Uczniowie Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Jaworznie pokazali historię II wojny światowej z perspektywy dzieci, które ją przeżyły. Podczas wydarzenia, które odbyło się w piątek 10 kwietnia w Muzeum Miasta Jaworzna, młodzież zaprezentowała efekty ogólnopolskiego projektu poświęconego wojennym losom najmłodszych mieszkańców Jaworzna.
Na pewno świetna inicjatywa z naszej strony, że tak to ujmę, bo powinniśmy pamiętać o swojej historii, w szczególności, że mamy właśnie takie żywe świadectwa tej historii z naszego miasta. Wydaje mi się, że wszyscy uważamy, że ten temat jest bardzo ważny po prostu i tym bardziej, że mamy okazję rozmawiać z żywymi świadkami i tak dalej, to bardzo chcieliśmy podjąć ten temat - mówi Klaudia Woluga, uczennica CKZiU w Jaworznie.
Uczniowie zrealizowali projekt Silni Polską Instytutu Pamięci Narodowej. W ubiegłorocznej edycji opowiedzieli o losach płp. Karola Pniaka. Teraz chciały by nie był zwykła lekcja historii, która opiera się na podręcznikach. Młodzież z Jaworzna przedstawiła ludzkie przeżycia, strach, rozdzielone rodziny i dzieci, które straciły dom.
Pomysł właśnie dzieci z Jaworzna, które przetrwały wojnę w naszym mieście, chodził za nami już odkąd mieliśmy sukces z Karolem Pniakiem i stwierdziliśmy od zeszłej edycji, że to będzie idealny temat. My mieliśmy o tyle łatwo, że już wiedzieliśmy o tym, że taka osoba jest tutaj u nas lokalnie w Jaworznie. Więc było nam łatwiej. Plus mieliśmy wsparcie właśnie naszej nauczycielki, bardzo duże, i Muzeum Miasta Jaworzna - mówi Agnieszka Cebula, uczennica CKZiU.
Efekty swojego projektu przedstawiły podczas wydarzenia o nazwie „Polskie dzieci wojny, w którym wzięli udział ich koledzy ze szkoły, przedstawiciele miasta, muzeum oraz głowni bohaterowie wydarzenia - Jaworznianie, którzy przeżyli II wojnę światową.
Jedną z takich osób była Józefa Posch-Kotyrba, która miała zaledwie 5 lat, kiedy niemieccy żołnierze weszli do jej domu o poranku. Mimo tak młodego wieku doskonale pamięta aresztowanie, wyjazd oraz rozdzielenie jej od bliskich.
Pamiętam sama, jak przyszli do domu o świcie. Ojciec był na nocnej zmianie, natomiast mama z trojgiem dzieci, spaliśmy sobie. To było 14 lipca 1943 roku. Usłyszałam, jak ktoś się dobija. Mamę obudziłam, a okazało się, że wtargnęło trzech żandarmów. Przeprowadzili rewizję, powywalali wszystko, nawet brat z siostrą spali, to sienniki popodnosili. No i mama miała szybko opuścić dom. Mama tylko zdążyła siostrze coś narzucić, brat spodenki i ja, i nasz dom zaplombowali. Jeden został z nami pod domem, natomiast dwóch pojechało do Jaworzna, na kopalnię Kościuszko po ojca, ponieważ go nie zastali, mimo że była jeszcze pora taka, że jeszcze powinien być w kopalni, to wrócili. No i wtedy w trójkę już nas popędzili do lasu na Dobrą, a tam już był taki więzienny samochód, otwierany z boku. Jak weszliśmy, to tam już byli też aresztowani wszyscy z tej gajówki. Najpierw byłam wywieziona do Pogrzebienia. Tutaj kilkoro dzieci było stąd. Po miesiącu przyjechała bardzo duża grupa, 2011 dzieci, w których była też moja rodzina, moje kuzynostwo w Pogrzebieniu. To było 13 sierpnia i wtedy tych dzieci było około 220–230 i ten Polenlager 82 przemianowali na Kinderlager Pogrzebień. Tam jakiś czas przebywałam. Potem po takiej komisji rasowej nas porozparcelowywali na różne miejsca. Byłam w jakichś Gorzycach Małych, Gorzycach Dużych, w Kaczerach. To był obóz pracy, tam w fabryce dywanów i tam było bardzo dużo starszych ludzi spod Beskidzia. Tam byłam nie wiem ile, bo ja w tym wieku nie umiałam dat określić. W każdym bądź razie tam do sierpnia byłam 1944 roku. W 1944 roku nas przewieźli do Bogumina. Tam taki wagon bydlęcy, nasłana ziemia. Tylko wywietrznik był w wagonie i zaryglowany. Pojechaliśmy gdzieś, okazało się, że z tego Bogumina przyjechaliśmy pół Polski, gdzieś tam stanął pociąg, odreglowali. Takie były rury wtedy, z których lały wodę, bo to były spalinowe. No więc tam nam pozwolono się tej wody z tej rury napić i potem zaryglowali. Wylądowaliśmy w Nakle nad Notecią - mówi Józefa Posch-Kotyrba.
Reklama
Uczniowie CKZiU przypomnieli, że to właśnie dzieci były najbardziej bezbronnymi ofiarami wojny. Patrzyli, jak ich ojcowie są wyprowadzani z domów, ich rodziców wywożono do obozów, a oni sami byli wywożeni do Polenlagrów i przenoszeni z miejsca na miejsce. W wydarzeniu uczestniczyła również rodzina Abstorskich, która również widziała wojnę na własne oczy.
Uczniowie CKZiU projekt realizowali kilka miesięcy pod okiem swojej nauczycieli Mirosławy Rachwalski.
Myślę, że ja tylko wrzuciłam taki kamyczek do ogródka, a oni po prostu go złapali, postanowili zobaczyć, jak to wygląda. Z tą młodzieżą świetnie się pracuje. To nie jest nasza pierwsza przygoda z projektami i zawsze wiem, że w zasadzie to ja tylko tak moderuję, podpowiadam, a oni wykonują tę najcięższą i najtrudniejszą pracę. Zresztą efekty dzisiaj będzie można zobaczyć. Natomiast ja jestem z nich niesamowicie dumna i mogę powiedzieć, że ta duma mnie bardzo rozpiera - mówi Mirosława Rachwalik, nauczycielka w CKZiU.
Reklama
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze