Reklama

Jakub Dąbek o życiu w bloku TBS pod nadzorem paragrafów

W blokach TBS rodzi się nowa gałąź prawa: przepisy od wilgotności, normy od mopa i paragrafy od kulturalnego „dzień dobry”.

– No i co, była już u ciebie kontrola? – zapytał detektyw Dąbek, spotykając kolegę przed blokiem TBS.

– Jaka kontrola? Gazowa?

– Poważniejsza. Szmatkowa.

– Dąbek, ty znowu bez śniadania?

– Czytałem wasz regulamin. Paneli na mokro myć nie wolno. Wyłącznie wilgotną szmatką. Zastanawiam się, kto będzie ustalał moment, w którym wilgoć przechodzi w działalność wywrotową.

– Ja tam myję mopem.

Dąbek spojrzał na niego z zawodowym zainteresowaniem.

– Przy świadkach bym tego nie powtarzał.

– Przecież podłogę trzeba umyć.

Reklama

– Oczywiście. Ale wyobraź sobie: sobota, kończysz sprzątanie, ktoś puka. Otwierasz, a tam prezes z teczką. „Dzień dobry. Czy możemy zobaczyć szmatkę?”.

– Powiem, że nie mam.

– A on zerknie na panele:

„To ciekawe. Podłoga czysta, szmatki nie ma. Proszę się dobrze zastanowić nad odpowiedzią”.

– Może żona umyła?

– Pięknie. Pierwsze pytanie i już obciążasz rodzinę.

Kolega westchnął.

– To co mam robić?

– Zachowaj spokój. Nie dotykaj wiadra. Zażądaj, żeby wilgotność mopa sprawdzono w obecności twojego pełnomocnika.

Reklama

– Pełnomocnika od sprzątania?

– Przy takich przepisach ktoś w końcu otworzy kancelarię.

– Byle nie w mieszkaniu. Działalności gospodarczej też nam zabronili.

– Czyli obrona mopa wyłącznie poza miejscem popełnienia czynu.

Kolega obejrzał się w stronę wejścia.

– A prezes się nie może nadziwić, że te zasady kogokolwiek dziwią. Przecież to podobno takie normalne.

– Rozumiem. Szmatka wilgotna, pies cichy, dziecko kulturalne, mieszkaniec pozbawiony pytań. Faktycznie, pełna norma.

– Może po prostu chcą porządku?

Reklama

– Porządek bardzo dobra rzecz. Tylko zastanawiam się, czy w dokumentacji przewidzieli, że ktoś tam będzie jeszcze mieszkał.

Ruszyli w stronę klatki schodowej.

– Tutaj też nie możemy za długo gadać – uprzedził kolega. – Zakaz spotkań towarzyskich.

Dąbek natychmiast wyjął notes.

– W takim razie od tej chwili cię przesłuchuję.

– O co?

– O wilgotność. Rozmowa służbowa. Jak się zaśmiejesz, wpiszę, że podejrzany reaguje nerwowo.

– A jak sąsiadka powie „dzień dobry”?

– Odpowiesz. Ale bez „co słychać”, bo to już zaproszenie do dalszych nieprawidłowości.

Reklama

– A przytrzymać jej drzwi?

– Możesz, tylko bez nawiązywania więzi. Za drzwiami mieszkania rozległo się szczekanie.

– No i mamy kolejnego delikwenta – powiedział Dąbek.

– On zawsze szczeka na dzwonek.

– Zapoznałeś go z regulaminem?

– Próbowałem. Zjadł róg kartki.

– Czyli zgłosił uwagi.

– Pies po prostu jest psem.

– Wiem. Najgorzej, jak rzeczywistość nie chce współpracować z dokumentacją. Kolega uciszył zwierzę i otworzył drzwi. Z głębi mieszkania dobiegło donośne: „Tato, gdzie jest ładowarka?!”

Dąbek uniósł palec.

Reklama

– A ten obywatel? Kulturalny?

– Zależy, czy ma internet.

– To ryzykowne. Regulamin wymaga od rodziców zwracania uwagi na kulturalne zachowanie dzieci.

– Zwracam. Codziennie. Czasami tak kulturalnie, że sam się sobie dziwię.

– Tylko według jakiej normy? Savoir-vivre’u? Dekalogu? Osobistych oczekiwań prezesa?

– Może wystarczy, że mówi „dzień dobry” i nie niszczy ścian?

– Oby. Bo jeszcze wyobrażam sobie egzamin przy drzwiach. „Jak ustępujemy starszym? Jak zachowujemy się w windzie? Co robimy, gdy tata wyciąga mokrego mopa?”.

Reklama

– Nie donosimy na tatę.

– Bardzo dobrze. Rodzina przygotowana.

Usiedli w kuchni. Kolega nastawił wodę i wyjrzał na balkon.

– Pranie też musiałem obniżyć. Ma nie wystawać ponad balustradę.

– Rozsądnie. Jeszcze ktoś z ulicy odkryłby, że mieszkańcy noszą majtki.

– A osłona musi mieć kolor balustrady.

– Czyli prywatność jest dozwolona, o ile pasuje do elewacji.

– Żona chciała inną.

– Żona musi zrozumieć, że ma swoje upodobania, a budynek swoje dobro nadrzędne.

– Jakie?

– Żeby z daleka nie było widać, że mieszka w nim kilka różnych osób.

Reklama

Kolega postawił filiżanki na stole.

– Powiem ci, Dąbek, że gdyby naprawdę przyszli to wszystko sprawdzać, byłoby trudniej niż z księdzem po kolędzie.

– Zdecydowanie. Na kolędę masz przygotowany stół, a tutaj jeszcze trzeba wyjaśnić, dlaczego pod jego nogami nie ma filcu.

– Księdzu człowiek przynajmniej wie, co odpowiedzieć.

– Tutaj też możesz: „Od ostatniej kontroli myłem trzy razy, dwa razy wilgotno, raz niestety poniosły mnie emocje”.

– A pokuta?

– Wyżymać, aż przyjdzie opamiętanie.

– I wodę święconą trzeba będzie uważać, gdzie się stawia.

Reklama

– Zwłaszcza na panelach. Błogosławieństwo nie zastępuje instrukcji producenta.

Przez chwilę pili kawę w milczeniu.

– Wiesz, czego jeszcze brakuje? – odezwał się kolega. – Żeby zaczęli zaglądać pod kołdrę.

Dąbek odstawił filiżankę.

– Nie podpowiadaj. Jeszcze powstanie rozdział o prawidłowym pożyciu małżeńskim.

– To znaczy?

– Nie za głośno, ale regularnie. W trosce o spokój sąsiadów oraz rytmiczne funkcjonowanie gospodarstwa domowego.

– I kto miałby to sprawdzać?

– Głośność sąsiedzi. Regularność sam wykażesz w sprawozdaniu.

Reklama

– Miesięcznym?

– Na początek. Jak będą rozbieżności, przejdziecie na tygodniowe.

– A spontaniczność?

– Oczywiście dopuszczalna. Po wcześniejszym zgłoszeniu.

– A jak jednego wieczoru oboje nie mamy ochoty?

– Wpisujecie przerwę techniczną. Tylko nie za często, bo ktoś zapyta, czy lokal wykorzystujecie zgodnie z przeznaczeniem.

Kolega zakrztusił się kawą.

– Ty powinieneś im te regulaminy pisać.

– Nie mogę. Mam tendencję do zostawiania ludziom odrobiny prywatności. Poważna wada zawodowa.

– Najgorsze, że naprawdę nie chcę awantur. Chcę mieć spokojnych sąsiadów, posprzątaną klatkę i normalnie żyć.

Reklama

– No właśnie. I to się da zrozumieć bez komisji od wyżymania.

– Tylko jak odróżnić rozsądny przepis od przesady?

– Zadać sobie pytanie, czy rozwiązujemy problem, czy produkujemy nowy powód do skargi.

Kolega zamyślił się.

– Może ja jednak przesadzam z tym zdziwieniem?

– Nie wiem. Zapytaj prezesa, jaki jest dopuszczalny poziom. Byle pisemnie, żebyś potem mógł wykazać, że dziwiłeś się zgodnie z wytycznymi.

Dąbek dopił kawę i wstał.

– To ja lecę.

– Poczekaj, pokażę ci jeszcze salon. Żona kupiła nowy dywan. Detektyw zatrzymał się na progu.

– Kiedy myłeś tutaj podłogę?

– Dwadzieścia minut temu. Ale już wyschła.

Dąbek powoli wyjął notes.

– Wyschła? Czyli śladów nie ma. Dywan położony. Żona poza domem. Wiadro pewnie też opróżnione?

– Dąbek, przestań!

– Spokojnie. Ja ci wierzę. Tylko nie wiem, czy prezes uwierzy.

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/09/2026 15:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości