Reklama

Blog: Robimy swoje i… uczymy się od najmłodszych

Dziesięcioletnia dziewczynka stoi na mrozie przed kościołem. Obok niej mały pięcioletni szkrab z przechyloną głową. Dziewczynka trzyma w dłoniach puszkę Wielkiej Orkiestry i mówi: – Zbieram na brata, bo ma chory brzuszek, który go boli. Pytam, co mu się dzieje? – Nie wiemy. Był już kilka razy w szpitalu, ale dalej go boli.

Taka sytuacja pokazuje, jak szczere i empatyczne potrafią być dzieci. Jak rozumują i jak w trudnych sytuacjach – mimo że mają zaledwie kilka czy kilkanaście lat – chcą pomagać i brać udział w działaniach, które zazwyczaj przypisuje się dorosłym.

Ta mała dziewczynka i jej braciszek po raz pierwszy w życiu dowiadują się, czym jest wolontariat. To one muszą powiedzieć obcym osobom: „Proszę, pomóż nam, bo zbieramy na zdrowie naszej rodziny”. To one widzą obok siebie inne dzieci, które z podobnych lub zupełnie innych powodów czują, że w tym świecie trzeba sobie wzajemnie pomagać.

Reklama

Atmosfera, w której spotykają się z młodzieżą, harcerzami i wolontariuszami, tworzy w nich silną więź społeczną. Wiedzą, że są częścią czegoś większego, fajnego i pozytywnego. Same gesty osób, instytucji i firm pokazują, że takich ludzi jest więcej. Bo oprócz dzieci w Orkiestrze każdy gra, jak potrafi: często poświęcając swój czas, czasem talent sceniczny, by uatrakcyjnić ten dzień, innym razem przekazując swoje produkty, by poczęstować wolontariuszy i w ten sposób podziękować im za zaangażowanie. A czasem to po prostu dobre słowo albo wdowi grosz.

Na końcu tak naprawdę nie liczy się to, czy ktoś miał w puszce więcej, czy mniej, ale to, że poświęcił swój czas i że w jego sercu coś się zmieniło. Serce poczuło, czym jest wolontariat i działanie dla drugiego człowieka. Poczuło, że trzeba oddać temu wysiłek, przełamać się i wyciągnąć rękę po datki.

Reklama

Na przestrzeni lat poznałem setki osób związanych z WOŚP-em. Osób, które pomagają w sztabie, są setki – i wiem jedno: to po prostu fajni ludzie. Uśmiechnięci, weseli i bardzo empatyczni. To od nich czerpiemy energię, bo praca dla nich i koordynowanie całej akcji w Jaworznie to ogromne zamieszanie i wiele spraw, ale naprawdę warto. Niezwykłą radością jest moment, gdy ludzie sami przychodzą z inicjatywami, które chcą realizować, a my jedynie je koordynujemy, żeby każdy mógł zagrać tak, jak chce i potrafi.

Z ogromnym szacunkiem dziękuję wszystkim – od tych najmłodszych po tych najstarszych. Również rodzicom, których często nie widać, ale to oni dbają o to, by ich dzieci wyrosły na odpowiedzialnych, współczujących i empatycznych ludzi. Po latach widzę, że to właśnie ci mali wolontariusze dorastają, zajmują się poważnymi sprawami, ale w sercu wciąż pozostają wolontariuszami. Wracają z coraz to nowymi pomysłami na wzajemną pomoc – nie tylko w dniu Orkiestry, ale przez cały rok i całe życie. Do końca świata i o jeden dzień dłużej.

Reklama

Franciszek Matysik

Aplikacja jaw.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/02/2026 14:00
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Robert - niezalogowany 2026-02-01 14:49:43

    Najpierw plujecie na Kościół a potem dzieci wysyłacie pod Kościół z puszkami jakim trzeba być zakłamańcem

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo jaw.pl




Reklama