Pnie drzew porzucone przy drodze nad Sosiną przez miesiące rodziły wśród mieszkańców spiskowe teorie – od sprawstwa bobrów-mutantów po gubienie ładunków przez leśników.
Marian oparł się ciężko o płot, trzymając w garści nadkruszonego sucharka, i zmierzył wzrokiem detektywa Dąbka, który z ponurą miną czytał lokalną gazetę.
– No i co tam, panie Sherlocku? – zagaił Marian, strzepując okruchy z podkoszulka. – Wyjaśniło się wreszcie, skąd na poboczu przy Sosinie wzięły się te cholerne sekwoje? Pół Jaworzna myślało, że to sabotaż bobrów mutantów, a drugie pół, że leśnicy zgubili ładunek po pijaku.
Dąbek powoli opuścił gazetę, poprawił okulary i spojrzał na sąsiada wzrokiem człowieka, który dotknął dna miejskiej biurokracji.
– Marianie, to nie bobry. Sprawa była głęboka jak nasz zalew, a tajemnica pilniej strzeżona niż receptura na krakowską suchą. MZDiM milczał, MCKiS nabrał wody w usta, wnioski o informację publiczną traktowali jak spam z ofertą garnków. Ale pękło. Na komisji rady miejskiej nastąpił przełom.
– Mów pan, bo mi ciśnienie skacze! Kosmici? Wojsko ćwiczyło zasieki przeciwczołgowe?
– Dyrekcja ośrodka sportu, Marianie. Sam naczelny wódz jednostki osobiście podjął tę strategiczną decyzję. Okazało się, że wycięli na Sosinie masę topoli. No i pnie leżały, zawadzały, miejsce zajmowały… Marian zmarszczył czoło, próbując złożyć te fakty w logiczną całość.
– Czekaj pan... Wycięli drzewa, żeby posprzątać, po czym stwierdzili: „A rzućmy je w krzaki przy drodze, będzie ładnie”?
– Nie ładnie, Marianie, tylko funkcjonalnie. To się w języku urzędowym nazywa „uszczelnianie systemu opłat”. Zastępca dyrektora wyłożył radnym kawę na ławę. Utrzymanie Sosiny kosztuje dwa i pół miliona rocznie, a z biletów mają tylko milion. Dziura na półtorej bańki! A cwani kierowcy, zamiast płacić za wjazd, stawiali auta na poboczu. Bo, co ciekawe, znak zakazu akurat pobocza nie obejmował.
– I zamiast postawić porządny znak albo słupki, to rzucili pniaki jak u drwala w zagrodzie?!
– Słupki, Marianie, to są na Gródku, bo tam jest prestiż i piniondz. A na Sosinie wiceszef sam przyznał: słupki są za drogie, a kłody były za darmo i „na zbyciu”. No to wzięli własnych pracowników i poukładali barykady. Estetyka może i traperska, ale cel uświęca środki. Podobno większość odbiorców ocenia to pozytywnie!
Marian parsknął tak głośno, że spłoszył gołębie z dachu. – Pozytywnie?! Chyba tylko korniki oceniają to pozytywnie! Radny Banasik słusznie im wytknął, że ludzie płacą podatki na tę Sosinę i mają prawo gdzieś za darmo koła postawić. A ci zrobili tor przeszkód z topoli. Następnym razem, jak im braknie na kosiarki, to wykopią wilcze doły, zaleją smołą i powiedzą, że to naturalne spowalniacze ruchu załatwione „siłami własnymi jednostki”!
– Nie podpowiadaj im, Marianie – westchnął Dąbek, składając gazetę w równą kostkę. – Ciesz się, że Sosina to zbiornik wodny, a nie kamieniołom. Bo zamiast kłód na poboczu leżałyby dziś głazy narzutowe z tabliczką: „System uszczelniono pomyślnie”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze