Lidia Miś pochodzi z Zembrzyc, natomiast od 1984 roku mieszka w Jaworznie. Choć malowanie było jej marzeniem od dzieciństwa, po farby i płótno sięgnęła stosunkowo niedawno. Artystyczna wrażliwość oraz wrodzone zdolności manualne przez wiele lat znajdowały jednak ujście w pracy zawodowej – kaletnictwie, również w jego artystycznej odsłonie.
Ciekawość świata, otwartość na nowe formy wyrazu i potrzebę twórczych wyzwań artystka w pełni realizuje dziś w malarstwie. Jest samoukiem, nieustannie poszukującym i eksperymentującym z różnymi technikami – od akrylu i tempery po farby olejne. Tematyka jej prac jest różnorodna: od inspirowanych naturą i światem zwierząt po portrety, sceny figuratywne oraz malarstwo abstrakcyjne.
Artystka chętnie sięga również po fotografię, traktując ją jako punkt wyjścia do malarskich interpretacji uchwyconych chwil. Wiele swoich obrazów stworzyła podczas pobytów we Włoszech i na Korsyce, gdzie realizowała także zamówienia prywatne. Jej prace znajdują się dziś w kolekcjach w Polsce i za granicą.
Od 2022 roku Lidia Miś jest członkinią Stowarzyszenia Twórców Kultury w Jaworznie. Brała udział w konkursach malarskich oraz wystawach zbiorowych m.in. w Jaworznie, Zembrzycach, Wiśle, Dąbrowie Górniczej, Chełmku i Bielsku-Białej. Niedawno w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Jaworznie odbył się wernisaż prac artystki zatytułowany „Malowaniem głowy zawracanie”.
Ela Bigas: Czy była Pani nadzwyczaj utalentowanym plastycznie młodym człowiekiem?
Lidia Miś: Dobrze rysowałam już w szkole podstawowej, ale nigdy nie uważałam się za osobę wybitnie utalentowaną plastycznie. Myślę raczej, że dziś realizuję swoje dziecięce marzenie, na które wcześniej po prostu nie było przestrzeni.
Kiedy rozpoczęła się Pani przygoda z malarstwem?
Często wspominałam, że kiedyś chciałam malować, ale długo pozostawało to jedynie w sferze marzeń. Wszystko zaczęło się dość niespodziewanie, kiedy moja córka Karolina podarowała mi zestaw malarski – farby, płótna i sztalugę. Ten prezent okazał się impulsem, który uruchomił we mnie potrzebę tworzenia.
Co było dosłownie Pani pierwszą pracą?
Pierwszym obrazem był polny kwiat – kwitnący mlecz. Później spróbowałam swoich sił w portrecie, malując Lunę, kotkę mojej drugiej córki, Ani. To były bardzo intuicyjne, spontaniczne początki. Niedoskonałe, trochę przypadkowe, ale przez sentyment zachowałam je na pamiątkę.
Jakie emocje towarzyszą Pani podczas malowania?
Odpowiem przewrotnie – chęć malowania to w pewnym sensie nałóg. Czuję niepokój, kiedy w domu nie ma nowego podobrazia czekającego na farby. Sam proces malowania bardzo mnie relaksuje. Przenoszę się wtedy do swojego prywatnego świata, w którym wyobraźnia dobiera kolory, szuka form, obserwuje i analizuje, aż do zmęczenia oczu.
Pani ulubiona technika to…
Najbliższe są mi farby olejne, choć bardzo lubię również akryl. Akryl jest szybkoschnący, dzięki czemu obraz powstaje szybciej, dlatego w praktyce sięgam po niego częściej.
Pani najbardziej udana praca…
Jest ich sporo. Wiele z nich zdobi dziś wnętrza domów i gabinetów zarówno w Polsce, jak i za granicą. Do tych szczególnie bliskich zaliczam m.in. obrazy takie jak Pszczoły, Lizaki czy Mrówka.
Czy prace, które uznaje Pani za mniej udane, lądują w koszu, czy je Pani „naprawia”?
Zdarzyło się kilka mniej udanych prac, ale nigdy ich nie wyrzucam. Przemalowuję je, nadając im nowy charakter. W ten sposób powstały na przykład obrazy Kogut i Maki, które ostatecznie okazały się całkiem udane.
Jak poszukuje Pani tematów malarskich?
W malarstwie najważniejsza jest dla mnie barwa i ekspresja. Zazwyczaj łączę świat rzeczywisty z wyobrażonym. Inspiruje mnie przyroda, zwierzęta, człowiek – wszystko to, co mnie porusza i zatrzymuje uwagę.
Czy lubi Pani włóczęgi, które w efekcie dają kolejne malarskie tematy?
Tak, bardzo lubię samotne spacery. To czas, kiedy mogę uważnie przyglądać się drobiazgom – detalom, które później często wracają w moich obrazach.
Jaki malarz Panią fascynuje?
I tutaj również pozwolę sobie na przewrotność. Zdarzało mi się malować obrazy inspirowane dziełami mistrzów, takich jak Leonardo da Vinci, Vincent van Gogh czy Claude Monet – artystów reprezentujących różne epoki i style, podziwianych za talent i kunszt. Jednak największą radość sprawia mi odkrywanie twórców, których znam osobiście lub spotykam przypadkiem: artystów lokalnych, amatorów i tych z bogatym dorobkiem. Ich bliskość, autentyczność i namacalność sprawiają, że są dla mnie naprawdę inspirujący.
Z czym chce się Pani zmierzyć? Najbliższe plany malarskie…
W najbliższym czasie chciałabym zmierzyć się z abstrakcją oraz kolażem. To kierunki, które traktuję jako kolejne twórcze wyzwania.
Życzę powodzenia, dziękuję za rozmowę - Ela Bigas
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze