzyka.
– No widzisz.
– Nie wiem, co z tymi dziećmi będzie... Myślisz, że one się w ogóle na stare lata... to znaczy, w młodości przestawią?
– Wyjdzie im to na zdrowie, obiecuję ci. Ja tam się cieszę z tej zmiany.
– Tylko dlatego się cieszysz, że sam tego nie musisz w tej stołówce jeść.
– A właśnie, że wręcz przeciwnie! Zastosuję eksperyment we własnym domu. Dam dobry przykład, sam zacznę tak gotować i patrzcie państwo – śledztwo wykaże same korzyści dla zdrowia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze