I stało się coś, co według urzędowej logiki stać się nie mogło. Gruz z wyburzonego domu w Szczakowej zniknął. Dało się? Dało. Bo Wiesława Babula nie odpuściła i doprowadziła sprawę do końca. Przypomnijmy: chodziło o gruz po wyburzeniu ponad stuletniego budynku przy ul. Kablowej.
Wcześniej zawaliła się ściana, która runęła na ulicę. Przez kilka miesięcy stała tam barierka, a mieszkańcy omijali miejsce szerokim łukiem. W końcu miasto zdecydowało się na wyburzenie nieruchomości. I… na tym zapał się skończył. Gruz został. Bo pieniędzy na jego wywóz – jak usłyszeliśmy – nie było.
I tu zaczyna się historia, która idealnie pokazuje różnicę pomiędzy „nie da się” a „zróbmy to”. Wiesława Babula, radna i przedsiębiorca, dla której organizacja transportu czy znalezienie wykonawcy nie jest czarną magią, znalazła rozwiązanie. Firma zabrała gruz i wykorzystała go pod budowę drogi. Nie było pieniędzy? Znalazł się pomysł. Nie było procedury? Znalazła się determinacja. No, ale w tej historii nie mogło zabraknąć urzędowego „kija w szprychy”.
W przestrzeni publicznej – za pośrednictwem profilu dzierżawionego przez MZDiM pod nazwą miasta – pojawiły się sugestie, jakoby mogło dojść do… paserstwa. Że ktoś rzekomo ukradł gruz. Że to przestępstwo zagrożone karą do pięciu lat więzienia. Brzmi poważnie. Tyle że mówimy o stercie betonu, która przez kilkanaście miesięcy zalegała na działce i której – jak słyszeli mieszkańcy – „nie dało się” uprzątnąć.
I to jest sedno. Mentalność „nie da się, bo przepisy”. Bo procedura. Bo odpowiedzialność. Bo paragraf. Tymczasem często wystarczy ktoś, kto nie przyjmie do wiadomości, że się nie da. Jest takie powiedzenie: jeśli czegoś nie da się zrobić, poproś kogoś, kto nie wie, że się nie da – i on to zrobi. W Szczakowej zadziałało.
Co więcej, dzięki tej determinacji ujawniono coś znacznie poważniejszego niż bałagan. Podczas wywozu gruzu odkryto ludzkie szczątki. Okazało się, że przez wiele miesięcy – być może lat – miejsce to było nie tylko gruzowiskiem, ale i ukrytym grobem. Bawiły się tam dzieci. Przechodzili mieszkańcy.
Dziś sprawą zajmuje się prokuratura. Szczątki zostaną pochowane. Procedury – miejmy nadzieję – zostaną dokładnie przeanalizowane. A teren został uprzątnięty. Paradoks tej historii polega na tym, że gdyby wszystko pozostało w sferze „nie da się”, prawdopodobnie gruz nadal by leżał. A wraz z nim – makabryczna tajemnica.
Można więc spierać się o formalności, interpretacje i paragrafy. No, ale z powyższego przypadku płynie pożyteczna nauka: czasem trzeba kogoś, kto, zamiast rozkładać ręce, zakasze rękawy i…
Franciszek Matysik
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ta pani nie zrobiła tego na własny koszt jak autor opisuje, trwalo to wszystko rok. Chyba autorowi bardzo zależy na negatywnym ocenianiu go bo pisze takie brednie ze szok! Normalnie wszystko by zrobił tylko nie swoimi rękami i pieniędzmi!
Jaki portal taka redaktorzyna zwykł szczujnia telewizji w likwidacji i TVN
Ani slowa nie bylo,ze radna zrobila cos na wlasny koszt.Tej Pani sie chcialo cos robic a magistratowi nie i zaslanial sie przepisami.A co to ma wspolnego z TVN i TVP ?Jedyne co wiadomo,to to, ze mazutowy to pisior i tak jak oni nieudacznik. Pani Babula na prezydenta!
Ta pani nie zrobiła tego na własny koszt jak autor opisuje, trwalo to wszystko rok. Chyba autorowi bardzo zależy na negatywnym ocenianiu go bo pisze takie brednie ze szok! Normalnie wszystko by zrobił tylko nie swoimi rękami i pieniędzmi!
Jaki portal taka redaktorzyna zwykł szczujnia telewizji w likwidacji i TVN
Ani slowa nie bylo,ze radna zrobila cos na wlasny koszt.Tej Pani sie chcialo cos robic a magistratowi nie i zaslanial sie przepisami.A co to ma wspolnego z TVN i TVP ?Jedyne co wiadomo,to to, ze mazutowy to pisior i tak jak oni nieudacznik. Pani Babula na prezydenta!