Marek Długopolski – Jaworznianin, założyciel lubianego i cenionego zespołu Ballabard, autor piosenek tego zespołu. Urodził się w Nowym Sączu. Od 50 lat mieszka w Jaworznie. Jak mówi kocha to miasto. Tutaj ma rodzinę, tu ma przyjaciół.
W niedzielę 27 września w Jazz Club Muzeum pan Marek świętował jubileusz 50-lecia na scenie. Zebrało się w klubie doborowe bractwo przyjaciół pana Marka. Szanowny jubilat zaprosił do wykonania dwóch swoich utworów część składu Zadyrygownych.

- Pan Marek zaprosił nasze wokalistki do współpracy i do wykonania jego autorskich utworów – mówi Natalia Smagacz. - Ostatnio rozmawialiśmy i pytał mnie jak tam idą prace. Wysłałam panu Markowi fragmenty utworów, napisał mi, że jest bardzo poruszony, że jego utwory są wykonywane właśnie przez naszych jaworzyńskich wokalistów, młodych wokalistów, którzy dopiero co zetknęli się tak naprawdę z jego twórczością. Także ja jestem wzruszona, że możemy w tym benefisie brać udział, a pan Marek jak twierdzi jest również wzruszony tym, że młodzi ludzie śpiewają jego utwory.
Przy okazji tego miłego wydarzenia poprosiłam szanownego jubilata o wywiad. Tak jak się spodziewałam była to nietuzinkowa rozmowa, przecież pan Marek to postać bardzo oryginalna.
Ela Bigas: Pierwszy zapamiętany występ sceniczny, może być z przedszkola.
Marek Długopolski: Pamiętam to doskonale. Co prawda miałem wtedy sześć lat i trudno w to uwierzyć, ale to we mnie zostało, dlatego że po prostu to pamiętam. To było wyjątkowe. To była piosenka o Walentynie Tierieszkowej – Wala twist. Ja do dzisiaj nie wiem, jak to było możliwe, że ja, mając sześć lat, zapamiętałem doskonale tekst tej piosenki i ją zaśpiewałem w przedszkolu i dostałem nagrodę.
Pierwszy występ, od którego liczy się owo pół wieku.
Był to 1976 rok, marzec, w Studio 2, spotkanie z profesorem Bardini. Czyli 50 lat temu.
I co wtedy było śpiewane?
„Dzisiaj będzie śnieg” i druga piosenka „Czy warto?”.
Od jakiej muzyki jest pan specjalistą, panie Marku?
Ja wiem, czy jestem specjalistą? W zależności, ja uzależniam melodię, bo to nie muzykę, bo zawsze to powtarzam i będę powtarzał. Muzykę pisał Chopin, Beethoven, nie ja, czy ktoś, jakiś, prawda? Ja piszę melodię i w zależności od tego, jaki jest tekst, to jest najważniejsze. Dla mnie jest najważniejsze to jaki jest tekst i dopiero wtedy staram się jakąś melodię ułożyć.
Pana ulubiony muzyk…
To jest ogromny rozstrzał, bo od Czesława Niemena, po Grechutę, Nalepę, zespół SBB, węgierską grupę a Omega. Jest taki zespół, jeszcze grają. Tak, co prawda ze starego składu został tylko jeden, niestety wszyscy już odeszli, ale grają, występują. Na początku było ciężkie słuchanie ciężkiego brzmienia, typu Deep Purple, Led Zeppelin, Black Sabbath. Ale cały czas w duszy, gdzieś tam w sercu była ta spokojna poezja śpiewana.
Co uznaje pan, panie Marku, za sukces tego 50-lecia? Niech pan się nie śmieje. To jest poważny wywiad.
Tak. Ja nie mam sukcesu. Sukces ma moja żona. Żona wytrzymała z takim wariatem jak, ja.
Tak, to duży sukces.
Duży sukces, tak. Ja mam 50 lat na scenie, ale za miesiąc mamy 45 lat małżeństwa.
Pogratulować. Inne pana talenty poza muzycznymi…
No ja wiem, może to co lubię, bo lubię chodzić po górach, troszeczkę już coraz mniej. Lubię gdzieś zwiedzać, podróże dalsze, bliższe. Kocham nasze polskie morze, kocham nasze polskie góry.
Najbliższe ambitne artystyczne plany.
W zasadzie to tworzy się pomaleńku, tworzymy razem z zespołem, pomalutku zaczynamy ogrywać, brzydko nazywam, ale ogrywać nowe utwory. No i zobaczymy, jak będzie materiał, to może będzie kolejna płyta. Pierwszej płyty, muszę przyznać, w zasadzie zostało jeszcze, nie wiem, kilkanaście sztuk. Została wyprzedana.
Teraz recepta na pana muzyczny sukces...
Słuchać innych, słuchać dobrych podpowiedzi, nie gwiazdorzyć, nie robić z siebie nie wiadomo kogo, bo, są lepsi od nas, dużo lepsi od nas. A po prostu jeśli się ma tą pokorę w sobie, skruchę, to myślę, że to jest właśnie droga do takiego, powiedzmy, sukcesu.
Panie Marku, czy zdarzyło się panu porównywać z kimś i po pewnym czasie dojść do wniosku, że właściwie to robi pan to lepiej niż ten ktoś?
Ktoś o mnie kiedyś powiedział, że coś podobnie śpiewam jak Tadeusz Woźniak. Zresztą nagraliśmy kiedyś jeden z jego utworów.
I co - lepiej niż oryginał?
Spotkałem Piotra Woźniaka, syna Tadeusza, i ja mu dałem to nagranie, żeby tata posłuchał i jak spotkałem się kolejny raz z Piotrem, to Piotr powiedział, że tata powiedział: "Fajnie".
Czy sam siebie pan lubi, panie Marku?
Nie lubię siebie. Gdybym miał być sam ze sobą, jeżeli bym miał obok siebie drugiego takiego jak ja, to byśmy się chyba pobili.
Oj, niedobrze. Czy choć raz pomyślał pan, że z pana wielka gwiazda?
Nigdy w życiu. To co robię, to jest po prostu to, co lubię, co kocham.
Czego pan sobie życzy w tym jubileuszowym roku?
Zdrowia. Zdrowia, jeszcze raz zdrowia. A muzycznie, żeby nasz zespół nadal istniał, bo to są fantastyczni ludzie.
Co będzie się składało na dzisiejszy koncert?
Zaczniemy od piosenek takich, którymi, właśnie kiedyś zacząłem. W zasadzie dwie piosenki chyba są nie moje, a wszystkie są dzisiaj moje. W różnych konfiguracjach zespołowych, bo troszeczkę będzie i mocne uderzenie, i nasze ballabardowe. Ale na przykład właśnie zespół Zadyrygowani będzie śpiewał moje utwory.
To wzruszające?
Wzruszające bardzo.
Ale czy się podobało?
Oczywiście.
Wszystkiego dobrego, dużo dalszych sukcesów, dziękuję – Ela Bigas
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze