Oskarżony w chwili zbrodni miał 3,6 promila alkoholu we krwi. Był tak pijany, że nie poznał przyjaciela, myślał, że atakuje go „obcy”. Sławomir W. zginął w domu Jarosława B. Morderca i jego ofiara pili tego dnia od samego rana. Spożyli wspólnie trzy butelki wódki i cztery wina, zapijając te mieszankę jeszcze dodatkowo piwem. Wieczorem zasnęli – 34-letni gospodarz na tapczanie, a gość na podłodze w sąsiednim pokoju.
Przed północą Sławomir W. nagle się obudził i zaczął szarpać śpiącego właściciela domu – prawdopodobnie chciał, by ten przyniósł jeszcze więcej wódki. Jarosław B. chwycił wtedy nóż myśliwski i kilka razy dźgnął nim kolegę, m.in. w szyję, twarz, serce. Kiedy zorientował się co zrobił, próbował jeszcze ratować przyjaciela i zatamować mu krwotok. Zabiegi te na niewiele się zdały – Sławomir W. zmarł. Jarosław B od początku próbował przekonać sąd, że był tak pijany, że zwyczajnie nie poznał kompana od wódki. Jednak przesłuchiwane wczoraj biegłe z zakresu psychiatrii i psychologii stanowczo to wykluczyły. – To bardzo mało prawdopodobne – twierdziła biegła z psychiatrii. – Nie mógł z jednej strony nie rozpoznać kolegi, a z drugiej pamiętać jaki wziął nóż, jak uderzał i ile razy. Oskarżony bardzo dokładnie pamiętał też zdarzenia poprzedzające zbrodnię, na przykład to, że jak się obudził, był włączony telewizor. Pamiętał – a może nie pamiętał, przed takim dylematem miał stanąć sąd orzekają w sprawie morderstwa Sławomira W.
– Tego, co stało się w mieszkaniu oskarżonego, racjonalnie wytłumaczyć nie można – próbował tłumaczyć swojego klienta obrońca. – Biegli nie wyjaśnili do końca, czy Jarosław B. zdawał sobie sprawę z tego, że szarpie się z kolegą. Jemu jak się to popularnie nazywa najprawdopodobniej „urwał się film”. A może działał w jakiejś wyimaginowanej rzeczywistości, nie ma na to niezbitych dowodów. Możemy tylko polegać na opinii biegłych. A oni też przecież mogą pomylić się w ocenie całego zajścia. Sam oskarżony, poza tym przypadkiem, nigdy wcześniej nie był skłonny do agresji – argumentował. Sprawca zabójstwa ma jeszcze inną teorię na to co się zdarzyło w jego mieszkaniu. – To wszystko sprawa video. Piliśmy sporo a w międzyczasie oglądaliśmy na video film. Jak dobrze pamiętam miał tytuł „Obcy 2”. Tam walczyli z takim przerażającym stworem i mnie się to potem wyśniło. Cały czas myślałem, że zabijam tę ohydną bestię. Dopiero kiedy zobaczyłem, że ta lepka i ciepła ciecz na moich rękach to krew, zrozumiałem, że to nie film. Jeszcze próbowałem ratować Sławka, jakoś zatamować ten krwotok, ale nic to nie dało. Nie chciałem go zabić – tłumaczył przed sądem. Sąd może przystałby na takie tłumaczenie sprawcy zbrodni, ale jakoś nie mógł zrozumieć dlaczego oskarżony nie wezwał pogotowia, a po całym zajściu uprzątnął ślady. Nie dał wiary, że będąc dalej bez świadomości sprawca poszedł do sklepu po kolejną butelkę wódki, wyrzucając przy okazji nóż – narzędzie zabójstwa – do studzienki kanalizacyjnej. Opinia biegłych stała się jednak dla sądu podstawą do wydania wyroku. Sąd nie dopatrzył się także okoliczności łagodzących. A nade wszystko nie uznał za takową opilstwa Jarosława B.
– Pomimo, że oskarżony miał 3,6 promila alkoholu we krwi, był świadomy tego co robi – podkreśla w uzasadnieniu wyroku sędzia przewodnicząca rozprawie. – To zaś, że oskarżony był pijany nie może być żadnym usprawiedliwieniem. Opinia biegłych była ważna dla sądu, który nie uznał także, że pijaństwo Jarosława B. jest okolicznością łagodzącą. – Pomimo, że oskarżony miał 3,6 promila alkoholu we krwi, był świadomy tego co robi – podkreślała w uzasadnieniu wyroku sędzia przewodnicząca. – To zaś, że oskarżony był pijany nie jest żadnym usprawiedliwieniem jego czynów. Sam przecież doprowadził się do takiego stanu. Wyrok jest nieprawomocny.
Pitawal
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze