Reklama

Bernadetta Ćwierzyk – „taki szef zadymy”. Koncert Piosenki Odkopanej w Jaworznie

Bernadetta Ćwierzyk znana wszem i wobec z koncertów Piosenki Odkopanej. Dość, że pięknie śpiewa to jeszcze rozbawia publikę inteligentnymi żartami.

- Pani Redaktor, uwielbiam opowiadać różne historie, aby rozbawić i rozweselić ludzi – tak rozpoczęła ten wywiad. - Ale mówić o sobie… to już trochę za trudne! Spróbuję.
Nazywam się Bernadetta Ćwierzyk, jak to mówią, z domu Gładysz. Moja rodzina od kilku pokoleń zamieszkuje w Jaworznie. Tutaj się urodziłam dawno temu i tutaj, co istotne w naszej rozmowie o Piosence Odkopanej, uczęszczałam do liceum ogólnokształcącego, gdzie śpiewałam w zespole „Po co nam to” (później „Rozkład Jazdy”).
Potem studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Wydziale Filologii Romańskiej, i praca w szkołach jako nauczycielka języka francuskiego.
Ponieważ całe moje dzieciństwo i młodość mieszkałam w blokach na coraz to nowszych osiedlach jaworznickich, pozbawionych zieleni, to oczywiście marzyłam o domku na wsi.
Chociaż teraz mogę, z perspektywy czasu, powiedzieć , że dzieciństwo „w blokowiskach” miało swój urok, już nie mówiąc o „twardej szkole życia i przetrwania”.
Ponieważ szybko podejmuję decyzje (nie zawsze dobre), zostawiłam pracę, Jaworzno, przyjaciół i wybudowaliśmy domek (okolice Rudna).
Miałam domek wymarzony, wielki kredyt do spłacenia i „wszędzie daleko”. Były tylko dwa busy do Krzeszowic, w ciągu dnia.
Praca, rodzina, dom, dojazdy do pracy, wożenie dzieci na zajęcia z wymarzonej wsi — tak minęło kolejne moje 30 lat.
Kiedy mąż i synowie się usamodzielnili troszkę, mogłam w końcu szukać nowych zajęć i wyzwań. Rzuciłam szybko pracę w szkole i próbowałam być tłumaczem, pilotem wycieczek itd., itp.

Reklama

Ela Bigas: Jak powstawała Piosenka Odkopana?
Bernadetta Ćwierzyk: W wieku przedemerytalnym „naszła” mnie nostalgia. Zatęskniłam za przyjaciółmi z lat młodości, tym bardziej że mieszkałam daleko od Jaworzna.
Odnalazłam i odnowiłam kontakty, szczególnie z kolegami z zespołu. (To były najpiękniejsze chwile w szkole, to nasze śpiewanie i granie).
Ewa, Jacek, Halinka,Basia , no i Maciek (pracował wtedy w Teatrze Sztuk, czyli obecnie Atelier Kultury).
Wszyscy chcieliśmy pośpiewać sobie i pograć „jak za dawnych lat”. Broń Boże, nikt nie myślał o publicznych występach. Jako początkujący seniorzy byliśmy zbieraniną różnych ludzi różnych profesji, a po 30 latach nasze granie i śpiewanie nie nadawało się „na scenę”.
Jakież było nasze zdumienie, gdy po kilku miesiącach Maciek razem z Markiem Długopolskim zaprosili nas (czyli członków starego zespołu z liceum) i przedstawili projekt Piosenki Odkopanej.
To było 15 lat temu. I tak się zaczęło…

Reklama

Dlaczego Piosenka Odkopana odniosła sukces i mawia się o niej, że to koncerty kultowe?
Widocznie nasze tęsknoty były tęsknotami i potrzebami wielu ludzi z naszego pokolenia.
Poza tym byliśmy przyjaciółmi z młodych lat i tak traktowaliśmy naszą publiczność, co stwarzało atmosferę bardziej spotkań towarzyskich niż koncertów. Ludzie przychodzili coraz liczniej i wybaczali nam nasze „niedoskonałości muzyczne”. Po prostu lubili się z nami bawić.
To była i jest główna idea Piosenki Odkopanej: wspólna zabawa, śmiech, żarciki, śpiewanie starych przebojów. Tego oczekiwali od nas ludzie z naszego pokolenia, a my to rozumieliśmy, bo jesteśmy jak oni seniorami.
Cieszymy się, że ktoś nas chce jeszcze słuchać i śpiewać z nami.
A ja największą radość mam wtedy, gdy słyszę śmiech na sali.

Reklama

Za Państwem koncert w nowym miejscu, na scenie MDK, zagrany 18 września. Jakie nowe wyzwania się z tym łączą?
Tak, jest inaczej tutaj, w MDK. Inna scena, w Atelier to było à la Teatr STU, więc byliśmy bliżej publiczności, tak „w środku”, a to sprzyjało wspólnej zabawie.
Basia chciała trochę odmienić i odświeżyć Odkopaną, więc zaprosiła paru młodych gości — muzyków. To też było nowe wyzwanie. Tym razem Basia, która nas zmobilizowała do realizacji tego koncertu Piosenki Odkopanej, wybrała przede wszystkim członków zespołu „Po co nam to” (dawnego naszego zespołu z liceum).
Pomysł narodził się po naszym występie na obchodach 80-lecia liceum, na których w tym składzie zaśpiewaliśmy i zagraliśmy.
To też było trochę nowe. Ale może Odkopana już potrzebowała zmian i „odświeżenia”…

Reklama

Dlaczego na ten pierwszy MDK-owski koncert wybraliście Państwo piosenki o zwierzakach? 
Mieliśmy kilka propozycji od Basi. Wybraliśmy Zwierzyniec, bo wydawał się fajnym tematem, no i nigdy tego nie było.

Jak odnajduje Pani tak oryginalne, inteligentne żarty prezentowane podczas koncertów? Czy są wśród nich dowcipy pani autorstwa?
Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że od dzieciństwa lubiłam występy, popisy takie trochę kabaretowe. Zawsze i wszędzie: w szkole, w pracy, na imprezach itp., itd., lubiłam zabawiać towarzystwo.
Czasem to były historie, które przydarzyły się mnie lub znajomym, czasem usłyszane gdzieś kawały, żarciki czy anegdotki.
Tak, trzeba też umieć słuchać innych i zapamiętać te ciekawsze, ale to akurat przychodzi mi dosyć łatwo.
Na koncert, kiedy już znam temat i listę piosenek, szukam tematycznie tych „wesołości”, przede wszystkim w mojej głowie.
To pojawia się samo… ha, ha. Czasem przerabiam, dorabiam lub tworzę nowe.
Czasem podczas koncertu zmieniam i improwizuję. To jest super zabawa też dla mnie.

Reklama

Co w najbliższych planach Piosenki Odkopanej?
Mamy już zaproszenie do MDK na wiosnę. Basia podsunęła nowy temat spotkania: „Może morze” - fajny. Zobaczymy…

Jest Pani osobą raczej z życia zadowoloną. Jaka jest pani autorska recepta na takie życiowe zadowolenie?
Nie wiem, czy jestem z życia zadowolona.
Na pewno nie jestem zadowolona (przynajmniej tak do końca) z tego, co robię. Zawsze wydaje mi się, że można było lepiej.
Więc dlatego wciąż próbuję inaczej, więcej, lub zmieniam kierunek poszukiwań.
Ale mogę powiedzieć, że mam pozytywne nastawienie do życia… Lubię życie i ludzi.
Zresztą nie mamy wyjścia, jak to było w kawale: „Musimy być szczęśliwi”.

Przed nami jesień. Jak walczy Pani z jesienną chandrą, a może Pani takowej nie miewa?
Chandra nie bardzo ma szansę mnie dopaść, bo cały czas jestem zajęta i działam.
Częściej wpadam w złość, kiedy coś mi nie wychodzi, lub miewam tremę, lęki: czy zdążę przygotować, czy będzie fajnie, czy ludzie będą zadowoleni.
Muszę przyznać, że jesienią mamy bardzo dużo zaproszeń na spotkania/koncerty à la Odkopana do innych miasteczek, głównie dla seniorów. W listopadzie na przykład sześć zaplanowanych. Te wyjazdowe koncerty gramy i śpiewamy w innym składzie, ale też występują dawni uczestnicy Piosenki Odkopanej.
Mam też propozycje na koncerty piosenki francuskiej i włoskiej, z różnymi muzykami. W szkole, w której czasem pobieram lekcje śpiewu w Pro Jazz w Trzebini, też mnie zapraszają jak organizują koncerty.
No i muszę się pochwalić, że pracowałam w tym roku jako tłumacz w Chrzanowie i trochę w Libiążu. Miasta przyjmowały delegacje miast zaprzyjaźnionych z Francji. Dużo tego...

Reklama

Wydaje się, że jest Pani osobą uwielbiającą poszukiwania w różnych dziedzinach. Co nowego ostatnio Pani odkryła? Czy postanowiła się Pani oddawać nowym pasjom?
Tak, ale nic nie zdradzę, żeby nie zapeszyć.

Czy pani romans z telewizją nadal kwitnie? Do czego ostatnimi czasy Panią zaproszono?
Zaczęło się ponad 10 lat temu. Oczywiście przez przypadek — pojechałam z wnuczką na casting i wzięli babcię, czyli mnie.
Gram przede wszystkim w paradokumentach, bo tam dostaję główne role, ale grałam też epizody w normalnych serialach.
Ale niestety moje ulubione seriale: „Lombard”, „Gliniarze” czy „Ukryta prawda” itp są kręcone w Warszawie lub Wrocławiu, więc mimo, że mam dużo zaproszeń, to muszę odmawiać, bo od dwóch lat organizuję koncerty. Ha, ha

Czy lubi Pani biedulinki i sierotki czy raczej silne kobiety, np. taką Marię Skłodowską -Curie?
Wolę oczywiście towarzystwo kobiet ciekawych, twórczych. Chociaż najważniejsze dla mnie to, aby ludzie byli pogodni. Wtedy te spotkania dają mi energię. No, a jeszcze jeśli mają poczucie humoru, to idealne towarzystwo.

Skąd bierze się w Pani pozytywna energia?
Dobrą energię można czerpać ze spotkań z ludźmi, ale pogodnymi.

Jakich ludzi unika Pani jak diabeł święconej wody?
Unikam jak ognia malkontentów, krytykantów, ludzi z „pretensjami do świata”, „narzekaczy”. Oni wysysają ze mnie energię i wprowadzają mnie w zły nastrój.

Czy o coś nie zapytałam?
Pani Redaktor, nie zapytała mnie Pani o moje wady. Mam ich mnóstwo.
Działam za szybko, czasem nie przemyślawszy należycie decyzji, więc automatycznie popełniam dużo błędów.
Jestem raptus, nerwus, taki bałaganiarz życiowy, czasem sama wprowadzam chaos w swoje życie i w życie innych. „Taki szef zadymy”, ha, ha.
Szybko wpadam w złość i zamieniam się w „czarownicę”, i jestem wredną jędzą. Ale tylko chwilę! Zaraz żałuję, chociaż czasem straty i zniszczenia są duże.
Ale równocześnie bardzo lubię sprawiać ludziom radość.
I jestem najszczęśliwsza, kiedy moje opowieści wywołują uśmiech, a jeszcze lepiej mocny, szczery śmiech.

Reklama

Co Panią niezmiennie nudzi?
Długo by opowiadać. Bardzo szybko się niecierpliwię i nudzę. Na pewno nudzą mnie powtarzające się czynności, praca biurowa, praca papierkowa i nie daj Boże liczenie. Lubię pracować z ludźmi, ponieważ ci są nieprzewidywalni i zawsze można oczekiwać niespodzianek.
Życzę realizacji planów, dziękuję za rozmowę – Ela Bigas

 


 

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 29/09/2026 10:51
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości