Pierwsze pytanie może brzmieć prowokacyjnie, ale nie bez powodu je zadaję, bo moja rozmówczyni widziała życie od pierwszego krzyku. Z Barbarą Boczoń, która od ponad roku jest radną miejską, ale przede wszystkim położną z ponad 40-letnim doświadczeniem, rozmawiam o zdrowiu kobiet, wymagającym remontu oddziale ginekologicznym, o dzieciach i młodzieży, wyzwaniach związanych ze starzejącym się społeczeństwem i potrzebie słuchania młodych ludzi.
Barbara Boczoń: Dzieci to przyszłość miasta – jego rozwój, ciągłość i sens. Ich obecność buduje więzi społeczne. Miasto bez dzieci cichnie.
Zmiany pokoleniowe widać nie tylko w naszym mieście. Decyzja o dziecku coraz częściej jest odkładana. Nie wynika z niechęci do rodzicielstwa, ale z obaw o mieszkanie, dostęp do przedszkola, wsparcie instytucji. Jako położna i radna widzę, że brakuje nie tylko systemowych rozwiązań, ale też zwykłej otuchy i poczucia, że młode rodziny nie są zostawione same sobie. Chęć posiadania dzieci nie znika – ale wymaga wsparcia, by mogła się urzeczywistnić.
Tak, choć wiemy, że samorząd nie odwróci trendów demograficznych w skali kraju, to szukamy lokalnych rozwiązań. Zmniejszająca się liczba urodzeń ma realny wpływ na liczbę klas i funkcjonowanie szkół. Brak bloku porodowego w naszym szpitalu to dodatkowe utrudnienie. Mniej dzieci to mniej rodzin i mniej życia w mieście. Dlatego nie wystarczy o tym rozmawiać – potrzebne są działania.
Statystyki są alarmujące, ale tak jak pani zauważyła, jednocześnie rozwija się infrastruktura mieszkaniowa. To pozytywny sygnał. Naszym zadaniem jako samorządu jest teraz stworzenie warunków, które zachęcą młodych ludzi do życia tutaj.
Miejsca pracy – stabilne, dobrze płatne i dające perspektywy. Widać, że wielu młodych chce mieszkać w Jaworznie – stąd nowe domy i bloki. Ważne jednak, by rozwój budownictwa szedł w parze z rozbudową i dostosowaniem infrastruktury: żłobków, przedszkoli, szkół, przychodni. Bez tego miasto stanie się tylko „sypialnią”.
Mają potencjał, pomysły i chęć działania. Problem w tym, że często nie dostają przestrzeni, by się wykazać. Wiele osób opuszczało Jaworzno, bo nie widziało dla siebie możliwości rozwoju. Brakowało uczelni; miejsc, które wspierałyby ich ambicje. Otwarcie zamiejscowego wydziału Akademii WSB to dobry krok – to sygnał: „chcemy, żebyście zostali i współtworzyli miasto”. Trzeba pamiętać, że młodzież ma często inne oczekiwania, wymagania i zainteresowania niż 20-30 lat temu.

Zdecydowanie. Myślę, że położną zostałam dlatego, że mam w sobie ogromne pokłady empatii. Kocham swoją pracę. Gdy powiem, że 40 lat gonię do pracy, to nie skłamię, bo i tak chodzę pieszo. Przez te lata nie było sytuacji, która mogłaby mnie zniechęcić do zawodu. Codzienny kontakt z kobietami i rodzinami daje mi praktyczne spojrzenie na potrzeby mieszkańców – nie przez pryzmat dokumentów, tylko realnych sytuacji. Gdy zamknięto porodówkę w Jaworznie, wiedziałam, że nie można przejść nad tym do porządku dziennego. Dlatego jako radna widzę sprawy społeczne nie tylko jako statystyki, ale jako historie konkretnych ludzi.
Największym jest przekonanie wszystkich, że zdrowie mieszkańców to sprawa wspólna – niezależnie od poglądów politycznych. Problemy zdrowotne nie są tak „widoczne” jak remonty dróg, ale równie ważne. Potrzebna jest gotowość do słuchania i współpraca ponad podziałami. Równie istotne są fundusze – bez nich nie poprawimy jakości opieki. Przykład? Program profilaktyki raka szyjki macicy. Dzięki niemu kobiety mogą wykonać bezpłatną cytologię płynną i test HPV. To realna szansa na wcześniejsze wykrycie choroby.
Trudno mówić o rozwoju usług, jeśli zaplecze przez dekady pozostaje w tym samym stanie. Mimo tego przyjmujemy wiele pacjentek, także spoza miasta – co jasno pokazuje, że potrzeba takich świadczeń istnieje i nie może być dłużej ignorowana. Kilkakrotnie mówiłam o tym na sesjach rady miasta, bo uważam, że kobiety zasługują na leczenie w warunkach, które odpowiadają dzisiejszym standardom. Oddział ginekologii, na którym pracuję, jest szczególny, bo dedykowany wyłącznie kobietom. Przeżywają tu czasami najtrudniejsze momenty w swoim życiu; poronienie, rozległą operację, usłyszą ciężką diagnozę. Potrzebują godnych warunków do leczenia. Takich, jakie mają pacjenci na innych oddziałach. To jeden z nielicznych oddziałów, który od prawie 30 lat nie przeszedł gruntownego remontu. Pacjentki to widzą, personel też. Projekt remontu jest opracowywany, ale na razie nie ma zabezpieczonych środków. Zmianą na plus jest z pewnością nowy zespół specjalistów z kliniki w Ligocie – pracują z nami od czerwca. Mamy nową ordynator, jej zastępcę, oraz lekarzy, którzy przyjeżdżają na dyżury. Pojawiły się nowe możliwości diagnostyczne i zabiegowe, których wcześniej nie było. Oddział ma potencjał, ale bez remontu trudno mówić o pełnym rozwoju.
Do kandydowania namówiły mnie koleżanki i przyjaciele. Znali moje zaangażowanie w pracy i uważali, że mogłabym zrobić coś więcej, działając w samorządzie. Ostateczną decyzję podjęłam dzięki wsparciu moich córek – to one dodały mi odwagi w kampanii. Nie żałuję tej decyzji. Praca radnej daje realny wpływ na sprawy mieszkańców i możliwość działania tam, gdzie dotąd byłam tylko obserwatorką.

Mieszkam na Podwalu od ponad 30 lat. Zgłaszają się do mnie mieszkańcy z różnych części miasta. Interweniowałam m.in. w sprawie ulic 3 Maja i Broniewskiego – obie wymagają gruntownego remontu. Wiem, że dokumentacja projektowa już powstała, pozostaje czekać na środki. Na prośbę mieszkańców udało się też wyremontować kilka chodników, naprawić schody i nawierzchnię ul. Broniewskiego. Od konkretnych lokalnych spraw zaczyna się skuteczne działanie w mieście.
Każdy radny otrzymał środki z budżetu miasta do wykorzystania w swojej dzielnicy. Na moją prośbę doposażony zostanie plac zabaw przy ul. Broniewskiego – pojawią się nowe huśtawki, zjeżdżalnia i inne elementy. To mały krok, ale ważny dla rodzin z dziećmi. Takie działania realnie wpływają na jakość życia w osiedlach.
Młodsze osoby najczęściej piszą do mnie poprzez media społecznościowe. Starsi ludzie nie zawsze mają taką możliwość, dlatego raz w miesiącu biorę plecak, wyruszam w rejs po osiedlach, rozmawiam z ludźmi i sprawdzam, co można naprawić. W czasie spacerów zauważyłam m.in., że wszystkie tablice informacyjne są zniszczone – udało się je wymienić. Na każdej z nich jest moja wizytówka z numerem telefonu. Teraz mieszkańcy dzwonią do mnie częściej. Zarówno jako położna, jak i radna stawiam na bezpośredni kontakt – to przynosi konkretny efekt.
Największym jest brak miejsc parkingowych. To codzienna trudność dla wielu mieszkańców, która wymaga pilnych rozwiązań – zarówno nowych inwestycji, jak i lepszego wykorzystania istniejącej przestrzeni. Drugim często zgłaszanym problemem są dziki pojawiające się na osiedlach. To sytuacja, która wymaga skoordynowanego działania różnych służb i jasnych procedur.

To poważne wyzwanie, zwłaszcza dla systemu ochrony zdrowia i opieki społecznej. Starsze osoby częściej chorują i potrzebują lepszego dostępu do lekarzy specjalistów, rehabilitacji, wsparcia środowiskowego. Dobrym krokiem będzie planowane połączenie DPS-u w Ciężkowicach ze szpitalem. Pozytywne są też inicjatywy takie jak kluby seniora czy spotkania taneczne na rynku – ważne, by zachęcać seniorów do aktywności i wyjścia z domu. Postaram się, by informacje o takich wydarzeniach były widoczne np. na osiedlowych tablicach. Proces starzenia się jest naturalny – musimy tylko zadbać, by nie oznaczał izolacji i samotności.
Zostałam w Jaworznie, bo to mój dom. Chciałabym, żeby młodzi ludzie też się tak tu poczuli; widzieli w tym mieście przestrzeń dla siebie – do życia, pracy, zakładania rodziny. Aby tak się stało, potrzebujemy mieszkań na start, dobrze zorganizowanej edukacji, stabilnych miejsc pracy. Jaworzno ma wiele atutów: zieleń, dobrą infrastrukturę, obiekty sportowe, Geosferę, Sosinę, nowoczesną bibliotekę. Wiem, że można wiele zmienić i poprawić w Jaworznie z pomocą młodych ludzi. Trzeba ich słuchać, bo ich potrzeby są inne niż kiedyś i nie możemy tego ignorować.
Tym wywiadem rozpoczynam cykl "Twarzą w twarz z radnymi". Na początek zapraszam tych radnych, którzy po raz pierwszy zasiedli w radzie miejskiej.
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Taka teraz prawda, że chcąc posiadać dzieci to trzeba mieć lekką i bardzo dobrze płatną pracę, mieszkanie o powierzchni minimum 70 m2 z niskim czynszem, samochód a może i dwa oraz kochanych dziadków którzy zajmą się tymi dziećmi. Czterdzieści lat temu posiadanie dzieci było wielkim szczęściem i mało kto w tamtym czasie posiadał mieszkanie nie wspominając już o samochodach. Dzieci było dużo, śmiechów i okrzyków bawiących się dziewczynek i chłopców było sporo. Teraz tego nie ma a pośród bloków cisza taka, że aż się płakać chce, bo młodzi ludzie mają tylko w sobie jeden kierunek tzn. być bogatym i tym bogactwem się chwalić na facebooku.
No tak... lepiej wyjeżdżać na wakacje niż bawić się w pieluchy. Lepiej kupić nowe auto niż jeździć dwudziestoletnim rzęchem do którego trzeba co chwile dokładać. To ,że kiedyś było inaczej to nie znaczy ,że tak samo musi być teraz. Do odwiedzenia jest bardzo dużo miejsc na świecie i po co sobie to utrudniać? nie widzę sensu.
Młodzi ludzie mają mało okazji , aby się spotykać, poznawać. Kilkoro dorosłych dzieci ( 28+) moich znajomych cały tydzień pracuje , resztę dnia spędza w domu przy komputerze i czasami w weekend wychodzi na jakieś spotkanie ze znajomymi.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Na przystankach autobusowych palenie tytoniu jest zabronione ustawowo.Jaworzniccy mieszkańcy tego nie respektują !!!
ale palą, może nie na przystanku ale wokół niego
co to ma wspólnego z poczęciem dziecka ????
Przyszłość wielu teraz młodych ludzi będzie tragiczna. Koleżanki, koledzy, przyjaciółki i przyjaciele poumierają i ten ktoś kto nie ma dzieci zostanie sam. I proszę mi uwierzyć, że to jest straszne. Dopóki jest się zdrowym jest w porządku ale gdy przyjdzie choroba to jest tragedia. Takie tragedie przeżywają obecnie osoby które posiadają dzieci ale one są w Anglii. Znam kilka przypadków z ostatnich miesięcy gdy umarł samotny rodzic a dzieci przyjechały tylko na pogrzeb i podział majątku. Wcześniej ich nie było.
Najpierw trzeba być z kimś :(
To prawda trzeba być z kimś. Teraz ciężko znaleźć kogoś wartościowego i zaufanego.
chcesz mi zwrócić pieniądze za zmiane warunków? bo dzieci cudzych nie potrzebuje a jak ci potrzeba kontaktów to jest ich wiele w jaworznie
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Poznam Panią zainteresowaną poprawą sytuacji demograficznej w naszym mieście.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Akurat niektórym to może pasować bardziej że cichnie niż stada rozwrzeszczanych Brajanów z Jesikami biegające po ulicach, którymi Grażyny z Januszami się nie zajmują bo mają inne ważniejsze sprawy.