Być prezydentem po wsze czasy? Czy można być numerem jeden „forever”? Wiadomo, że w obliczu decyzji politycznych numerem jeden zawsze jest prezydent miasta. Taka uroda tego stanowiska. Z racji pełnionej funkcji to na nim zazwyczaj skupia się opinia publiczna. Nie oszukujmy się też, że nie trzeba mieć do tego predyspozycji, trzeba bowiem mieć silną osobowość. Zarządzanie ludźmi, budowanie zespołu, próba sklejenia „jednej drużyny” z różnych charakterów i interesów – to nie jest gra w bierki. To jest codzienność, która potrafi zmielić nawet najbardziej odpornych. To ciężka praca, ale czemu przyciąga jak magnes?
Tyle że ostatnio coraz częściej słyszę skomlenie – i to nie tylko u nas, raczej w skali kraju – na temat dwukadencyjności. Że niby niesprawiedliwa dla ludzi. Że odbiera mieszkańcom możliwość wybierania w kółko tej samej osoby. Jakby wolność wyboru polegała na tym, by móc robić dokładnie to samo bez końca, aż do znudzenia albo do emerytury.
I teraz pytanie: skąd się rodzi to przekonanie, że ludzie chcą ciągle głosować na tę samą osobę? Pewnie po części działa mechanizm „lepsze znane niż nieznane”. Ludzka natura podpowiada, że znany wybór jest bezpieczniejszy. Nawet mówi się czasem: lepiej słabo, ale stabilnie, niż „nie wiadomo jak” − z nowością. Do tego dochodzi dostęp do wiedzy. Aktualny włodarz zwykle jako jedyny wie, co miastu doskwiera, co jest do zrobienia, a co od lat leży w szufladzie z etykietą „kiedyś”. Łatwiej mu też realnie odpowiadać na potrzeby mieszkańców – bo zna urząd, mechanizmy, ograniczenia, a czasem nawet… ludzi z imienia, nazwiska i telefonu.
No dobrze, ale czy w tym wszystkim nie chodzi też o coś innego? O to, że te małe księstwa, tworzone przez lata, w pewnym momencie zaczynają nie tyle „trzymać ster”, ile trzymać wszystko za gardło? Że zamiast rozwoju mamy utrwalanie układu? Bo stabilność bywa wygodnym słowem. Wygodnym zwłaszcza wtedy, gdy oznacza: „nic się nie zmieni, bo tak jest nam wszystkim bezpieczniej”.
Jest takie powiedzenie: jeśli nie wiesz, jak coś zrobić, zawołaj kogoś, kto tego nie wie, że się nie da – a on to zrobi. I coraz częściej mam wrażenie, że w Jaworznie czasem żyjemy jak w Dniu Świra. Wciąż te same scenariusze. Te same obozy, które rytualnie na siebie narzekają, jakby mieli to wpisane w grafik. Te same schematy obchodów świąt państwowych. Te same argumenty w dyskusjach o parkingach, podatkach czy inwestycjach. Jakby miasto od lat kręciło jeden serial – tylko aktorzy się trochę starzeją, a dekoracje się odświeża farbą.
A przecież czasem zrobienie czegoś od spodu, od nowa, daje szansę na szybszy i odważniejszy rozwój. Oczywiście: w zarządzaniu miastem ważna jest kontynuacja. Nikt rozsądny nie chce, żeby po wyborach ktoś wchodził do urzędu i robił „reset fabryczny”, bo wtedy resetują się też sprawy, które muszą iść dalej: inwestycje, umowy, procedury, długoterminowe projekty.
No, ale lidera poznaje się również po tym, jak wychowuje swoich następców. Po tym, czy buduje drużynę, która poradzi sobie bez niego. Czy potrafi oddać pole, zanim życie zmusi go do oddania pola w najgorszym możliwym momencie?
W Jaworznie – trzeba to uczciwie przyznać – nie wygląda to aż tak źle, jak w wielu innych miastach, gdzie dwukadencyjność wywołuje lament, jak po zabraniu ulubionej zabawki. Nasz prezydent już dawno postawił na młodych ludzi w swoim otoczeniu i nieraz deklarował, że jest w stanie ustąpić im miejsca. Można się spierać o decyzje, można oceniać styl, można mieć swoje sympatie i antypatie – ale sama myśl o przygotowaniu następców to coś, co w samorządach wcale nie jest oczywiste.
Tyle że poza granicami naszego miasta nie wszędzie wykazano się podobną pomysłowością. Tam wciąż króluje przekonanie: „jak ja odejdę, to wszystko runie”. A życie – jak wiadomo – pustki nie znosi. Zawsze powtarzam, że trzeba być przygotowanym do odejścia. Trzeba umieć wstać od stołu, zanim ktoś zacznie wynosić krzesła.
Patrząc w przyszłość naszego miasta, można być przekonanym, że czeka nas powiew młodości. Nieważne, z której strony przyjdzie. No, ale w tych dynamicznych czasach coraz bardziej wierzę, że młodsi – z większą energią, głodem działania i mniejszym przywiązaniem do „zawsze tak było” – mogą się po prostu sprawdzić.
Franciszek Matysik
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jeszcze tylko kasa przy budowie spalarni odpadow,za farmy fotovoltaiki,fabryke mydla i potem spokojna emerytura i ustawiona rodzina.....
Jeszcze tylko kasa przy budowie spalarni odpadow,za farmy fotovoltaiki,fabryke mydla i potem spokojna emerytura i ustawiona rodzina.....