W blokach TBS rodzi się nowa gałąź prawa: przepisy od wilgotności, normy od mopa i paragrafy od kulturalnego „dzień dobry”.
– No i co, była już u ciebie kontrola? – zapytał detektyw Dąbek, spotykając kolegę przed blokiem TBS.
– Jaka kontrola? Gazowa?
– Poważniejsza. Szmatkowa.
– Dąbek, ty znowu bez śniadania?
– Czytałem wasz regulamin. Paneli na mokro myć nie wolno. Wyłącznie wilgotną szmatką. Zastanawiam się, kto będzie ustalał moment, w którym wilgoć przechodzi w działalność wywrotową.
– Ja tam myję mopem.
Dąbek spojrzał na niego z zawodowym zainteresowaniem.
– Przy świadkach bym tego nie powtarzał.
– Przecież podłogę trzeba umyć.
– Oczywiście. Ale wyobraź sobie: sobota, kończysz sprzątanie, ktoś puka. Otwierasz, a tam prezes z teczką. „Dzień dobry. Czy możemy zobaczyć szmatkę?”.
– Powiem, że nie mam.
– A on zerknie na panele:
„To ciekawe. Podłoga czysta, szmatki nie ma. Proszę się dobrze zastanowić nad odpowiedzią”.
– Może żona umyła?
– Pięknie. Pierwsze pytanie i już obciążasz rodzinę.
Kolega westchnął.
– To co mam robić?
– Zachowaj spokój. Nie dotykaj wiadra. Zażądaj, żeby wilgotność mopa sprawdzono w obecności twojego pełnomocnika.
– Pełnomocnika od sprzątania?
– Przy takich przepisach ktoś w końcu otworzy kancelarię.
– Byle nie w mieszkaniu. Działalności gospodarczej też nam zabronili.
– Czyli obrona mopa wyłącznie poza miejscem popełnienia czynu.
Kolega obejrzał się w stronę wejścia.
– A prezes się nie może nadziwić, że te zasady kogokolwiek dziwią. Przecież to podobno takie normalne.
– Rozumiem. Szmatka wilgotna, pies cichy, dziecko kulturalne, mieszkaniec pozbawiony pytań. Faktycznie, pełna norma.
– Może po prostu chcą porządku?
– Porządek bardzo dobra rzecz. Tylko zastanawiam się, czy w dokumentacji przewidzieli, że ktoś tam będzie jeszcze mieszkał.
Ruszyli w stronę klatki schodowej.
– Tutaj też nie możemy za długo gadać – uprzedził kolega. – Zakaz spotkań towarzyskich.
Dąbek natychmiast wyjął notes.
– W takim razie od tej chwili cię przesłuchuję.
– O co?
– O wilgotność. Rozmowa służbowa. Jak się zaśmiejesz, wpiszę, że podejrzany reaguje nerwowo.
– A jak sąsiadka powie „dzień dobry”?
– Odpowiesz. Ale bez „co słychać”, bo to już zaproszenie do dalszych nieprawidłowości.
– A przytrzymać jej drzwi?
– Możesz, tylko bez nawiązywania więzi. Za drzwiami mieszkania rozległo się szczekanie.
– No i mamy kolejnego delikwenta – powiedział Dąbek.
– On zawsze szczeka na dzwonek.
– Zapoznałeś go z regulaminem?
– Próbowałem. Zjadł róg kartki.
– Czyli zgłosił uwagi.
– Pies po prostu jest psem.
– Wiem. Najgorzej, jak rzeczywistość nie chce współpracować z dokumentacją. Kolega uciszył zwierzę i otworzył drzwi. Z głębi mieszkania dobiegło donośne: „Tato, gdzie jest ładowarka?!”
Dąbek uniósł palec.
– A ten obywatel? Kulturalny?
– Zależy, czy ma internet.
– To ryzykowne. Regulamin wymaga od rodziców zwracania uwagi na kulturalne zachowanie dzieci.
– Zwracam. Codziennie. Czasami tak kulturalnie, że sam się sobie dziwię.
– Tylko według jakiej normy? Savoir-vivre’u? Dekalogu? Osobistych oczekiwań prezesa?
– Może wystarczy, że mówi „dzień dobry” i nie niszczy ścian?
– Oby. Bo jeszcze wyobrażam sobie egzamin przy drzwiach. „Jak ustępujemy starszym? Jak zachowujemy się w windzie? Co robimy, gdy tata wyciąga mokrego mopa?”.
– Nie donosimy na tatę.
– Bardzo dobrze. Rodzina przygotowana.
Usiedli w kuchni. Kolega nastawił wodę i wyjrzał na balkon.
– Pranie też musiałem obniżyć. Ma nie wystawać ponad balustradę.
– Rozsądnie. Jeszcze ktoś z ulicy odkryłby, że mieszkańcy noszą majtki.
– A osłona musi mieć kolor balustrady.
– Czyli prywatność jest dozwolona, o ile pasuje do elewacji.
– Żona chciała inną.
– Żona musi zrozumieć, że ma swoje upodobania, a budynek swoje dobro nadrzędne.
– Jakie?
– Żeby z daleka nie było widać, że mieszka w nim kilka różnych osób.
Kolega postawił filiżanki na stole.
– Powiem ci, Dąbek, że gdyby naprawdę przyszli to wszystko sprawdzać, byłoby trudniej niż z księdzem po kolędzie.
– Zdecydowanie. Na kolędę masz przygotowany stół, a tutaj jeszcze trzeba wyjaśnić, dlaczego pod jego nogami nie ma filcu.
– Księdzu człowiek przynajmniej wie, co odpowiedzieć.
– Tutaj też możesz: „Od ostatniej kontroli myłem trzy razy, dwa razy wilgotno, raz niestety poniosły mnie emocje”.
– A pokuta?
– Wyżymać, aż przyjdzie opamiętanie.
– I wodę święconą trzeba będzie uważać, gdzie się stawia.
– Zwłaszcza na panelach. Błogosławieństwo nie zastępuje instrukcji producenta.
Przez chwilę pili kawę w milczeniu.
– Wiesz, czego jeszcze brakuje? – odezwał się kolega. – Żeby zaczęli zaglądać pod kołdrę.
Dąbek odstawił filiżankę.
– Nie podpowiadaj. Jeszcze powstanie rozdział o prawidłowym pożyciu małżeńskim.
– To znaczy?
– Nie za głośno, ale regularnie. W trosce o spokój sąsiadów oraz rytmiczne funkcjonowanie gospodarstwa domowego.
– I kto miałby to sprawdzać?
– Głośność sąsiedzi. Regularność sam wykażesz w sprawozdaniu.
– Miesięcznym?
– Na początek. Jak będą rozbieżności, przejdziecie na tygodniowe.
– A spontaniczność?
– Oczywiście dopuszczalna. Po wcześniejszym zgłoszeniu.
– A jak jednego wieczoru oboje nie mamy ochoty?
– Wpisujecie przerwę techniczną. Tylko nie za często, bo ktoś zapyta, czy lokal wykorzystujecie zgodnie z przeznaczeniem.
Kolega zakrztusił się kawą.
– Ty powinieneś im te regulaminy pisać.
– Nie mogę. Mam tendencję do zostawiania ludziom odrobiny prywatności. Poważna wada zawodowa.
– Najgorsze, że naprawdę nie chcę awantur. Chcę mieć spokojnych sąsiadów, posprzątaną klatkę i normalnie żyć.
– No właśnie. I to się da zrozumieć bez komisji od wyżymania.
– Tylko jak odróżnić rozsądny przepis od przesady?
– Zadać sobie pytanie, czy rozwiązujemy problem, czy produkujemy nowy powód do skargi.
Kolega zamyślił się.
– Może ja jednak przesadzam z tym zdziwieniem?
– Nie wiem. Zapytaj prezesa, jaki jest dopuszczalny poziom. Byle pisemnie, żebyś potem mógł wykazać, że dziwiłeś się zgodnie z wytycznymi.
Dąbek dopił kawę i wstał.
– To ja lecę.
– Poczekaj, pokażę ci jeszcze salon. Żona kupiła nowy dywan. Detektyw zatrzymał się na progu.
– Kiedy myłeś tutaj podłogę?
– Dwadzieścia minut temu. Ale już wyschła.
Dąbek powoli wyjął notes.
– Wyschła? Czyli śladów nie ma. Dywan położony. Żona poza domem. Wiadro pewnie też opróżnione?
– Dąbek, przestań!
– Spokojnie. Ja ci wierzę. Tylko nie wiem, czy prezes uwierzy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze