Zespół Luxtorpeda był gwiazdą wieczoru 11. ProRock Festiwalu. Wydarzenie odbyło się na scenie ATElier Kultury Klub Relax w sobotę 10 października. Na tym uznanym już wydarzeniu muzycznym zaprezentowały się też zespoły ADHD, Horizon i Rumore (laureaci Letniego Festiwalu Rocka).
Bilety wyprzedano co do jednego, publika wyglądała na zadowoloną. Brawa po koncertach nie gasły, czyli innymi słowy było całkiem fajnie.
Wniosek z tego taki, że heavy metal i rock nadal mają się dobrze, ale czy na pewno – o co też zapytałam Roberta Drążka „Drążmaka”, gitarzystę Luxtorpedy.
- Nie znam odpowiedzi na to pytanie – odparł muzyk. - Nigdy nie znam odpowiedzi na takie, że tak powiem, teoretyczne pytania. My po prostu tworzymy to, co tworzymy. Robimy muzykę, tworzymy, są odbiorcy, są słuchacze, ludzie przychodzą na na koncerty, chcą tego słuchać. A dlaczego tak się dzieje, dlaczego jeden zespół jest bardziej chętnie słuchany przez ludzi, inny mniej? Często dostaję takie pytanie, one są dla mnie kłopotliwe, bo ja nie znam tych recept. Ja po prostu robię swoje, gram na gitarze i się z tego ogromnie cieszę. W 100% taki był też początek Luxtorpedy, że myśmy nie wiedzieli, czy coś z tego wyniknie, ale chcieliśmy robić coś razem. Czuliśmy, że to jest dobre. Zainwestowaliśmy w to pełno naszego czasu rodzinnego, pieniędzy, różnych rzeczy. Na początku nie było owoców tego, potem to zaczęło nam jakoś tam procentować i przynosić efekty, także warto robić swoje i robić to z pasją.
Jak wyobraża sobie pan statystycznego przeciętnego fana Luxtorpedy?
RD: Przeciętny fan to inteligentny słuchający. Bardzo dużo widzę odbiorców, którzy słuchają naszych tekstów. Ja przez parę lat byłem też menadżerem Luxtorpedy i dostawałem masę listów, że ludzie słuchają o czym my śpiewamy. Mało tego, bardzo dużo ludzi się utożsamia z tymi tekstami, że my śpiewamy o ich bolączkach, o ich upadkach, o ich radościach, o ich poszukiwaniach, o ich zwycięstwach. Mówią, że to, o czym my śpiewamy, to tak naprawdę śpiewamy o ich życiu. Myślę, że to jest też taki duży sukces Luxtorpedy, że nigdy nie mówimy, że mamy fanów, tylko to, że my mamy słuchaczy i w 100% się z tym zgadzam.
Robert Friedrich „Litza” mówi, że próby Luxtorpedy są takie, że muzycy są „w stanie 6 godzin rozmawiać, a potem w godzinę nagrać piosenkę po tych sześciogodzinnych rozmowach". Każdy z muzyków ma trochę inne postrzeganie rzeczywistości.
- Ja bym powiedział, że Luxtorpeda to zespół rockowy, który śpiewa o kondycji człowieka – mówi pan Robert. - Ne jest łatwo śpiewać o kimś i wytykać komuś jakieś słabości czy niedoskonałości. Więc skupiamy się na sobie i śpiewamy o naszych doświadczeniach, o naszych porażkach, ale też zwycięstwach, o upadkach. Ostatnia płyta pod tytułem „Szukamy guza” na okładce pokazuje, że robimy pewien rentgen, „autorentgen” i badamy co mamy w środku, jaki jest sens życia, jaki jest sens rodziny, cierpienia.
Od czasu do czasu warto przeczytać co też pisze AI. Ta wymyśliła, że utwór „Wilki dwa” jest o odwiecznej walce dobra ze złem. Czy dobro zawsze wygrywa?
RF: Każdy dzień to jest możliwość wyborów od nowa. Każdego dnia, kiedy się budzimy, kiedy ja się budzę, kiedy budzi się dziadek, czyli ja, dziadek, no to muszę podjąć decyzję, czy chcę żyć dla siebie, czy chcę żyć dla drugiego. Czy w tym dniu chcę służyć, czy żeby mi służono, czy chcę górować, czy chcę wspierać, czy chcę kogoś zniszczyć czy chcę kogoś wskrzesić. I to nie jest łatwe, bo ta decyzja właśnie jest potrzebna każdego dnia rano i ta decyzja motywuje potem do działania przez cały dzień. Ja tą decyzję podpieram modlitwą, modlimy się rano z żoną. Jadąc tu też się modliliśmy. Czytamy psalmy, czytamy ojców kościoła, jakieś dłuższe fragmenty, otwieramy Ewangelię i to nam pomaga, podejmować decyzje, ale nie wiąże się to z tym, że my potem od kogoś wymagamy, żeby miał takie same decyzje, albo żeby miał taki sam sposób podejmowania decyzji jak my, tylko mówię o nas. Taka jest rzeczywistość, na każdym kroku muszę podejmować decyzję i brać odpowiedzialność za te wybory, czyli czy chcę dokarmiać złego wilka, czy dobrego.
Czy można uznać, że utwór „Maszynka do mięsa” porusza, tak jak twierdzi AI, aktualne tematy społeczne? Idąc dalej czy macie panowie ambicje naprawiania rzeczywistości?
RF: W ogóle nie, my mamy ambicje naprawić i posprzątać swoje podwórko. Nigdy nie myśleliśmy o jakiejś chś misji. Prawdziwą misją jest być mężem, ojcem, dziadkiem. To jest misja, a cała reszta to tylko są opiłki tego skrawania codziennego życia. Jeżeli chodzi o „Maszynkę do mięsa”, to podrzucił nam ten pomysł rząd sowiecki, putinowski rząd, gdyż w dzień kobiet wręczał maszynki do mięsa i kwiaty żonom i matkom poległych mężów i synów. I dla mnie to było tak orwellowskie, tak przewrotne i tak trudne, że postanowiłem napisać piosenkę o takim tytule, odnosząc się do sytuacji, która się dzieje w okopach na tej wojnie putinowsko-ukraińskiej.
Powiedzmy sobie o ostatnim waszym utworze.
RF: Ostatni utwór jest ukryty, dlatego, że lubimy robić niespodzianki. Jest na naszej płycie kompaktowej utwór 11, którego nie wypuściliśmy do internetu, do sieci trafi dopiero po pewnym czasie. Wpuściliśmy „Hej panowie” o roli mężczyzny we współczesnym świecie.
Bardzo poważna sprawa.
RF: Fundamentalna. Ja pochodzę z Mysłowic. Kulturowo zawsze Śląsk był matriarchalny. Przez pokolenia, nieustanne wojny, bitwy, sprawiały, że rodziny były wychowywane przez matki, które zawsze były głową rodziny. Zresztą potem historia komunistyczna, gdzie tych rozwodów było więcej, toteż matki zostawały z dziećmi. My wszyscy, jak tutaj jesteśmy, czwórka z piątki, jesteśmy wychowywani przez matki. To matki biorą na swoje barki ciężar wychowania synów, córek, powoduje, że potem jest kryzys męskości, nie ma wzorców, nie ma autorytetów. Rola matki i ojca, jak widzę po swojej rodzinie, jest zupełnie inna. Jeden uczy miłości, a drugi inspiruje do działania, jeden karmi, drugi ochrania. Co nie znaczy, że są przydzielone role raz na zawsze. My doskonale z żoną się wymieniamy, jeżeli chodzi o odpowiedzialność i różnego rodzaju zadania na co dzień domowe, lubimy te zamiany.
Jak ktoś się wsłuchuje, to ja nie chciałbym za dużo mówić o tekstach. Mogę mówić o intencjach i o początkach, co było zapalnikiem powstawania tekstu czy muzyki. Zresztą tekst u nas jest bardzo ważny, to poezja krzyczana bym powiedział. Nawet zostaliśmy namówieni przez jednego kolegę, żeby w tym roku, na piętnastoletnie wydać tylko i wyłącznie teksty. Nie wpadłbym na to, to jest bardzo dobry pomysł, i myślę, że można sobie czasami wziąć na tapetę jeden czy drugi tekst i go poczytać. Być może bez muzyki, on będzie miał inny wydźwięk.
Jak już się okazało, kiedy mieliśmy akustyczne wersje, no to już nie w tym hałasie, nie w tych harmoniach takich ciężkich, tylko akustycznych, czyli spokojnych, które poruszają zupełnie z innej strony serce człowieka i otwierają je na treść. Jakby się okazało, że niektóre utwory właśnie nabrały kolejnego wymiaru. Przez to tylko, że były podane w innej formie. Znaczy dlatego, że tekst docierał do odbiorcy tak naprawdę, że był słyszalny.
Który z ostatnich utworów zespołu idealnie oddaje współczesną sytuację polityczną i społeczną?
Przemysław Frącek: Myślę, że Barabasz. To jest historia o tym, że mamy jako ludzie tendencje do złych wyborów, a później przychodzą konsekwencje złych wyborów i te konsekwencje trzeba wziąć na klatę.
Dziękuję za rozmowę, życzę jak najmniej złych wyborów – Ela Bigas
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze