Nowy samochód sąsiada, trzy paczki od kuriera i sprzedawczyni, która nie uśmiechnęła się wystarczająco serdecznie. Dla niektórych to wystarczające powody, by zainteresować sprawą skarbówkę.
– Panie Dąbek, dobrze, że pana widzę. Trzeba zrobić porządek z tą sprzedawczynią w naszym sklepiku.
– A co się stało?
– Wchodzę, mówię „dzień dobry”, a ona nawet się nie uśmiechnęła.
– Może pana jeszcze nie zauważyła.
– Jak powiedziałem, że zapomniałem portfela, to zauważyła od razu.
– Czyli wzrok ma dobry. Co dalej?
– Pytam, czy bułki świeże, a ona: „Nie, z wykopalisk”. Tak się traktuje stałego klienta?
– A kupił pan?
– Kupiłem cztery.
– Czyli wykopaliska przeszły próbę jakości.
– Pan się śmieje, a ja jej powiedziałem, że nasłana skarbówka szybko poprawi jej humor.
– Paragonu nie wydała?
– Wydała. Jeszcze mi go na ladzie położyła takim ruchem.
– Jakim?
– Lekceważącym.
– To trudna sprawa. Kwota się zgadza, VAT się zgadza, tylko nadgarstek podejrzany.
– Niech przyjdą i sprawdzą. Jak ktoś nie ma nic do ukrycia, to kontroli się nie boi.
– Zapamiętam to zdanie.
– A widział pan tego z czwartego piętra? Nową furę kupił. Z nim też do skarbówki.
– Coś nie tak z samochodem?
– Właśnie wszystko tak. Lakier błyszczy, lusterka same się składają, bagażnik sam się otwiera. Człowiek tylko stoi i patrzy.
– Pan czy właściciel?
– Ja. Z okna. Ale niech pan nie zmienia tematu. Skąd on miał pieniądze?
– Może zarobił.
– On? Przecież całymi dniami siedzi w domu.
– A czym się zajmuje?
– Coś przy komputerze robi. Z ludźmi rozmawia, w klawiaturę stuka. – Żona mówi, że pracuje.
– A pan co na to?
– Pracuje. W kapciach?
– Rozumiem. Gdyby założył gumowce, dochód od razu wyglądałby uczciwiej.
– Ja trzydzieści lat pracowałem i takiej fury nie mam.
– Może kupił na kredyt.
– To bank też powinien się nim zainteresować.
– Bank już się zainteresował. Dlatego przez najbliższe kilka lat będą sobie bardzo bliscy.
– Jeszcze niedawno pożyczał ode mnie wiertarkę.
– No tak. Kupił samochód, a wiertarki nie ma. Poważna luka w majątku.
– Panie Dąbek, człowiek musi być czujny. W zeszłym miesiącu przywieźli mu też nową kanapę.
– Samochód i kanapa? Niedobrze. Ma już na czym siedzieć w domu i poza domem.
– A w sobotę kurier przyniósł trzy paczki.
– Wie pan, co było w środku?
– Nie. Żona zasłoniła mi okno, bo akurat p y firanki zmieniała.
– Rozumiem. Utrudniała postępowanie.
– Czytałem, że w Jaworznie przez osiem miesięcy było już sto trzy zgłoszenia do skarbówki. Ludzie zaczynają patrzeć.
– Pan patrzy od dawna. Firanki tylko czasem przeszkadzają.
– Niech urząd sprawdzi źródło jego pieniędzy. Ja tego źródła nie znam.
– On pańskiego też może nie znać.
– Mojego? A co ja mam?.
– Ostatnio robił pan remont u sąsiada z drugiego. Potem malowanie na trzecim. Widuję pana z torbą narzędzi.
– To pomoc sąsiedzka.
– Za darmo?
– No bez przesady. Plecy bolą, kolana bolą, człowiek się narobi.
– Ile pan wziął za to malowanie?
– Siedem stówek. Ale to między nami.
– A pieniądze za samochód z czwartego to koniecznie między nim a urzędem?
– To zupełnie inna sprawa.
– Dlaczego?
– Bo ja wiem, skąd mam pieniądze.
– Podejrzewam, że on też.
– Panie Dąbek, niech pan mi tu kontroli nie urządza.
– Przecież mówił pan, że uczciwy człowiek kontroli się nie boi.
– Owszem. Ale po co uczciwemu człowiekowi zawracać głowę?
– Dobrze. To może pana też zgłosimy. Niech sprawdzą i będzie pan miał spokój.
– Zaraz, zaraz. Przecież pan mnie zna.
– Sprzedawczynię też pan zna. Nawet ruch jej nadgarstka.
– Wie pan… ona cały dzień na nogach. Ludzie marudzą, dostawy przychodzą. Ma prawo być zmęczona.
– A sąsiad z czwartego?
– Może rzeczywiście ciężko pracuje. Teraz te komputery podobno dobrze płacą.
– A wiertarka?
– Oddał wyczyszczoną. Nawet wiertło dokupił. Porządny chłop, jak się zastanowić.
– Czyli jednak nie piszemy?
– Nie piszemy. Trzeba być człowiekiem. Tylko niech on tą furą pod moim oknem nie parkuje.
– Dlaczego?
– Bo jak ją widzę, to mi znowu wraca troska o finanse państwa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze